Dziś rynek ubezpieczeniowy zrobi pierwszy krok, by wprowadzić system bezpośredniej likwidacji szkód. Jeśli wejdzie w życie, poszkodowani w wypadkach komunikacyjnych będą otrzymywać pieniądze na naprawę uszkodzonego auta od ubezpieczyciela, w którym wykupili polisę OC. Ten zaś rozliczy się z towarzystwem, w którym polisę ma sprawca.
![Już pisaliśmy, 5 grudnia 2013: Projekt bezpośredniej likwidacji szkód mocno dzieli rynek ubezpieczeniowy. Przeciwko są małe towarzystwa. Obawiają się, że jego wdrożenie uniemożliwi zdobywanie klientów. [FOT. FOTOLIA] Już pisaliśmy, 5 grudnia 2013: Projekt bezpośredniej likwidacji szkód mocno dzieli rynek ubezpieczeniowy. Przeciwko są małe towarzystwa. Obawiają się, że jego wdrożenie uniemożliwi zdobywanie klientów. [FOT. FOTOLIA]](http://images.pb.pl/filtered/b3c8f23b-23df-4908-854d-64ebfb1e8900/727fc431-d8ed-5eef-a527-4f6abb8bd366_w_830.jpg)
Projekt tych zmian został na początku grudnia ogłoszony przez Polską Izbę Ubezpieczeń (PIU) i od razu podzielił rynek na dwa obozy. Najwięksi ubezpieczyciele opowiedzieli się za wprowadzeniem systemu, bo liczą, że jakością obsługi przekonają do siebie klientów. Mniejsi gracze natomiast obawiają się, że system utrudni im ekspansję. Dziś odbędzie się walne zgromadzenia członków PIU, które ma rozstrzygnąć, czy projekt, który budzi tak dużo kontrowersji, będzie kontynuowany. Z naszych ustaleń wynika, że członkowie izby zapalą zielone światło.
— Jesteśmy za kontynuacją. Trzeba jeszcze odpowiedzieć na wiele pytań. Za wcześnie na kasowanie tego projektu — mówi „PB” prezes dużego ubezpieczyciela. Przeciwko kontynuacji prac zagłosują mniejsze towarzystwa. We wtorek odbyło się spotkanie w PIU, które miało je przekonać do głosowania za systemem. Bez efektu. — Rośnie we mnie przekonanie, że na systemie skorzystają duzi ubezpieczyciele.
Widzę coraz mniej plusów wdrożenia go w życie — mówi szef jednego z małych ubezpieczycieli. Wszystko jednak na to wskazuje, że jeśli nawet mali ubezpieczyciele zagłosują przeciwko kontynuacji prac, arytmetyka wyborcza będzie po stronie dużych firm. Na pewno projekt poprą PZU i Warta. Te dwie firmy tak naprawdę są autorami pomysłu.
Skorzystają na tym najwięcej i ich przedstawiciele nie ukrywają, że jeśli nie będzie wspólnego systemu dla całego rynku, najwięksi gracze uruchomią go samodzielnie. Za kontynuacją będą głosowały też m.in. Ergo Hestia, Allianz, Generali czy grupa VIG. Głos ostatniego gracza jest bardzo ważny, bo zgodnie ze statutem PIU każda spółka ubezpieczeniowa ma jeden głos. To daje VIG Polska aż sześć głosów, podczas gdy np. PZU i Warta mają po dwa, a największy direct na rynku — Link4 — jeden.
— Głosujemy za kontynuacją prac, a nie za wejściem w życie systemu bezpośredniej likwidacji szkód — podkreśla menedżer z grupy VIG Polska. Inni nasi rozmówcy czekają na to, co dziś na walnym pokaże Boston Consulting Group — firma doradcza wynajęta przez PIU do przygotowania projektu bezpośredniej likwidacji szkód. Ze wstępnych propozycji doradców wynika, że system ma być oparty na rozliczeniach ryczałtowych, co może być na rękę małym ubezpieczycielom.
— Alternatywą są rozliczenie na podstawie kosztów rzeczywistych szkód — tak jak w przypadku regresu. Ten system jest bardziej opłacalny dla firm, które mają duży portfel szkód — mówi jeden z naszych rozmówców.
Projekt bezpośredniej likwidacji szkód mocno dzieli rynek ubezpieczeniowy. Przeciwko są małe towarzystwa. Obawiają się, że jego wdrożenie uniemożliwi zdobywanie klientów.