Biden-ekonomia działa, Biden traci

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2023-10-26 20:00

Amerykańska gospodarka osiąga zaskakująco mocne wyniki. PKB rośnie wyraźnie szybciej od trendu historycznego, wspierane m.in. bardzo silnym wzrostem konsumpcji i rosnącymi wydatkami publicznymi. Dzieje się to w warunkach wysokich stóp procentowych, które najwyraźniej nie czynią szkody gospodarce, mimo że jednocześnie dość skutecznie obniżają inflację.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Jest zapewne wiele przyczyn tak zaskakującej kombinacji danych makro z największej gospodarki świata, ale jedną z istotnych może być zmiana struktury dochodów i wzmocnienie finansowe osób zarabiających mniej od średniej. To w naturalny sposób powoduje wzrost relacji konsumpcji do dochodów w gospodarce, bo osoby uboższe mniej oszczędzają i są mniej wrażliwe na zmiany stóp procentowych. Zmiana jest esencją tzw. Biden-ekonomii (ang. Bidenomics), czyli filozofii ekonomicznej prezydenta Joego Bidena, który zapowiadał mocniejsze wsparcie klasy pracującej. Co ciekawe i dość zaskakujące, sam Biden w ogóle nie korzysta na doskonałych wynikach gospodarki – jego notowania są słabe, a szanse na reelekcję oceniane na mniejsze niż w przypadku Donalda Trumpa.

Wstępne dane wskazują, że w trzecim kwartale PKB Stanów Zjednoczonych zwiększył się o 1,2 proc. kw./kw. (amerykańskie media raportują zannualizowaną wartość, czyli 4,9 proc.) i aż 2,9 proc. r/r. Gospodarka rośnie więc znacznie szybciej niż jej długookresowy potencjał rozwojowy, który wynosi ok. 2 proc. r/r., wbrew wszystkim okolicznościom. Dzieje się to w warunkach bardzo wysokich stóp procentowych. Stopa referencyjna Fed wynosi 5,25 proc., rentowności 10-letnich obligacji w trzecim kwartale utrzymywały się w granicach 4-5 proc. Odbywa się to też w warunkach mizernej koniunktury w Europie i Chinach. Żeby uwidocznić, jak duże to zaskoczenie, warto przypomnieć, że jeszcze w grudniu Fed przewidywał, że na koniec 2023 r. amerykańska gospodarka będzie w stagnacji, z rocznym wzrostem nieprzekraczającym 0,5 proc. Tymczasem na ten moment wygląda na to, że ostatni kwartał zakończy się wzrostem wyraźnie powyżej 2 proc. r/r. Przyszły rok będzie prawdopodobnie gorszy, ale ścieżka PKB i tak jest mocniejsza od tego, czego rynek oczekiwał u progu cyklu podwyżek stóp procentowych w 2021 r.

Co sprawia, że gospodarka wykazuje siłę? Wiele wyjaśnień opiera się na czynnikach podażowych, czyli związanych z potencjałem produkcyjnym gospodarki. Rewolucja technologiczna wzmocniła nakłady firm na technologię, pandemia mogła podnieść efektywność pracy, spadek cen energii w ostatnim roku zwiększył zdolności produkcyjne energochłonnych branż, a odblokowanie łańcuchów dostaw uwolniło możliwości wytwórcze fabryk. Wyjaśnienie ożywienia jako zjawiska podażowego ułatwia zrozumienie, dlaczego przy szybko rosnącym PKB jednocześnie spada inflacja. Na to nakłada się też zwiększenie wydatków zbrojeniowych związane z wojną w Ukrainie (wydatki są w dużej mierze kierowane do amerykańskich firm).

Istotnym czynnikiem, któremu poświęcę nieco więcej uwagi, jest czynnik popytowy: zmiana struktury dochodów w gospodarce i zwiększenie skłonności do konsumpcji. Warto zauważyć, że realne wydatki konsumentów są dziś ok. 2,5 proc. wyższe od tego, co implikował trend z dekady przed pandemią (patrz wykres). Jednym z powodów może być fakt, że dochody osób mniej zarabiających, czyli z wykształceniem podstawowym lub średnim, rosną szybciej niż dochody osób lepiej zarabiających, czyli z wykształceniem wyższym. Jest to zjawisko wyjątkowe na tle ostatnich dekad, ponieważ co najmniej od lat 80. obserwowano rosnącą premię za wykształcenie. Od dwóch lat jednak sytuacja jest odwrócona, m.in. za sprawą hojnych transferów publicznych, które wsparły finansowo osoby mniej zarabiające i dały im mocniejszą pozycję przetargową na rynku pracy. Takie osoby wydają prawie całość dochodów, nie reagują na zmiany stóp procentowych, cen aktywów i inne zjawiska, które wpływają na konsumpcję osób zamożniejszych. To może wyjaśniać, dlaczego konsumpcja jest mocna pomimo bardzo wysokich stóp procentowych.

Wydawałoby się, że powinien być to sukces prezydenta Bidena. Obiecywał, że będzie prezydentem „niebieskich kołnierzyków” i niewątpliwie był pod tym względem skuteczny. Wprawdzie uderzenie inflacji w 2021 r. mogło zachwiać wiarą w skuteczność tej polityki, ale dziś tempo wzrostu cen wynosi niecałe 4 proc. i powoli się normalizuje. Realne dochody ludności rosną, nastroje konsumentów są stabilne, bezrobocie niskie.

Mimo to notowania polityczne Bidena są bardzo słabe. Odsetek osób pozytywnie oceniających jego prezydenturę wynosi zaledwie 40 proc. i jest niższy niż przed rokiem oraz dużo niższy niż na początku kadencji. U bukmacherów szanse na reelekcję obecnego prezydenta są oceniane na nieznacznie niższe niż szanse na wybór Donalda Trumpa (średni kurs 2/1 na Bidena vs 4 na Trumpa). Dlaczego? Pewnie można postawić wiele hipotez. Może są to wciąż opóźnione efekty wysokiej inflacji. A może gospodarka nie stanowi klucza do serca wyborców.