Belgowie żegnają się z Polską

Eugeniusz Twaróg, GN
opublikowano: 2011-07-14 00:00

Kluczem jest finansowanie. Bank ma linie kredytowe od matki na 9 mld zł i wymaga dokapitalizowania.

Kredyt Bank to okazja dla inwestora zagranicznego. Krajowego nie będzie stać

Kluczem jest finansowanie. Bank ma linie kredytowe od matki na 9 mld zł i wymaga dokapitalizowania.

Historia niemal wypisz wymaluj jak w przypadku BZ WBK. Najpierw powracające pogłoski o sprzedaży, dementi właściciela, potem mocna kampania wizerunkowo-produktowa nastawiona na łapanie klientów i wreszcie oficjalny komunikat, że bank jest na sprzedaż. To samo stało się udziałem Kredyt Banku, o którym najczęściej plotkowano, że jest na sprzedaż. Było w tych plotkach coś więcej, nie tylko ziarenko prawdy. Wczoraj belgijska, a właściwie flamandzka, grupa ubezpieczeniowo-bankowa KBC powiadomiła, że zmienia plany i zamiast wysyłać na giełdę czeski CBOS, wystawia pod młotek polskie biznesy. Plan musi jeszcze zatwierdzić Komisja Europejska. Kredyt Bank i Warta idą pod młotek, żeby KBC miała z czego zwrócić pomoc rządową, przyznaną w czasie kryzysu. Kilka tygodni temu pojawiła się nieoficjalna informacja, że grupa skłonna jest sprzedać obydwie spółki za 2,5 mld euro (blisko 10 mld zl).

Raczej zagraniczny

Iza Rokicka, analityk DI BRE Banku, uważa, że jest to wysoka wycena. Zwraca uwagę, że cena, jaką trzeba wyłożyć, to jedno. Kupiec musi jeszcze dodatkowo podstawić finansowanie dla banku.

— Specyfiką Kredyt Banku jest struktura zobowiązań —w dużym stopniu finansuje się on z KBC. Zaangażowanie grupy przekracza 9 mld zł. Własnych kapitałów bank ma 2,9 mld zł i wskaźnik Tier1 [kapitał podstawowy —red.] wynosi 8,9 proc. — mówi Izabela Rokicka.

Jeśli bank zostałby kupiony przez inwestora nieobecnego na polskim rynku, rozsądne byłoby dokapitalizowanie. Gdyby nowym właścicielem był bank działający w Polsce, to problem niskich kapitałów można byłoby rozwiązać poprzez fuzję.

Michał Sobolewski, analityk IDMSA, właśnie ze względu na konieczność zapewnienia finansowania, kupca upatrywałby raczej wśród inwestorów zagranicznych. On również uważa, że 2,5 mld zł to wysoka cena, niemniej ostatnie transakcje, np. kupno Polbanku za 1,7 razy wartość księgowa, pokazują, że są inwestorzy branżowi, którzy są w stanie wyłożyć duże pieniądze, by szybko zbudować pozycję w Polsce.

— Co więcej, Polbank nie był przy tym rentownym biznesem, a Kredyt Bank jest, chociaż jednocześnie w grupie rówieśniczej charakteryzuje się jedną z niższych rentowności — mówi Michał Sobolewski.

Mało rentowny biznes

Porównując Kredyt Bank z innymi giełdowymi, w oczy rzuca się niższa rentowność —wskaźnik ROE wynosi 9,2 proc.

— Wydaje się, że głównym tego powodem są niskie przychody pozaodsetkowe, zarówno wynik prowizyjny, jak i handlowy — mówi Izabela Rokicka.

Bankowi ciąży też portfel kredytów hipotecznych, sprzedawanych przed kryzysem na niskich marżach.

— Jest on najprawdopodobniej nieopłacalny z punktu widzenia obecnego kosztu finansowania. Trudno pozbyć się tego produktu z bilansu, bo są to kredyty wieloletnie. Trudno więc w krótkim czasie zmienić profil banku. Teraz próbuje ponownie wejść w hipoteki już na wyższych marżach. Presja na ceny jest jednak duża i nie wiadomo, na jakim poziomie ustąpi — mówi Izabela Rokicka.

Michał Sobolewski za mocną stronę banku uważa udziały rynkowe, które w zależności od linii biznesowej wynoszą od 2-6 proc. Chwali też zarząd za spójną, konsekwentnie realizowaną strategię.

Miesiąc temu bank rozpoczął ogólnopolską kampanię reklamową rachunków osobistych z udziałem duetu Mann-Materna. Po pierwszym miesiącu pozyskał 23 tys. kont. Aż 98 proc. z nich otworzyły osoby, które wcześniej nie były klientami KB. Nieźle sprzedają się też rachunki firmowe. W czerwcu otworzyło je 600 przedsiębiorców — o 100 więcej, niż zakładał plan.

W I kwartale bank miał 134 mln zł zysku (80 mln zł bez jednorazowych zdarzeń) wobec -37 mln zł straty rok wcześniej. Współczynnik koszty/dochody wyniósł 58,5 proc. (+2,3 proc. r/r). Aktywa osiągnęły poziom 46,3 mld zł (39,6 mld zł przed rokiem). Bank zatrudniał 4,897 osób. Sieć liczyła 375 placówek.

Po Wartę ustawi się kolejka. Przyciąga marka i skala

Do wzięcia jest drugi gracz na rynku. Lepiej żeby przejął go lokalny konkurent — twierdzą eksperci.

7,8 proc. polskiego rynku ubezpieczeń, 250 przedstawicielstw i 2,3 tys. agentów przejmie nabywca Warty. Jakie są silne strony?

— To, co posiadamy: bardzo silna marka, dobry portfel ubezpieczeń zarówno indywidualnych, jak i korporacyjnych, duża i rosnąca sieć sprzedaży, wiedza i kompetencje pracowników, a to wszystko jest poparte wynikami, które po pierwszym kwartale wykazują znaczącą poprawę —mówi Jarosław Parkot, prezes Warty.

Zdaniem ekspertów, chętnych nie zabraknie.

— To atrakcyjna spółka, na rynku obecna "od zawsze", z bardzo dobrze rozpoznawalną marką, choć może w ostatnim czasie nieco zaniedbaną. Ma też znaczący udział w rynku, o który duzi gracze na pewno będą się bili. Mogą to być zarówno obecni w Polsce, jak i nowi — mówi Marcin Mazurek, analityk Intelace Research.

— Pytanie, na ile Belgowie mają nóż na gardle i czy rynek będzie chciał zapłacić tyle, ile oni chcą. KBC poniżej pewnej kwoty nie zejdzie, bo nie pozwoli mu to spłacić zadłużenia w takiej części, jak potrzebuje — zauważa Marcin Z. Broda, analityk Ogmy.

Ile warta jest Warta?

— Następne pytanie, proszę — ucina Jarosław Parkot.

W 2010 r. wypracowała 29,5 mln zł zysku netto. Gdyby do wyceny przyjąć wskaźnik cena/zysk, z jakim notowane jest PZU (14), wycena Warty wynosiłaby skromne 412 mln zł. Ale ubiegły rok, najgorszy dla branży w historii, nie oddaje kondycji: w pierwszym kwartale tego roku na czysto zarobiła już 32,7 mln zł.

— W 2010 r. Warta na tle rywali i tak nieźle wypadła. W spółce wciąż jest wiele kompetencji i doświadczenia, szczególnie w ubezpieczeniach korporacyjnych, bardzo dobry zarząd, a zmiany, które następują od roku, są bardzo pozytywne. Problemem w wycenie są ubezpieczenia życiowe —większość biznesu pochodzi z banku, więc jeśli dojdzie do rozdziału, to biznes będzie wart dużo mniej, niż wynikałoby z przypisu i aktywów. Chyba że będzie gwarancja długoterminowej współpracy, ale to kukułcze jajo dla banku — mówi Marcin Z. Broda.

— Nie sądzę, by bank i towarzystwo były sprzedawane razem. KBC by tak wolało, ale nie doprowadzi do maksymalizacji ceny. Kto inny będzie bardziej zdeterminowany do zakupu banku, a kto inny ubezpieczyciela — mówi Marcin Mazurek.

Eksperci sugerują, że więcej chętnych będzie do zakupu towarzystwa niż banku. Bo jest w lepszej kondycji, a nastroje w branży ubezpieczeniowej też są lepsze niż w bankowej. Wśród zainteresowanych wymieniane są AXA, Generali, Uniqa i Vienna Insurance Group.

— Lepiej, aby kupił to któryś z graczy obecnych w Polsce, bo konkurencja jest już na tyle ostra, że nowy, agresywny gracz byłby niekorzystny i dla firm, i klientów — tłumaczy Marcin Z. Broda.

Jarosław Parkot przekonuje, że zapowiedź sprzedaży nie odbije się negatywnie na biznesie. Dojdzie tylko praca związana z podziałem.

— Dla banku rozdzielenie może być wręcz korzystne, bo współpraca nie układała się najlepiej. Otwarta architektura sprawdza się jednak lepiej. Warta miała monopol na ubezpieczenia w Kredyt Banku, tymczasem na rynku może znaleźć atrakcyjniejsze rozwiązania. Dla Warty na pewno rozdzielenie nie będzie korzystne — mówi Marcin Mazurek.

— Będzie to bardzo trudne i czasochłonne — zauważa Marcin Z. Broda.