Belka: Polska straci na odrzuceniu konstytucji UE

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 2005-03-03 15:43

Polska straci na ewentualnym odrzuceniu Traktatu Konstytucyjnego UE - przekonywał w czwartek premier Marek Belka. Ostrzegał, że odrzucenie Traktatu spowoduje realizację pomysłu Europy "dwóch prędkości". Polemizował ze zwolennikami odkładania referendum w tej sprawie.

Polska straci na ewentualnym odrzuceniu Traktatu Konstytucyjnego UE - przekonywał w czwartek premier Marek Belka. Ostrzegał, że odrzucenie Traktatu spowoduje realizację pomysłu Europy "dwóch prędkości". Polemizował ze zwolennikami odkładania referendum w tej sprawie.

W wykładzie wygłoszonym w Fundacji Batorego Belka opowiedział się za połączeniem referendum traktatowego z pierwszą turą wyborów prezydenckich 25 września.

    "Ci wszyscy, którzy czekają na rok 2006 (by wtedy przeprowadzić referendum - PAP), czekają tak naprawdę na pretekst do odrzucenia Traktatu - może do tego czasu komuś się już noga podwinie i ktoś (jakiś inny kraj - PAP) odrzuci Traktat" - podkreślił premier.

    Ostrzegł, że Polska nie powinna czekać, aż ktoś odrzuci konstytucję UE, tylko dać przykład i przyjąć ją, żeby inni jej nie odrzucali.

    "Nie ma wyobraźni ten, kto myśli, że Polska może bez akceptacji Traktatu funkcjonować w Unii, tak jak dziś Wielka Brytania funkcjonuje poza strefą euro. Nie ma wyobraźni ten, kto myśli, że po odrzuceniu Traktatu przez Polskę lub inny kraj Unia nie będzie się dalej rozwijać - będzie, tylko różnymi prędkościami, a my nie będziemy na tym zyskiwać, tylko tracić" - przestrzegał.   Przypomniał też, że tuż po objęciu urzędu premiera, na wiosnę ubiegłego roku, "natychmiast spadły mu na głowę" - właśnie decyzja ws. Traktatu Konstytucyjnego UE oraz sytuacja w służbie Zdrowia.

    "Gdybyśmy wtedy nie zgodzili się na tę wersję nieco zmodyfikowaną (...) Traktatu, dziś bylibyśmy jak brzydkie kaczątko. Dopiero by nas łoili po grzbiecie w dyskusjach na temat nowej perspektywy finansowej UE" - podkreślił Belka.

    Jego zdaniem, dzięki zaakceptowaniu przez jego rząd unijnej konstytucji udał się największy sukces polskiej dyplomacji w sprawie Ukrainy, czyli wciągnięcie w ten problem Unii Europejskiej. "Ciekaw jestem, jak by się nam to udawało, gdybyśmy byli kolejnym hamulcowym w kwestii Traktatu Konstytucyjnego" - zaznaczył.

    Nawiązując do polityki wschodniej, Belka oświadczył, że w interesie Polski jest pogodzenie stanowiska proukraińskiego i nieantyrosyjskiego. "To wymaga wielkiego rozsądku, determinacji i odwagi, bo nie będą nam w tym pomagać i to zarówno sąsiedzi ze Wschodu, jaki i z Zachodu" - ocenił premier.

    Odniósł się również do kontrowersji związanych z wyjazdem polskiej delegacji na moskiewskie obchody 60. rocznicy zakończenia II wojny światowej. "Musimy tam jechać z trzech powodów: dla przeszłości, teraźniejszości i przyszłości" - przekonywał.  Z powodu przeszłości, ponieważ - jak wyjaśniał - Polska była w koalicji antyhitlerowskiej, ale ani w defiladach zwycięstwa w zachodniej Europie, ani w Moskwie nie byliśmy reprezentowani jako państwo polskie, bo nie było rządu polskiego. "Byli tam wysłannicy polskiego rządu, ale byli to delegaci wyznaczeni przez Stalina" - dodał.

    Polska delegacja powinna być w Moskwie także ze względu na teraźniejszość - uważa premier. "Gdyby nas nie było, to by znaczyło, że się eliminujemy ze społeczności międzynarodowej. Kto by wytłumaczył, że kraj, który chce być jednym z najważniejszych w UE, chce być rzecznikiem wschodniego sąsiedztwa, jest nieobecny" - dodał.

    W ocenie premiera, dobre relacje z USA wzmacniają naszą pozycję w Unii Europejskiej, a nie osłabiają. "Kto powiedział, że wielkie mocarstwa zachodnie, europejskie, traktowałyby nas poważniej, gdybyśmy nie byli w Iraku" - dodał.

    Jak powiedział premier, jego pokolenie było wychowane w micie Stanów Zjednoczonych. "Pokolenie moich dzieci będzie uważało Europę za swój dom, a Ameryka będzie się coraz bardziej oddalać" - ocenił.

    Belka skrytykował pomysł lidera PO Jana Rokity o jednostronnym przyjęciu euro. W opinii szefa rządu, byłoby to niezgodne z prawem europejskim. "Jednostronne przyjęcie euro oznacza wojnę z Unią Europejską, która od zawsze mówi, że takie działanie jest wbrew prawu europejskiemu" - przestrzegał.

    Dodał, że pośrednim rozwiązaniem dla powiązania złotego z euro, które mogłoby być akceptowane przez UE, byłby tzw. zarząd walutą, ale Polska ma zbyt duży deficyt budżetowy, żeby go wprowadzić. "Tu trzeba mieć, bagatela, nadwyżkę 1-2 proc. PKB, albo przynajmniej zrównoważony budżet" - powiedział.