
Ultramaraton to dyscyplina wymagająca wielu przygotowań, sprawnego zarządzania czasem, regularności, wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Biegnie się na dystansie dłuższym niż maraton, czyli ponad 42 km, więc do ukończenia rywalizacji potrzebny jest ogrom samozaparcia. Niewiele osób decyduje się na takie urozmaicenie życia, jednak Piotr Kantorowski nie wyobraża go już sobie bez tego sportu.
Przedsiębiorca, radca prawny, podkaster, autor książek i artykułów specjalistycznych… Obowiązków ma dużo, lecz uważa, że praca i pasja mogą ze sobą współgrać.
– Wystarczy ustalić priorytety i tak zorganizować sobie poranek, by ćwiczyć codziennie przed pracą. Biegam od 6 do 7 rano, w weekendy trenuję troszkę dłużej. Nie mam problemu ze wstawaniem o 5, żeby na bieganie o 6 wybrać się zupełnie przytomnym. Treningi nie kolidują z moją pracą. Przeciwnie – dzięki porannym biegom jestem pozytywnie nastawiony przez cały dzień – mówi Piotr Kantorowski, założyciel i wspólnik w Kancelarii Prawnej Kantorowski, Głąb i Wspólnicy.
Natura go uspokaja. Biegając w otoczeniu zieleni, pozbywa się negatywnych emocji i ładuje dobrą energią. Zazwyczaj biega sam (choć nie wyklucza biegów w towarzystwie), słuchając dźwięków przyrody, czasem audiobooka lub podkastu. Przyznaje, że niekiedy bieganie staje się dla niego przeżyciem graniczącym z mistycyzmem.
Raczkujące początki

Przygodę z ultramaratonem rozpoczął stosunkowo niedawno, bo w 2019 r. Początkowo bieganie miało być zdrowotną odskocznią od pracy, jednak z czasem przerodziło się w pasję. Wybrał bieganie, ponieważ sądził, że to prosty sport – dziś twierdzi, że to było błędne myślenie. Rozpoczął od sztafety półmaratońskiej.
– Strasznie mnie wciągnęły te emocje. Zapisałem się więc na bieg 10-kilometrowy, następnie 15-kilometrowy, potem trafiłem na 20 km. Podczas pierwszego biegu na 30 km zgubiłem się 800 m przed metą, bo nie zauważyłem skrętu, za którym były strzałki wskazujące kierunek na moim dystansie. I tak niechcący przebiegłem 40 km, dzięki czemu zrozumiałem, że maraton też jest wykonalny – wspomina Piotr Kantorowski.
Na pierwszy ultramaraton zapisał się za namową kolegi prawnika. Był to bieg Łemkowyna Ultra-Trail na odcinku 70 km, który na dodatek odbywał się w dniu jego urodzin. Biegi 100-kilometrowe rozpoczął po pierwszym lockdownie.
Choć bieg wyzwala w nim endorfiny, przyznaje, że przychodzą też chwile załamania, ponieważ im dłuższy dystans, tym bardziej umysł namawia do zaprzestania wysiłku.
– Czasem, gdy jesteśmy np. na 60. kilometrze ze 100, jedyne, co przychodzi do głowy, to zejście z trasy, a mimo to biegniemy dalej – mówi prawnik.
Bieganie i biznes

Są też negatywne aspekty biegania – sport może się stać nałogiem.
– Coś takiego przydarzyło mi się w pandemii, kiedy trochę za mocno wkręciłem się w treningi. Od stycznia do 11 września 2020 r. przebiegłem 4126 km, co zakończyło się złamaniem zmęczeniowym okupionym półtoraroczną rehabilitacją. Nie chcę już powielać takich wypadków – zapewnia Piotr Kantorowski.
Kilkuletni już ultramaratończyk radzi początkującym, by konsultowali się ze specjalistami od ruchu i z doświadczonymi biegaczami. Odchodzi od retoryki, która jest bardzo popularna wśród biegaczy ultra, że gdy coś boli, należy to rozbiegać. Na tę kwestię uczula szczególnie, bo przecież w pokonywaniu kilometrów chodzi o to, by mieć przyjemność z ruchu.
Przedsiębiorca wskazuje też cechy łączące sport i biznes.
– Samodyscyplina jest niezbędna zarówno do prowadzenia firmy, jak i regularnych treningów. Równie ważna jest determinacja np. w sytuacji, gdy nie wychodzi nam coś, na czym nam zależy – wskazuje Piotr Kantorowski.
W internecie pojawiają się hasła, że kiedy ktoś przebiegnie ultramaraton, to i w biznesie wszystko mu się uda. On jednak nie podziela tej opinii.
– Gdy biegniemy, jedynym wyzwaniem jest dobiegnięcie do mety. Nieprzewidywalność ogranicza się do nieznajomości trasy czy jej otoczenia. W życiu natomiast wszystko może nas zaskoczyć – uważa prawnik.
Na pełnych obrotach

Rosnąca popularność biegów długodystansowych sprawiła, że w Polsce i na świecie powstaje coraz więcej profesjonalnych tras dla ultramaratończyków – dystanse na ulicach, w górach, ekstremalne i wielodniowe. W naszym kraju dużą popularnością cieszą się Bieg Rzeźnika w Bieszczadach, Sudecka Setka i Bieg 7 Szczytów w Sudetach. Na świecie znany jest bieg Self-Transcendence 3100 Mile Race, najdłuższy certyfikowany wyścig organizowany w Stanach Zjednoczonych. Trasa liczy 4989 km, a biegacze na jej pokonanie mają 52 dni. Zazwyczaj biegną codziennie od 6 rano do północy. Nagrodą za ukończenie biegu jest koszulka bądź małe trofeum.
– W 2020 r. marzyłem, żeby choć na raty przebiec 5 tys. km. Skończyło się to wspomnianym złamaniem zmęczeniowym. Teraz moim celem jest powrót na ścieżki biegowe. Utrzymanie biegania na dobrym poziomie, a nawet podniesienie go. Aktualnie nie planuję startów zagranicznych, chociaż chodzi mi po głowie bieg w Transylwanii. Wydaje mi się, że byłby ciekawym przeżyciem, jednak to jeszcze nie ten moment. Wkrótce biorę udział w biegu na 60 km, ale będą to tylko testy po kontuzji, ponieważ do biegania wróciłem dopiero w kwietniu tego roku. Podczas kontuzji byłem aktywny sportowo, nie mogłem jedynie biegać. Mimo to mam utrwalone w głowie, że bieg do 100 km jest dla mnie osiągalny – podkreśla przedsiębiorca.
W swoim podkaście „Prawo dla biznesu” porusza tematy influencingu internetowego, portali społecznościowych, zabezpieczeń umów itp. Dla przyjemności też słucha podkastów – m.in. o tematyce sportowej. Poleca „Black Hat Ultra” Kamila Dąbkowskiego i „Niepoważne treningi” Grzegorza Soczomskiego i Radosława Lengnera.
– Ludzie często porównują swoje osiągnięcia, zapominając, że znajdują się w różnych sytuacjach życiowych. Ja, poza tym że pracuję jako radca prawny, jestem aktywny społecznie jako mąż i ojciec dwójki dzieci. To dowód, że da się pogodzić bieganie z życiem na pełnych obrotach – podsumowuje Piotr Kantorowski.

