Uważamy, że nie jesteśmy gotowi. Ważna pozycja kusi, ale wiąże się z wysiłkiem. Konsekwentnie wybieramy stabilizację. Czekamy. Psycholog Abraham Maslow nazwał to kompleksem Jonasza: prorok uciekł przed wyzwaniem, pewien, że nie da rady.
Dlaczego to jest ważne
Wyzwania kosztują: wyjście z cienia, odpowiedzialność, wyższe oczekiwania. Jeśli nie spróbujesz, awans dostanie ktoś inny. Niekoniecznie lepszy. Potem zostanie twoim szefem.
Daj się zauważyć
Andrzej, menedżer zespołu IT, chciałby stanąć na czele całego działu. Nie wątpi w to, że da sobie radę. Tyle że nikt o tym nie wie. Choć zna się na nowych technologiach, unika okazji, by to zademonstrować. Odmówił prezentacji przed zarządem, tłumacząc, że wystąpienia publiczne nie są jego mocną stroną. Typowy błąd ekspertów — dobra praca sama się obroni. Ktoś zauważy? Niekoniecznie. Liczy się widoczność kompetencji. Decydenci muszą zobaczyć, jak myślisz, komunikujesz, reagujesz na presję i bierzesz sprawy w swoje ręce.
Badania sugerują, że sukces wiąże się z autoprezentacją. I to nie zawsze oszczędną, daleką od nachalności. Często pomaga tupet. Siedzenie w kącie zostaw tym, którym wystarczy wygodna posadka.
Nie muszą cię lubić
Barbara, doświadczona dyrektorka. Zespół ją lubi, szefowie cenią za spokój. Łagodzi atmosferę, nie kwestionuje cudzych opinii, unika konfliktów. O zagrożeniach mówi tak ostrożnie, że nikt niczego nie zmienia. Ważne zadania dostają inni — nie dlatego, że są bardziej skuteczni, lecz dlatego, że demonstrują charakter i gotowość do ryzyka.
Lubiany nie znaczy wpływowy. Raczej traktowany z przymrużeniem oka. Jeśli chcesz, by się z tobą liczono, tupnij nogą. Zaproponuj inną drogę, wejdź w spór, podejmij kontrowersyjną decyzję. Ktoś cię za to znienawidzi. I dobrze. Prawdziwy lider przyjmuje cios. Działa mimo braku aplauzu.
Co nas zatrzymuje
Bariery powstają wcześnie. Anna, analityczka w korporacji, od najmłodszych lat marzyła o aktorstwie. Koniec podstawówki, konkurs recytatorski. Trema. Plączący się głos. Pustka. Ojciec: skoro tak się trzęsiesz, to nie twoja liga.
Jedno zdanie zablokowało ambicje. Dziś w jej głowie brzmi jeszcze surowszy głos: nie jestem liderką, nie nadaję się, za mało wiem, za mało umiem. Szefowie traktują ją poważnie. Raz po raz słyszy o awansie. Ona na to: muszę dużo w siebie zainwestować, zrobić kolejny kurs, może za rok.
Taki odsetek Polaków przynajmniej od czasu do czasu doświadcza objawów syndromu oszusta — wynika z badania InterviewMe. Według Hays Poland zjawisko dotyka 38 proc. specjalistów i menedżerów, blokując ich rozwój. W tej grupie 44 proc. respondentów wskazało, że wpłynęło to na ich zawodowe wybory.
Sąd o sobie staje się wyrokiem. Nie zgłaszamy się. Nie aplikujemy. Nie prosimy o więcej. Tłumaczymy się brakiem doświadczenia, ale skąd je mieć, gdy odrzucamy każdą propozycję? Samospełniająca się przepowiednia.
Anna ma na swoim koncie niejeden świetnie zrealizowany projekt. Mimo to ujawnia się u niej syndrom impostora, czyli oszusta. Polega on na tym, że nawet największe sukcesy postrzega się jako efekt czystego szczęścia lub przypadku, a nie własnych umiejętności i pracy. Zjawisko to jest bliskie kompleksowi Jonasza.
O syndromie oszusta
Badania Mirjam Neureiter i Evy Traut-Mattausch wskazują jasno, że poczucie bycia oszustem wiąże się z lękiem przed porażką i sukcesem, słabszym planowaniem kariery, mniejszym dążeniem do rozwoju i niższą motywacją do przewodzenia.
Wniosek? Nie wyciągaj z jednego błędu zbyt daleko idących wniosków. Równie niemądre jest wpadanie w przeciwną skrajność — bagatelizowanie własnych potknięć, słabości i wad. Dojrzali nie wypierają porażek. Zmieniają ich status — z wyroku na informację. Nie pytają, co pojedyncze potknięcia mówią o ich wartości, ale czego mogą się z nich nauczyć.
Jonasz kontra Napoleon
Przeciwieństwem kompleksu Jonasza — niedoceniania siebie — jest kompleks Napoleona: przecenianie własnych możliwości. Jonasz umniejsza kompetencje, Napoleon je wyolbrzymia. Pierwszy milczy, gdy powinien mówić, i nie bierze odpowiedzialności. Drugi mówi, gdy nie ma nic do powiedzenia, i bierze ją bez świadomości ograniczeń. Obaj źle kalibrują samoocenę.
Z tego płynie kolejna lekcja: nie lecz Jonasza Napoleonem. Nadmierna pewność jest równie groźna. Uważający się za nieomylnego menedżer przestaje słuchać, ignoruje ostrzeżenia, myli zdecydowanie z kompetencją.
Najlepsi liderzy łączą sprzeczności: wierzą, że sobie poradzą, i dopuszczają, że mogą się mylić. Decydują bez całkowitej pewności i zmieniają kurs, gdy fakty pokazują błąd. Potrzebna nie większa pewność, lecz lepiej skalibrowana do realnych kompetencji.
Zrób pierwszy krok
Odrobina niepewności nie jest wadą. Skłania do przygotowania i sprawdzania założeń. Problem, gdy wątpliwość blokuje działanie, zamiast je poprawiać. Nie czekaj na certyfikat gotowości.
Czy znasz Sarę Blakely, założycielkę firmy Spanx? Zanim stworzyła markę bielizny modelującej, sprzedawała faksy od drzwi do drzwi. Nie miała wykształcenia ani doświadczenia w modzie. Nie zaczynała jako ekspertka. Miała pomysł, skromny kapitał i gotowość na odmowy producentów. Nie zrażając się kolejnymi, uczyła się branży w biegu.
Andrzej, Barbara i Anna powinni uczyć się od Sary właśnie takiego rodzaju pewności siebie: nie "już wszystko umiem", lecz "tego jeszcze nie potrafię, ale mogę się nauczyć".
Wystarczająco dobry
Kompleks Jonasza to marnowanie talentu. Kompleks Napoleona to napompowane ego. Lepsza droga? Znać swoje mocne strony, widzieć ograniczenia i mimo niepewności działać. Zgłoś się do projektu, zabierz głos, wyślij CV na stanowisko odrobinę powyżej twoich obecnych kwalifikacji. Kariera rzadko daje sygnał, że jesteś w pełni gotowy. Nie musisz być najlepszy — po prostu przestań zakładać, że jesteś za słaby.
1. Biblijny Jonasz ucieka przed odpowiedzialnością. Jak odróżnić lęk przed podjęciem wyzwania od uczciwego rozpoznania własnych granic?
Lęk często mówi językiem rozsądku: to nie dla mnie, nie jestem gotowy, lepiej poczekać. Prawdziwa roztropność każe uwzględnić zarówno nasze kompetencje i słabości, jak też realne koszty decyzji. Warto więc zapytać, czy rezygnuję dlatego, że faktycznie nie powinienem czegoś robić, czy dlatego, że boję się porażki, oceny lub odpowiedzialności. Systematyczne unikanie wyzwań, które wymagają wzrostu i odwagi, to nie pokora lub mądre rozeznanie granic, lecz wygodna wymówka.
2. Pokorę często mylimy z wycofaniem — nie wychylać się, nie zabiegać o więcej, pozostać w cieniu. A może prawdziwa pokora wymaga czegoś odwrotnego — odwagi, by przyjąć większą rolę wraz z odpowiedzialnością, krytyką i ryzykiem porażki?
Nie przeciwstawiałabym pokory wielkoduszności. Pokora chroni przed przecenianiem siebie, ale z drugiej strony nie pozwala na umniejszanie własnych możliwości. Człowiek pokorny nie zakopuje talentów ze strachu przed oceną. Jeśli jego zdolności mogą służyć innym, powinien mieć odwagę z nich korzystać. Unikanie odpowiedzialności — awansu, dołączenia do ważnej inicjatywy czy wystąpienia przed dużą publicznością — może być po prostu nadmiernym skupieniem na własnym lęku, reputacji i bezpieczeństwie. Pokora nie oznacza więc myślenia o sobie gorzej, lecz widzenie siebie we właściwej proporcji, także wtedy, gdy trzeba zrobić krok naprzód.
3. Kiedy rezygnacja z awansu, prestiżu i innych oznak zawodowego sukcesu nie jest ucieczką?
Nie każdy musi budować karierę, którą dałoby się efektownie opisać w magazynie biznesowym. Można świadomie wybrać mniej widoczną drogę — pracę bez tytułów, służbę poza światłem reflektorów, prostsze życie. Taki wybór ma jednak wartość tylko wtedy, gdy wynika z wolności, a nie ze strachu, wygody czy lenistwa. Rezygnacja z sukcesu może być oznaką dojrzałości, ale tylko wtedy, gdy nie jest rezygnacją z własnego powołania.
