Bez badań ani rusz

Inwestycje w badania i rozwój nie muszą się zwrócić z nawiązką. Ale bez nich polskie firmy motoryzacyjne trafią na margines

Motoryzacja z racji ciągłych zmian w technice i technologii jest idealnym sektorem dla działań innowacyjnych. Mogą one dać szansę mniejszym i średnim firmom na wyrwanie się z pułapki poddostawców niższego rzędu. Mogą, ale nie muszą, bo samo skorzystanie z programów badawczo-rozwojowych (B&R) wcale nie oznacza sukcesu produktowego i komercyjnego.

Zobacz więcej

MINIMUM: Każda firma powinna przeznaczyć na badania i rozwój przynajmniej 10 proc. swoich pieniędzy — mówi Jakub Kowalski, prezes SKB Drive Tech (z prawej wnętrze jego fabryki). Fot. ARC

Kropla wody

Jako beneficjent programu sektorowego (w przypadku motoryzacji są to Innomoto lub tzw. szybka ścieżka) firma nadal stoi wobec wielkiej niewiadomej, ponieważ nie wiadomo, czy działania badawczo-rozwojowe z czasem przełożą się na zysk. Zniechęca to wielu producentów do wydawania własnych pieniędzy i korzystania z dotacji na rozwój.

— Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że jest to metoda kropli wody, czyli działania konsekwentnego i nie jednorazowego. Sukcesy odnoszą głównie firmy, które prowadzą działania badawczo-rozwojowe nieustannie, a nie raz na jakiś czas — przekonuje Roman Kantorski, prezes Polskiej Izby Motoryzacji (PIM). Skorzystanie z unijnej dotacji wiąże się z zaangażowaniem także własnych pieniędzy. A co będzie, jeżeli opracowanego produktu nie uda się sprzedać? Przykładem jest sytuacja, jaka zdarzyła się w Częstochowie. W 2015 r. miasto zamówiło 40 autobusów hybrydowych o napędzie elektrycznym i gazowym. Pojazdy zostały wyprodukowane i trafiły na ulice. Od początku były jednak problemy eksploatacyjne, za co winą obarczano producenta. W efekcie częstych awarii, a nawet kilku pożarów pojazdy wycofano z użytku. Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne w Częstochowie chciało, by producent zmodyfikował autobusy, ale ten ogłosił upadłość. Takie zdarzenia skłaniają szefów firm do zadawania pytania, po co sobie stwarzać kłopoty, skoro można skorzystać z, co prawda, starszych, ale sprawdzonych rozwiązań. W efekcie często więc ostrożnie podchodzą także do badań i rozwoju.

— Przy takim sposobie myślenia i zaniechaniu działań badawczo-rozwojowych polskie firmy pozostaną jedynie dostawcami części i komponentów pod dyktando gigantów. W dodatku tylko do czasu, kiedy ci giganci zdecydują o przeniesieniu produkcji do krajów, które już kuszą swoją tańszą ofertą, a kolejne będą kusiły niebawem — ostrzega Adam Sikorski, prezes Polskiej Grupy Motoryzacyjnej (PGM).

10 proc. zysku

W ramach programu Innomoto do rozdysponowania jest 800 mln zł. Zdaniem prof. Macieja Chorowskiego, dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR), zainteresowanie pierwszą edycją konkursu pokazało, że motoryzacja jest jednak zainteresowana działaniami innowacyjnymi. — Warto było taki program stworzyć. W pierwszej edycji Innomoto było 250 mln zł ze funduszy publicznych i 170 mln zł wkładu własnego, czyli w sumie 420 mln zł. Zwracam też uwagę na działania typu „szybka ścieżka”, które cechują się znacznymi ułatwieniami proceduralnymi — mówi Maciej Chorowski. Czy 800 mln zł to dużo? Dla instytucji badawczych, uczelni i małych firm — tak. Dla koncernów — niezbyt. I pieniądze te nie rozwiążą wszystkich problemów branży.

— Niech nikogo nie dziwi, że po zakończeniu programu tych pieniędzy w przełożeniu na produkty i natychmiastowe efekty możemy nie zauważyć. Inaczej mówiąc: nie spodziewajmy się, że od razu powstanie produkt, który przebojem wejdzie na rynek i będzie sztandarowym produktem komercyjnym — wyjaśnia Adam Sikorski.

Jakub Kowalski, prezes SKB Drive Tech (producent m.in. układów przeniesienia napędu) uważa, że każda firma powinna przeznaczyć na badania i rozwój przynajmniej 10 proc. swoich pieniędzy.

— Systematycznie prowadzimy prace badawczo-rozwojowe i to nie tylko z wykorzystaniemfunduszy publicznych i grantów — informuje Jakub Kowalski.

Otwarte drzwi

Przedstawiciele przemysłu motoryzacyjnego mówią niekiedy o zbytniej elastyczności programów innowacyjnych. Cokolwiek firma robi nowego, już zasługuje to na miano innowacji. Czy sensownie i skutecznie? Przykładem może być elektromobilność, o której w ostatnich miesiącach jest głośno. Czy jednak nie staramy się wyważyć otwartych drzwi? Przecież pojazdy elektryczne już są w sprzedaży. Czy stać nas na konkurowanie z koncernami motoryzacyjnymi?

— Być może sensowniej byłoby skupić się na czymś naprawdę nowatorskim, przyszłościowym, co będzie miało rację bytu za jakiś czas. W przypadku samochodów elektrycznych większość aspektów technicznych jest już opracowanych i wdrożonych — sugeruje Roman Kantorski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Motoryzacja / Bez badań ani rusz