Czytasz dzięki

Bezrobocie zbyt niskie, by było prawdziwe

opublikowano: 03-06-2020, 22:00

Stopa bezrobocia w strefie euro ani drgnie. Nie oznacza dobrych wieści, lecz statystykę nieprzygotowaną na pandemię.

W wyniku kryzysu gospodarczego wywołanego przez pandemię koronawirusa miliony ludzi traci pracę w Unii Europejskiej, także w Polsce. Wspólne badanie Instytutu Badań Strukturalnych, GRAPE, CASE i wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego wykazało, że w Polsce podczas pandemii pracę straciło 660 tys. osób, a 1/3 zarobiła mniej niż przed jej wybuchem. To oznacza, że bezrobocie w Polsce wynosi nie 5 proc, jak informuje GUS, ale nawet 9 proc. Z raportu Grant Thorntona wynika natomiast, że liczba nowych ofert pracy publikowanych na największych portalach rekrutacyjnych w Polsce spadła w kwietniu w ujęciu rocznym o ponad 50, a w maju o ponad 40 proc.

Statystyczne voodoo

Jeżeli tak wyraźnie kryzys dotknął polski rynek pracy, to wypada zapytać, dlaczego bezrobocie w strefie euro, znacznie silniej dotkniętej przez pandemię, wzrosło w kwietniu jedynie o 0,2 pkt proc. względem marca, podczas gdy w szczycie kryzysu zadłużeniowego strefyeuro w 2013 r. przekraczało 12 proc. To by znaczyło, że pracę w 19 krajach członkowskich wspólnej waluty straciło jedynie 211 tys. osób. Jeszcze większą anomalie odnotowały statystyki we Włoszech, gdzie bezrobocie wręcz spadło z 9,1 w lutym do 6,3 proc. w kwietniu.

Odpowiedź na to pytanie leży głęboko ukryta w metodologii mierzenia tego wskaźnika przez Eurostat oraz w specyfice pandemicznego kryzysu, na który także europejska statystyka nie była przygotowana. Aby kwalifikować się jako bezrobotny według europejskiego urzędu statystycznego, należy spełniać trzy kryteria: nie mieć pracy, być gotowym do podjęcia pracy w ciągu najbliższych dwóch tygodni oraz aktywnie poszukiwać zatrudnienia podczas minionych czterech tygodni. Ograniczenia w poruszaniu się, wprowadzone w imię walki z pandemią, znacznie utrudniły dwa ostatnie warunki, wobec czego większość osób, które utraciły pracę w wyniku pandemii, trafiło do kategorii biernych zawodowo.

Państwo ratuje

Drugim powodem takich statystyk są liczne programy rządowe, które sztucznie utrzymują miliony ludzi choćby w częściowym zatrudnieniu za pieniądze podatników po to, by gospodarka po ustaniu pandemii mogła szybciej stanąć na nogi. Przykładem jest Hiszpania, także silnie doświadczona przez pandemię, gdzie bezrobocie w maju wzrosło jedynie o 26,5 tys. osób, a więc o ponad 200 tys. mniej, niż spodziewały się rynki. To składa się na bezrobocie na poziomie 14,8 proc., czyli 3,445 mln osób poszukujących pracy. Drobnym drukiem w statystykach hiszpańskiego urzędu statystycznego można znaleźć jednak informację, że 4,1 mlna pracowników objętych rządowym programem „tymczasowych zwolnień” nie jest branych pod uwagę w wyliczaniu bezrobocia. Jeśli ich uwzględnić, bezrobocie w Hiszpanii przekroczyłoby 32 proc.

fb545d1e-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Ekonomia na dzień dobry
Newsletter autorski Marcela Lesika
ZAPISZ MNIE
Ekonomia na dzień dobry
autor: Marcel Lesik
Wysyłany raz w tygodniu
Marcel Lesik
Autorski newsletter poświęcony światowej ekonomii: analizy, prognozy, badanie trendów i sprawdzanie faktów.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Przymrużenie oka zalecane

Z powodu powyższych „statystyk” Claus Vistesen, główny ekonomista Pantheon Macroeconomics, radzi, by na razie liczby dotyczące bezrobocia wręcz zignorować.

— Widzimy znaczące rozbieżności między krajowymi danymi dotyczącymi pobieranych zasiłków dla bezrobotnych, liczbą osób poszukujących pracy i bezrobociem a oficjalnymi danymi Eurostatu, co świadczy o tym, że statystycy drapią się w głowę, próbując znaleźć skuteczniejszą metodologię. Miesięczne dane dotyczące pobranych zasiłków z poszczególnychkrajów i zatrudnienia są bardziej wiarygodnymi wskaźnikami rzeczywistej sytuacji na rynku pracy. Prawda jednak jest taka, że nie poznamy prawdziwego uderzenia pandemii na rynek pracy, dopóki nie skończą się państwowe programy wspierania zatrudnienia i pracownicy nie powrócą na rynek pracy: albo do pracy na starych lub nowych stanowiskach, albo jako bezrobotni poszukujący zatrudnienia — podkreśla ekspert.

Podobnie radzi Bert Colijn, starszy ekonomista grupy ING, przestrzegając, że prędzej czy później trzeba być przygotowanym na skokowy wzrost bezrobocia.

— Systemy skróconego czasu pracy w dużym stopniu pochłaniają bezpośredni wpływ kryzysu na rynek pracy, ale jednocześnie maskują utratę etatów, która prawdopodobnie jest jeszcze przed nami. To samo dotyczy osób, które w tej chwili nie szukają pracy — ponieważ ożywianie gospodarki prawdopodobnie potrwa dość długo, bezrobocie jeszcze znacznie wzrośnie, chociaż systemy skróconego czasu pracy [program niektórych rządów polegający na pokrywaniu części wynagrodzenia przez państwo w zamian za niezwalnianie ich przez firmy — red.] pomogą szybciej przywrócić przedkryzysowy poziom produkcji, kiedy odbije się wreszcie od dna — mówi analityk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Lesik

Polecane