
Figurki w niewielkich seriach zaczęły powstawać w pod koniec lat 50. XX w. w Zakładzie Produkcji Eksperymentalnej utworzonym przy Instytucie Wzornictwa Przemysłowego. Szybko jednak trafiły do fabryk porcelany, m.in. Ćmielowa, Wałbrzycha i Chodzieży, a w 1962 r. ich produkcja przeniosła się do pierwszego z miast – stąd popularna nazwa – figurki ćmielowskie.
Pierwsi projektanci

Wzory figurek opracowywało czterech wybitnych artystów: Lubomir Tomaszewski, Mieczysław Naruszewicz, Henryk Jędrasiak i Hanna Orthwein. Powstało ich około 120, ale nie wszystkie projekty się zachowały. Powstawały figurki zwierząt – zarówno domowych, jak i dzikich, a nawet egzotycznych – ptaków i ludzi, głównie kobiet, choć tych jest najmniej. Łączył je wspólny, uproszczony styl i rezygnacja z ozdobników. Wszystkie były ręcznie malowane i sygnowane. Część nazwiskiem artysty, a część znakiem fabrycznym i numerem seryjnym. Zadaniem młodych artystów było zmierzenie się z nowoczesnością. Odcięcie od projektów, które w latach 50. XX w. wciąż nawiązywały do art déco, wiodącego stylu w dwudziestoleciu międzywojennym. Stąd tendencja do upraszczania kształtu, eliminacji ozdobników i nadawanie figurkom delikatnych, miękkich kształtów.

Najczęściej powstawały projekty czarno-białe, część w dwóch innych kolorach. Były też takie jak „Dziewczyna siedząca” Henryka Jędrasiaka z 1958 r., która jest w trzech wersjach kolorystycznych: czarno-biała, biało-czerwona i biało-żółta czy „Sudanka” tego samego artysty, która jest biało-czarna, biało-żółta i czarno-zielono-biała.
Porcelanowe figurki szybko zyskały uznanie nie tylko w Polsce, ale również za granicą. W Chicago na międzynarodowych targach zainteresowani czekali na zamówienie nawet kilka dni. Projekty były też nagradzane, podobnie jak inne projekty artystów, np. serwisów. Rzeźbę Lubomira Tomaszewskiego „Kura” wyróżnił magazyn „Decorative art”, a serwis „Dorota” już w latach 60. XX w. został kupiony do Victoria & Albert Museum. To był prawdziwy sukces, zwłaszcza że absolwenci ASP woleli oddawać własną wizję świata niż pracować przy jakichkolwiek projektach.
Falsyfikaty i rarytasy

Po latach Ćmielów wznowił produkcję figurek, które dzisiaj są często sprzedawane jako oryginały. Różnią się jednak barwą sygnatury: we wczesnych latach sygnatury były jednokolorowe, na nowych figurkach są dwie. Najcenniejsze wśród oryginałów są te, które mają numer modelu i wzorzec malatury. O popularności figurek świadczy też mnogość falsyfikatów. Znawcy wiedzą, że od oryginałów różnią się kolorem, czasem wielkością, a na pewno jakością wykonania. Początkujący zbieracze kuszeni perspektywą zysku mogą jednak tylko stracić. Figurki jak i inne dzieła sztuki warto więc kupować w sprawdzonych miejscach. Kolekcjonerzy często sprowadzają je z zagranicy, ponieważ tam najbardziej dbano o bibeloty i można kupić figurki bez rys i innych uszczerbków. Warto też obserwować aukcje dzieł sztuki, na których pojawiają się coraz częściej. W różnych domach aukcyjnych są jednak różne ceny, po jakich zostały kupione. Najtańsze są w domach, które pozostają w tyle za największymi. Najwyższe ceny osiągają projekty Lubomira Tomaszewskiego. Jego „Dziewczyna na plaży” z lat 50. XX w. została wylicytowana w Desie Unicum w 2000 r. za 22 tys. zł, choć sygnowana jest jeszcze fabryką z Chodzieży. Z opłatą aukcyjną było to prawie 26 tys. zł. W maju bieżącego roku ta sama figurka była licytowana od 1,3 tys. zł do 26 tys. zł. Nabywca musiał zostawić w Desie Katowice 31,2 tys. zł. Warto więc obejrzeć bibeloty u swoich babć.

