BEZMIĘSNY RYNEK BOOM MA JUŻ ZA SOBĄ
Producenci żywności wegetariańskiej chcą karmić nie tylko wegetarian
POTRZEBNA PROMOCJA: Na wegetariańskim rynku zauważyliśmy pewne nasycenie. Sprzedaż produktów wzrasta, ale już nie dynamicznie. Nad rynkiem trzeba pracować, wzrośnie więc rola promocji — mówi Józef Olejniczak, prezes POLGRUNTU.
Za sprawą kilku polskich firm wegetarianie zaczęli jeść parówki, pasztetową, kotlety, pasztety, a nawet flaki. Oczywiście nie skorzystali na tym hodowcy bydła, bo zamiast mięsa zastosowano soję. Producenci wyrobów wegetariańskich, choć deklarują wzrost sprzedaży, narzekają, że boom mają już za sobą.
Szacuje się, że w Polsce jest ok. 1,5 mln wegetarian. Trzeba jednak zauważyć, że liczba ta i tak wzbudza kontrowersje.
— Prawdę mówiąc, żadne badania na ten temat nie są dostępne. Poza tym różnie rozumie się słowo wegetarianin. Jedni deklarują, że są wegetarianami, a jedzą ryby, inni natomiast nie spożywają żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego, czyli jaj, mleka, serów — mówi Katarzyna Gębala z firmy Polsoja.
Moda na zdrową żywność i ekologiczny styl życia spowodowała, że kilku polskich producentów postanowiło zadbać o żołądki miłośników zwierząt.
Bezmięsna odskocznia
Dwa lata temu Siedleckie Przedsiębiorstwo Produkcji Leśnej LAS zdecydowało się na produkcję żywności dla wegetarian. Wcześniej LAS specjalizował się wyłącznie w pozyskiwaniu runa leśnego, owoców i warzyw.
— Jeszcze dwa lata temu produkowaliśmy sezonowo. Szukaliśmy odskoczni, by działać cały rok. Postawiliśmy na wyroby wegetariańskie. Pozwoliło to utrzymać pracowników sezonowych — twierdzi Artur Świderski, prezes LAS-u.
Artur Świderski przyznaje, że produkcja tych wyrobów wpłynęła pozytywnie na sytuację przedsiębiorstwa. Nie chce jednak zdradzić, jakie obroty w tej chwili osiąga LAS. Twierdzi natomiast, że w porównaniu z rokiem poprzednim sprzedaż żywności wegetariańskiej wzrosła dwukrotnie.
Problemy z dystrybucją
Największą bolączką producentów jest dystrybucja.
— Kolejni pośrednicy powodują wzrost cen naszych produktów, a to utrudnia sprzedaż — tłumaczy Artur Świderski.
Kolejnym problemem jest nieufność dystrybutorów.
— Wegetarianizm nosi piętno dziwności. Wiele osób nie kupi tych wyrobów twierdząc, że to nie dla nich — uważa Katarzyna Gębala.
Podobnego zdania jest Artur Świderski. Twierdzi, że pozyskanie nowych dystrybutorów jest trudne.
— Hurtownicy patrzą z rezerwą na produkty dla wegetarian — podsumowuje Artur Świderski.
Zdrowa żywność cieszy się największą popularnością w dużych miastach. Firmy odnotowują dużą sprzedaż w Warszawie, Krakowie i w Gdańsku. Zapewne związane jest to z istnieniem subkultur młodzieżowych i modą na bezmięsny tryb życia, która ma większy wpływ na mieszczuchów.
Na dystrybucję narzekają również hurtownicy.
— Istnieje zbyt mało specjalistycznych sklepów. Poza tym to, co się dzieje na rynku, można spokojnie określić mianem kołomyi. Jedne sklepy powstają, a inne upadają. Taka sytuacja nie sprzyja zwiększeniu sprzedaży. Dużą konkurencją są też supermarkety. Zdarza się, że producenci dają im większe upusty niż hurtownikom. Czasami dochodzi do tego, że w Makro wegetariański wyrób można kupić taniej niż u producenta. Dlatego myślimy o zawiązaniu z innymi hurtownikami jakiegoś stowarzyszenia — informuje Jan Miodoński, właściciel Hurtowni Wegetariańskiej Pro Vita.
Trzeba promować
Sprzedaż produktów sojowych wzrasta. Producenci chcą jednak bardziej dynamicznego wzrostu.
— Prawdziwy rozwój nastąpił 5-6 lat temu. Wtedy zdawało się, że przed tym rynkiem jest lepsza przyszłość. Obecnie liczba sklepów nie rośnie, a rynek się ustabilizował — dodaje Katarzyna Gębala.
— Teraz media mniej mówią o wegetarianizmie, a rynek potrzebuje impulsów. Potrzebna jest większa promocja — podkreśla Józef Olejniczak, prezes POLGRUNTU.
Producenci chcą docierać do większej liczby odbiorców. Z tego powodu przestają myśleć wyłącznie o wegetarianach. Z ich punktu widzenia ważne jest, aby zdrowa żywność pojawiła się na półkach sklepów spożywczych i dużych supermarketów.
— Trzeba przekonać konsumentów, że żywność wegetariańska może być uzupełnieniem zwykłego posiłku — twierdzi Katarzyna Gębala.