W Polsce należy pilnie zwiększyć moce wytwórcze zakładów energetycznych. Żywotność już działających urządzeń produkcyjnych wyczerpie się za 10-15 lat.
Niemal 60 proc. polskich mocy wytwórczych w energetyce pochodzi sprzed co najmniej 30 lat. Oznacza to, że jednostki te bazują na przestarzałych i nieekonomicznych technologiach. Ocenia się, że w ciągu najbliższych kilku lat zajdzie w Polsce konieczność wycofania z eksploatacji urządzeń wytwarzających co najmniej 1200 MW. Resort gospodarki zakłada zaś wzrost zapotrzebowania na energię w latach 2005-25 o blisko 75 proc., a wzrost zużycia energii na jedną osobę o 95 proc. Pokrycie wzrastającego zapotrzebowania wymaga opracowania długofalowej polityki państwa, zachęcającej do inwestowania w nowe moce wytwórcze.
Oczywiste potrzeby
Zgodnie z prognozami Międzynarodowej Agencji Energii, do roku 2030 nastąpi podwojenie zapotrzebowania na energię na świecie, a na zaspokojenie tego zapotrzebowania potrzebne będą inwestycje rzędu 12,7 bln USD. Środki te miałyby być przeznaczone na rozbudowę infrastruktury związanej z produkcją, przesyłem i dystrybucją energii oraz dostawami gazu.
— Moc zainstalowana w polskim systemie elektroenergetycznym to 33 tys. MW. Należy jednak mieć świadomość, że jest to wielkość jedynie teoretyczna, gdyż część jednostek wytwórczych jest przestarzała, a nawet niezdolna do pracy. To, w połączeniu z rosnącym w Polsce zapotrzebowaniem na energię elektryczną oraz naszymi zobowiązaniami wynikającymi z przystąpienia do UE — głównie dotyczącymi ochrony środowiska — powinno stanowić impuls do natychmiastowego i znacznego zwiększenia zaangażowania kapitałowego w rozwój sektora wytwarzania — tłumaczy Tomasz Janas, prawnik z Grupy Energetyki i Infrastruktury w kancelarii Gide Loyrette Nouel.
Zły kierunek
W przyjętych przez Radę Ministrów w styczniu 2005 r. „Założeniach polityki energetycznej Polski do 2025 r.” zapewnienie pokrycia wzrastającego zapotrzebowania na energię elektryczną ma następować między innymi poprzez wspieranie budowy nowych mocy wytwórczych. Jednym z środków służących osiągnięciu tego celu ma być dostosowanie systemu akcyzy dla energii elektrycznej do rozwiązań przyjętych w ramach Unii Europejskiej z uwzględnieniem sytuacji finansowej państwa.
— Naiwni mogliby przypuszczać, że działania dostosowawcze prowadzić będą do obniżenia akcyzy. Tak jednak nie będzie, bo rząd już zapowiedział jej podwyżkę od 2006 r. o 11 proc., uzasadniając to zmianą sposobu jej pobierania tzn. nie od wytwórcy, tak jak dotychczas, lecz od dystrybutorów — komentuje Tomasz Janas.
— Szczególnie niepokoi mnie uzurpowanie sobie przez wytwórców prawa do wspomagania inwestycji w nowe moce wytwórcze środkami finansowymi lub gwarancjami społecznymi pochodzącymi od dystrybutorów. To niewłaściwy kierunek myślenia. Jeśli, zgodnie z zapowiedziami, w przyszłości zwiększy się zapotrzebowanie na moce wytwórcze, to tak samo — a może nawet tym bardziej — jak w nowe moce wytwórcze należy inwestować w sieć przesyłową. Obie dziedziny należy rozwijać równolegle, bo inaczej nawet jeśli uda się wytworzyć potrzebną moc, to bez odpowiedniej sieci dystrybucji nie dotrze ona do celu. Niedoinwestowanie dystrybucji może spowodować w przyszłości coraz częstsze przerwy w dostawie energii — zwraca uwagę Piotr Begier, zastępca dyrektora w Polskim Towarzystwie Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej.
Do przemyślenia
Potrzeby są mniej więcej znane. Sporym problemem jest jednak zrealizowanie inwestycji. W Polsce na etapie wykonawczym jest budowa nowego bloku w Pątnowie. Planowana jest też budowa nowych bloków w elektrowniach Łagisza i Bełchatów. Wszystkie te przedsięwzięcia mają kłopoty z finansowaniem, co świadczy o braku zaufania sektora bankowego do branży energetycznej. Gdyby banki takie zaufanie miały, to z pewnością już dawno zawarto by odpowiednie umowy kredytowe.
— Brak wieloletnich umów na nowe moce i przedłużająca się restrukturyzacja kontraktów długoterminowych (KDT) czynią sektor niewiarygodnym wobec banków. Instytucje finansowe przyjęły zachowawczą postawę wobec inwestycji w energetyce, tłumacząc się negatywnymi doświadczeniami — uzupełnia Piotr Begier.
Wpływ na tę postawę ma również wciąż nieokreślony przyszły model sektora.
— Władzom brakuje też spójnej wizji rozwoju sektora wytwarzania. Aby skłonić prywatnych inwestorów do budowy nowych mocy wytwórczych, niezbędne jest opracowanie przez rząd stabilnej, długoletniej polityki tworzącej zachęty do inwestowania, gwarantującej jednocześnie odpowiednią stopę zwrotu zaangażowanego kapitału — uważa Tomasz Janas.
Rząd w lipcu 2005 r. przyjął „Harmonogram realizacji zadań wykonawczych do 2008 r. określonych w założeniach do polityki energetycznej”. Zapisano w nim, że jeszcze w tym roku dokonana zostanie analiza możliwych do zastosowania mechanizmów wsparcia inwestycji w podsektorze wytwarzania, zaś w 2006 r. nastąpi opracowanie stosownych regulacji prawnych oraz organizacyjnych.
— Należy mieć tylko nadzieję, że nie skończy się — jak już często bywało — na harmonogramie — konkluduje Tomasz Janas.