Bessa nie może przeszkadzać

Anna Bytniewska
opublikowano: 22-07-2008, 00:00

Resort skarbu nadal czeka na wezwanie na Ruch. Nie zamierza jednak oddać swojego pakietu zbyt tanio.

Prywatny kapitał rezygnuje z ofert. Dekoniunktura. Skarb państwa ma jednak mandat do sprzedaży majątku

Resort skarbu nadal czeka na wezwanie na Ruch. Nie zamierza jednak oddać swojego pakietu zbyt tanio.

Wczoraj kurs Ruchu po wzroście o 7,66 proc. sięgnął 13,35 zł. Oznacza to, że pakiet należący do skarbu państwa wart był 471,9 mln zł. To o ponad połowę mniej niż rok temu. Jednak Ministerstwo Skarbu Państwa podtrzymuje swoje plany prywatyzacji Ruchu w drodze odpowiedzi na wezwanie. Nie oznacza to, że zamierza sprzedać swój pakiet akcji po cenie, którą uzna za nieatrakcyjną.

— Przyjrzymy się ofercie i zdecydujemy, czy odpowiemy na wezwanie — mówi Maciej Wiewiór, rzecznik MSP.

Na razie jednak nikt nie zdecydował się ogłosić wezwania, choć niska wycena giełdowa mogłaby być dobrą okazją do zakupu. Zainteresowanie ruchem wielokrotnie deklarował Zbigniew Jakubas. Wśród chętnych jest też holenderska spółka Press Distribution International, powiązana z zagranicznym funduszem private equity (według różnych źródeł jest to Pamplona lub MID Europa). Już w styczniu dostała zgodę Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów na zakup Ruchu. Od lat zainteresowanie Ruchem wykazuje Izba Wydawców Prasy. Już na początku tego roku MSP miało mieć kompletną listę zainteresowanych nabyciem większościowego pakietu. Od tamtej pory nic się jednak nie wydarzyło.

Ruch czekają zmiany. Od kilku miesięcy spółka ma nowego prezesa — Włodzimierza Białego. Firma jest w niełatwej sytuacji i pracuje nad nową strategią, która może zostać upubliczniona po wakacjach. Na razie pierwszym spektakularnym ruchem nowego zarządu jest ogłoszenie założeń programu restrukturyzacji zatrudnienia.

Obecny trend spadkowy korzeniami sięga lipca zeszłego roku.

Impulsem do wyprzedaży mocno wtedy przewartościowanych akcji był kryzys na amerykańskim rynku kredytów hipotecznych, który przerodził się w poważne obawy co do globalnego spowolnienia gospodarczego. Dla wytrawnych graczy powód dobry jak każdy inny, aby wycofać się z coraz bardziej ryzykownych akcji. Rzecz w tym, że bessa wystraszyła drobnych inwestorów indywidualnych, którzy inwestując w okolicy górek cenowych, ponoszą teraz duże straty. Zagryzając zęby, sprzedają papiery (umarzają jednostki TFI), żeby uchronić resztki oszczędności. To bardzo trudno przewidywalny czynnik. Dlatego również analitycy, choć wiele spółek oceniają jako tanie, mają problem z określeniem przewidywanego końca bessy. Padają różne terminy, od dwóch, trzech miesięcy do półtora roku.

Analitycy wskazują, że wakacje raczej nie są dobrym okresem do trwałej zmiany trendu z uwagi na relatywnie małe obroty, które owocują wzrostem przypadkowości zmian kursowych. Choć z drugiej strony takie uwarunkowania mogą skutkować gwałtownymi wahnięciami rynku zarówno w górę, jak i w dół.

Prawdopodobny wydaje się scenariusz zakładający, że po wakacjach na giełdę dotrą wieści o spowolnieniu gospodarczym. Wtedy pesymistyczne prognozy, odstraszające obecnie od kupowania akcji, staną się faktem i gracze będą mogli zacząć powoli dyskontować kolejny etap cyklu gospodarczego, czyli ożywienie.

Azoty Tarnów to pierwsza po trzech latach duża prywatyzacja państwowej spółki przez giełdę.

Ostanie takie debiuty odbyły się w 2005 r. — na parkiet trafiły wówczas Zakłady Chemiczne Police, Zakłady Azotowe Puławy, a także PGNiG. Azoty Tarnów przeznaczyły dla inwestorów maksymalnie 16 mln akcji nowej emisji. 12 mln akcji skierowano do finansowych, a aż 6,5 mln akcji z tej transzy objęły Ciech i PGNiG. Cenę emisyjną akcji ustalono na 19,50 zł. Dziś kosztują poniżej 15 zł.

1Dekoniunktura na rynkach finansowych.

2Brak strategii rozwoju dla całego sektora chemicznego, co zniechęciło inwestorów finansowych do zakupów akcji Tarnowa.

3 Zbyt wysoka wycena akcji.

Poznańska Enea chce przyciągnąć drobnych inwestorów dyskontem na akcje, a kędzierzyńskie azoty szukają pieniędzy za granicą.

Dekoniunktura na giełdzie nie zniechęciła skarbu państwa do realizacji planów prywatyzacyjnych. Tak przynajmniej wynika z dotychczasowych wypowiedzi przedstawicieli resortu i harmonogramów ogłaszanych przez szykowane na giełdę państwowe spółki. Czy w ostatniej chwili skarb nie wycofa się z zaplanowanych ofert, przekonamy się za kilka miesięcy.

Nieudana oferta akcji Polskiego Towarzystwa Reasekuracji, na które nie znaleźli się chętni, i niedawny fatalny debiut Zakładów Azotowych Tarnów nie mają nic wspólnego z przesunięciem na jesień oferty poznańskiej Enei. Tak twierdzi Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) i spółka. Oficjalna wersja mówi o planach szerszego rozreklamowania oferty wśród inwestorów zagranicznych. Spółka liczy też na drobnych nabywców w kraju, czego dowodzi podjęta kilka tygodni temu uchwała o zaoferowaniu im akcji Enei z 5-procentowym dyskontem w stosunku do ceny, którą zapłacą inwestorzy instytucjonalni.

Zdaniem ekspertów, Enei może pomóc skala oferty, która będzie na tyle duża, że ma szansę przełamać dekoniunkturę na warszawskim parkiecie. To pewnie powód planowanego zwiększenia emisji Zakładów Azotowych Kędzierzyn (ZAK). Jak zapowiedział niedawno Krzysztof Żuk, wiceminister skarbu odpowiedzialny za branżę chemiczną, większą ofertą spółka będzie próbowała zainteresować inwestorów zagranicznych. MSP nie widzi powodu, żeby zmieniać przyjęty wcześniej terminarz.

Zła koniunktura na giełdzie nie sprzyja też transakcjom z udziałem inwestorów strategicznych. Tak przynajmniej uważają analitycy, którzy chórem odradzali MSP sprzedaż cennej 4-procentowej resztówki akcji Telekomunikacji Polskiej, gdy spółka zaproponowała, że może ją nabyć w tzw. buy-backu.

Nie zniechęca to skarbu, który ogłasza przyspieszenie prywatyzacji Ciechu. Według Aleksandra Grada, szefa resortu, zainteresowanie spółką jest duże i nie ma powodu, żeby opóźniać realizację jej planów inwestycyjnych. Do transakcji, zamiast w 2010 r., ma dojść w pierwszej połowie 2009 r.

Jeszcze przed Ciechem na giełdę ma trafić Polska Grupa Energetyczna, największy krajowy podmiot w branży. MSP i spółka podtrzymują plany uplasowania kilkumiliardowej emisji na początku 2009 r.

Spółki, jedna za drugą, wycofują się z giełdowych planów. Zniechęca je mały popyt, niskie ceny, słowem — dekoniunktura.

Przykładów spółek, które — chcąc nie chcąc — wycofały się z ambitnych planów zdobycia kapitału na giełdzie, jest wiele. Część z nich, wbrew dekoniunkturze, próbowała przeprowadzić ofertę publiczną. Większość przeżyła rozczarowanie. 17 lipca z planów sprzedaży akcji na giełdzie wycofał się producent rolet, Vertex. Powód? Suma zapisów nie przekroczyła minimum przyjętego przez spółkę jako warunek przeprowadzenia oferty. W ostatniej chwili musiał zrezygnować także żywiecki Famed, producent wyposażenia dla szpitali. Spółka nie zdołała przyciągnąć inwestorów, mimo desperackiej próby obniżenia ceny emisyjnej. W końcu powiedziała pass i zaczęła rozmowy z zainteresowanymi niepubliczną inwestycją funduszami.

Dekoniunktura zmusiła też do zmiany planów fundusze inwestycyjne, które na 2008 r. planowały upłynnienie swoich spółek. Z debiutu zrezygnowała firma Gamet kontrolowana przez Enterprise Investors. Decyzję podjętą 17 czerwca uzasadniła niezadowalającym poziomem cen w zgłoszonym popycie. Giełdowe plany odroczyła jeszcze jedna spółka z portfela funduszu — Harper Hygienics — choć jej prospekt emisyjny Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) zatwierdziła już w styczniu.

Z zamiaru przeprowadzenia giełdowej ofensywy zrezygnował też Krosglass. W czerwcu akcjonariusze uchylili uchwałę o podwyższeniu kapitału. Podobną decyzję podjęło również walne znanego z produkcji garniturów Bytomia. Firma odzieżowa zwróciła się do KNF o zawieszenie na czas nieokreślony postępowania związanego z zatwierdzeniem prospektu emisyjnego.

okiem nadzoru

Błażej Torański

rzecznik Najwyższej Izby Kontroli

Najwyższa Izba Kontroli nigdy nie krytykowała rządu za to, że tanio sprzedał spółkę. Cena nie stanowi wartości samej w sobie. Ważne, żeby prywatyzowana firma została rzetelnie wyceniona, a prywatyzacja przeprowadzona uczciwie. NIK nie będzie podpowiadać ministrowi skarbu, jaki termin jest właściwy dla prywatyzacji. Układanie programów i strategii jest domeną rządu. Gdybyśmy wykryli, że dekoniunktura została celowo wykorzystana do zaniżenia wyceny spółki, z pewnością zgłosilibyśmy zastrzeżenia. Zdajemy sobie sprawę z tego, że minister skarbu nie ma wpływu na warunki, jakie w danej chwili ukształtowały się na rynku. Wycenę w transakcji prywatyzacyjnej odnosimy do panującej sytuacji.

okiem eksperta

Andrzej Głowacki

prezes DGA

Duża i dobrze przygotowana oferta publiczna państwowej spółki z branży energetycznej może spowodować przełom na rynku. Enea powinna być dla inwestorów wystarczająco atrakcyjna, żeby przełamać dekoniunkturę panującą na giełdzie. Jeśli jej akcje dobrze się sprzedadzą w kraju i zagranicą — a są na to duże szanse — ta oferta może być dla warszawskiego parkietu impulsem do odbicia się od dna. A ponieważ nasza giełda straciła w czasie bessy więcej niż inne rynki, ma potencjał, żeby odrobić straty mimo światowej dekoniunktury. Być może na prywatyzacji prowadzonej w takich warunkach skarb państwa i jego spółki nie zarobią tyle, ile mogłyby uzyskać w bardziej sprzyjających okolicznościach. Jeśli jednak dzięki takim ofertom uda się pobudzić rynek, to warto taką opcję rozważyć.

2,3

mld zł

Tyle mają wynieść tegoroczne przychody z prywatyzacji, założone w budżecie.

245,4

mln zł Tyle, czyli 10,7 proc. rocznego planu, wyniosły przychody z prywatyzacji w pierwszym półroczu.

okiem ANALITYKa

Jacek Wiśniewski

główny ekonomista Raiffeisen Bank Polska.

Traktuję prywatyzację pryncypialnie, oprócz pewnych trudnych sektorów, jak np. zbrojeniówka czy energetyka, które są mocno powiązane z polityką i „trudno prywatyzowalne”, reszta powinna być sprywatyzowana jak najszybciej, i to niezależnie od koniunktury. Dopóki to nie nastąpi, firmy te nadal będą nieefektywnie wydawać pieniądze. Kłopot obecnego rządu polega na tym, że zawsze procesy prywatyzacyjne są rozciągnięte w czasie. To, że mamy dziś niski stopień prywatyzacji, wynika z tego, że taką strategię obrała poprzednia ekipa. Gdyby udało się znacząco zwiększyć liczbę prywatyzowanych firm, a prywatyzacja postępowałaby w szybkim tempie przez kilka lat, jej wpływ na gospodarkę byłby odczuwalny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bytniewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu