Szybkość dostaw, rozwój punktów odbioru i budowanie poczucia bezpieczeństwa klientów — tego krajowe firmy e-commerce i ich partnerzy z branży logistycznej ciągle mogą się uczyć od przedsiębiorstw z Zachodu.

Czas to pieniądz
Michał Berezowski, partner zarządzający CubeResearch, uważa, że nie powinniśmy jednak mieć kompleksów. Rynek e-commerce w Polsce rośnie bowiem szybciej niż w innych krajach Europy. Tendencje, które pojawiają się w tzw. starej Unii, niemal natychmiast przyjmowane są na naszym rynku. Co więcej, działające w tym sektorze przedsiębiorstwa korzystają z równie zaawansowanych technologii informatycznych co firmy w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii. Główne różnice — zdaniem eksperta — wynikają z większej siły nabywczej konsumentów z państw bardziej rozwiniętych gospodarczo. Jeżeli statystyczny Niemiec wydaje na zakupy w internecie rocznie około 1350 EUR, to Polak — w przeliczeniu — 450 EUR. Powoduje to bardzo silną presję cenową na właścicieli sklepów, która jest znakiem rozpoznawczym rodzimego e-handlu.
— Jednak badanie „Co nakręca eCommerece?”, które CubeResearch przeprowadził wspólnie z Shoper, pokazują, że sklepy doszły do granicy walki na cenę, więc rywalizacja będzie się przenosiła na inne elementy, w tym na logistykę i dystrybucję — wskazuje Michał Berezowski.
Brytyjska firma kurierska Shutl ma rekordowy czas realizacji zamówień: 13 minut i 57 sekund. Są też za granicą e-sklepy, które w pilotażowych programach dostarczają przesyłki, zanim klient zdąży je kupić — na podstawie historii transakcji i na ryzyko dostawcy. Nasze przedsiębiorstwa o wprowadzeniu podobnych usług mogą na razie pomarzyć. Ale też działają coraz szybciej. Standardem staje się dostarczanie towaru na dzień następny, a i dostawy tego samego dnia nie należą już do rzadkości. Nic dziwnego, bo czy klient mieszka w Londynie, Pradze, czy w Warszawie, niemal zawsze jednym z najważniejszych kryteriów wyboru usługodawcy jest dla niego jak najkrótszy czas doręczenia towaru.
— Innym pozytywnym zjawiskiem jest coraz większa liczba punktów, w których klienci odbierają przesyłki w wygodny dla nich sposób i w najlepszym terminie — informuje przedstawiciel CubeResearch.
A może outsourcing
Fullfilment, czyli przekazywanie firmom zewnętrznym całej obsługi logistycznej, w tym np. magazynowania i przygotowania produktów do wysyłki, to kolejna tendencja, która została z powodzeniem przeniesiona z zagranicy do Polski. Nasi outsourcerzy, wzorem zachodnich przedsiębiorstw, umieją szybko przestawić się na obsługę e-sklepów. Zmieniają organizację pracy, a w swoich magazynach tworzą tzw. dark shopy, czyli strefy o funkcjonalności sklepu, w którym dobiera się towar dla pojedynczych klientów.
— Nazwa wzięła się stąd, że klient zamawiający towar nie widzi go na półkach. Wymaga to innej organizacji działań i innego wyposażenia technicznego niż w tradycyjnym modelu handlu. Niezbędne stają się wydajne stanowiska pakownicze — wyjaśnia Jacek Olszewski, dyrektor w firmie doradczej Miebach.
Outsourcing to szansa zwłaszcza dla małych e-sklepów. Gdyby musiały inwestować we własnąpowierzchnię magazynową i środki transportu, a także zatrudniać pakowaczy czy kierowców, nie byłyby w stanie konkurować z dużymi sieciami handlowymi. Wiele szybko zniknęłoby z rynku.
— W Polsce próg inwestycyjny, który trzeba pokonać, by rozwinąć biznes w sieci, radykalnie się obniża. Nie dość, że przybywa firm logistycznych zainteresowanych współpracą z e-commerce, to jeszcze tanieje dostęp do internetu. W formie usługi i w rozliczeniu abonamentowym można korzystać z platform transakcyjnych, które są proste w użyciu. Dzięki temu nie trzeba mieć niebywałych kompetencji cyfrowych, by szybko zaprojektować i prowadzić własny e-sklep — uświadamia Maria Głowacka, menedżer ds. rozwoju marki w spółce AZ.pl.
Nadganiamy również zaległości w budowaniu poczucia bezpieczeństwa konsumentów zawierających transakcje przez internet.
— Chodzi z grubsza o to, by tak jak w tradycyjnym handlu klienci mogli przymierzyć i obejrzeć towar przed zakupem, a także zwrócić go, jeśli nie spełni ich oczekiwań — tłumaczy Michał Berezowski.
Po odbiór takich artykułów coraz częściej przyjeżdżają zamówieni kurierzy, a koszty tej operacji pokrywa sklep internetowy.