Bezpieczny SEB2 szuka dna. W dwa miesiące stracił 30 proc.

Anna Borys
28-10-2008, 00:00

Rosną straty klientów funduszu SEB2 Obligacji i Bonów Skarbowych. KNF wciąż nie widzi problemu.

Rosną straty klientów funduszu SEB2 Obligacji i Bonów Skarbowych. KNF wciąż nie widzi problemu.

Miesiąc temu pisaliśmy (w tekście "SEB2 wszedł na rosyjską minę"), że klienci SEB2 Obligacji i Bonów Skarbowych są narażeni na ryzyko rynku rosyjskiego. Wtedy wartość jednostki w 20 dni (między 5 a 25 września) spadła o 5,7 proc. Dziś klienci tego "bezpiecznego" funduszu (tak reklamuje go na swoich stronach internetowych SEB TFI) są już 30 proc. na minusie. Pytanie, ile zarządzający naprawdę ulokowali w ryzykowne papiery?

Limitów nie ma

Przedstawiciele SEB TFI zasłaniają się tajemnicą.

— Ze względów prawnych nie możemy podać, jaką część portfela SEB2 stanowią papiery z ekspozycją na ryzyko rynku rosyjskiego — wyjaśnia Paweł Klimkowski, dyrektor ds. inwestycji SEB TFI.

Polskie fundusze nie muszą na bieżąco ujawniać portfela. Mają obowiązek publikować jego skład tylko na koniec każdego półrocza. Zajrzeliśmy, co SEB2 miał w portfelu 30 czerwca. Blisko 72 proc. aktywów to papiery korporacyjne, a tylko 15 proc. aktywów to obligacje skarbowe. Około 30 proc. było narażone na ryzyko rynku rosyjskiego. To dużo jak na produkt, który w nazwie ma "obligacje i bony skarbowe".

To nie koniec niespodzianek. Prospekt funduszu teoretycznie powinien ograniczać zarządzającemu możliwość podjęcia zbyt dużego ryzyka. Są w nim zawarte liczne limity korzystne dla klienta. Sprawdziliśmy, czy w dokumencie SEB2 są jakieś ograniczenia, co do ekspozycji na ryzyko rynku rosyjskiego.

— Statut nie przewiduje limitów w zakresie ekspozycji na dany rynek — wyjaśnia Łukasz Dajnowicz, rzecznik Komisji Nadzoru Finansowego.

Wszystko gra

W świetle prawa fundusz, który nazywa się SEB2 Obligacji i Bonów Skarbowych, może mieć nawet 100-procentową ekspozycję na rynek rosyjski. KNF, która jeszcze rok temu karała TFI za reklamy wabiące historyczną stopą zwrotu, teraz nie widzi problemu.

— Jedynym skutecznym sposobem zabezpieczenia się przed takimi sytuacjami jest czytanie dokumentów ofertowych przed przystąpieniem do funduszu. "Obligacje" w nazwie funduszu to nie to samo co "obligacje skarbowe" — dodaje Łukasz Dajnowicz.

Obecnie na rynku jest ponad 450 produktów, w tym kilkanaście obligacji. Załóżmy, że każdy prospekt ma 100 stron (niektóre mają nawet 300). Szukając więc dla siebie funduszu krajowych obligacji, Kowalski musiałby przeczytać wcześniej co najmniej 2 tys. stron. To raczej nierealne.

Roszady personalne

Wpadka SEB2 zbiegła się z rewolucją kadrową w SEB TFI. Zmienił się zarządzający feralnego funduszu.

— Piotr Zagała już wcześniej poinformował zarząd o zamiarze odejścia. Zwrócił się z prośbą o rozwiązanie stosunku pracy z końcem września 2008 r. Od 12 września zastąpił go Tomasz Kurkowski — mówi Antonii Leonik, prezes SEB TFI.

Potwierdza to były zarządzający SEB2 Piotr Zagała.

— W praktyce od początku września nie pracowałem w SEB TFI. Odszedłem, bo potrzebowałem zmiany. Dziewięć lat pracowałem w jednej firmie. Trudno przypisywać mi odpowiedzialność za wynik funduszu dwa miesiące po odejściu — wyjaśnia Piotr Zagała, dziś członek zespołu Idea TFI.

Papiery narażone na ryzyko rynku rosyjskiego trafiły do portfela produktu między październikiem 2007 r. a czerwcem 2008 r. Teoretycznie, po odejściu Zagały, można było je sprzedać.

— Sam ulokowałem oszczędności w SEB2. To mój trzeci filar. Jestem przekonany, że w dłuższym terminie fundusz będzie miał bardzo dobre wyniki. Podobną strategię, zakup obligacji korporacyjnych typu high-yield, zastosowaliśmy w SEB2 w 2003 r. W 2003 i 2004 fundusz był najlepszy na rynku. Tym razem jednak rynek posunął się w spadkach najdalej w okresie ostatniego stulecia — dodaje Piotr Zagała.

Z SEB TFI odszedł też Wojciech Rostworowski, dyrektor departamentu inwestycji i członek zarządu SEB TFI. Na kolejną kadencję prezesa zarządu nie wybrano Ewy Małyszko.

Winna jest też

Komisja Nadzoru Finansowego?

Adam Ruciński

Kancelaria Audytorów i Doradców Ruciński i Wspólnicy

Klient, kupując jednostki funduszu inwestycyjnego, potwierdza swoim podpisem, że zapoznał się z prospektem emisyjnym. A zatem nawet gdy nazwa produktu wprowadza w błąd, ale inwestycja jest zgodna z prospektem, klient nie może mieć pretensji do TFI. W tym przypadku bardziej chodzi o zaufanie do instytucji. Nie ma złudzeń, że klienci nie do końca rozumieją, co podpisują.

Statuty są zatwierdzane przez Komisję Nadzoru Finansowego. Dokument w komisji jest przeglądany i zatwierdzany. Jest możliwość, że w tych zawiłych zapisach ktoś nie zauważył furtki, która pozwala funduszowi obligacji i bonów skarbowych mieć ekspozycję na rynek rosyjski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Borys

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Bezpieczny SEB2 szuka dna. W dwa miesiące stracił 30 proc.