Ben Bernanke uczeń Edwarda Gierka

Jarosław Romanowski
opublikowano: 10-09-2010, 00:00

Jarosław Romanowski

dyrektor generalny ds. handlu i zabezpieczeń KGHM

W ostatnich dwóch tygodniach mieliśmy do czynienia z relatywnie dobrymi wiadomościami po wakacyjnej serii negatywnych danych o stanie gospodarki amerykańskiej. Poprawa nastrojów na rynkach nastąpiła już pod koniec sierpnia, gdy opublikowano lepsze od oczekiwań analityków dane o wzroście gospodarki amerykańskiej w drugim kwartale o 1,6 procent. Warto jednak pamiętać, że w poprzednich dwóch kwartałach wzrost wyniósł 3,7 i 5 procent. Oprócz tego ostatnie dane z rynku pracy oraz dotyczące koniunktury przemysłowej i konsumenckiej przeważnie pozytywnie zaskakiwały. Prawdopodobnie jeszcze przez najbliższe tygodnie będziemy obserwowali dalszą poprawę wskaźników makroekonomicznych, dzięki lepszej sytuacji na rynku pracy, która przełoży się na wzrost dochodów Amerykanów, a przez to sprzedaży detalicznej.

Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z poprawą perspektyw wzrostu gospodarczego w dłuższym okresie. Przy ciągle pogarszającej się koniunkturze gospodarczej nie wystarczy, że dane będą nieco lepsze od pesymistycznych oczekiwań analityków. Co z tego, że liczba nowych bezrobotnych w poprzednim tygodniu była o 10 tys. niższa, skoro 4-tygodniowa średnia była najwyższa od pół roku. Coraz więcej sygnałów wskazuje na potrzebę dodatkowego stymulowania gospodarki. W końcu sprzedaż nieruchomości na rynku pierwotnym i wtórnym jest w najgorszym stanie, od kiedy zaczęto zbierać dane, inflacja spada i ponownie pojawia się ryzyko deflacji, a średniookresowe perspektywy wzrostu, zdaniem Bena Bernanke, szefa amerykańskich władz monetarnych (Fed), znacznie się pogorszyły.

Z całą pewnością tuż przed listopadowymi wyborami potrzebę stymulowania gospodarki dostrzegają politycy. Kilka dni temu prezydent Stanów Zjednoczonych zaproponował wydłużenie okresu zwolnień podatkowych dla biznesu oraz narodowy program budowy systemu transportowego, który może kosztować około 50 mld dolarów w ciągu 6 lat. Oprócz tego Barack Obama zapowiedział forsowanie ustawy o utrzymaniu zniesienia niektórych podatków na badania naukowe, które mogą zmniejszyć wpływy budżetowe o 130 mld dolarów w ciągu najbliższej dekady.

Dalszemu poluzowaniu może ulec również polityka monetarna. Po ostatnim wystąpieniu Bena Bernanke w Jackson Hole ponownie pojawiły się oczekiwania na wprowadzenie dodatkowego programu łagodzenia monetarnego. Zdaniem szefa amerykańskiego banku centralnego, inflacja spadła ostatnio znacząco, choć warto zauważyć, że w poprzednim komunikacie Fed wyraźnie sugerował brak znaczącego ryzyka deflacji. Oczywiste jest, że Ben Bernanke nie może zbyt negatywnie wypowiadać się na temat gospodarki, by nie nastąpił efekt samospełniającej się przepowiedni. Jednak wyraźna zmiana w ocenie gospodarki sugeruje, że dalsze działania ekspansywnej polityki monetarnej (quantitative easing) są tylko kwestią czasu. Drukowanie pieniądza i życie na kredyt w celu pobudzenia gospodarki przypomina lata 70. w Polsce, a Ben Bernanke przypomina Edwarda Gierka. "Gierkowska dekada" była również finansowana kredytem, lecz na koniec przyniosła głębokie, wieloaspektowe załamanie gospodarcze.

Możliwe, że dla rynków finansowych wprowadzenie drugiej dawki pakietów stymulacyjnych będzie impulsem do powstania nowej, krótkoterminowej fali wzrostowej. Dzięki wzrostowi płynności sektora finansowego zyskałyby rynki akcji i surowców. W dłuższym horyzoncie czasowym realnym zagrożeniem pozostaje powrót deflacji, co mogłoby oznaczać powtórkę scenariusza japońskiego, w tym niski wzrost gospodarczy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Romanowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu