Według gazety, bezrobotnych zacznie przybywać już jesienią, kiedy skończą się sezonowe prace. Nie ma też co liczyć, że sytuacja poprawi się w przyszłym roku. Eksperci szacują, iż pod koniec 2010 r. bez pracy będzie nawet 2,1 mln Polaków.
"By liczba bezrobotnych się nie zwiększała, PKB musi rosnąć co najmniej o 4
proc." - mówi "DGP" prof. Stanisław Gomułka z BCC. A na to - jego zdaniem - nie
ma szans. Gomułka przewiduje, że w przyszłym roku nasza gospodarka, podobnie jak
w tym, wzrośnie tylko o blisko 1 proc. Zdaniem pytanych przez gazetę
ekonomistów, zwalniać będą firmy meblarskie, metalurgiczne, budowlane i
samochodowe. Z kolei zatrudniać mogą te, których sprzedaż zależy od wewnętrznego
popytu. Na pracę mogą więc liczyć pracownicy w handlu.