Biernacki nauczy Polaków jeść wołowinę

MICH
opublikowano: 2012-06-29 00:00

Jarociński zakład chce wypełnić talerze konsumentów mięsem wołowym. Dzisiaj serwuje je głównie za granicą.

W mięsie źle się dzieje — co do tego branża jest zgodna. Jej średnia rentowność wyniosła w 2011 r. (wg danych Głównego Urzędu Statystycznego) 1,5 proc., a w tym roku zbankrutowały już dwa duże zakłady. W maju broń złożyła mięsna grupa MAT, a dwa dni temu sąd ogłosił upadłość układową PMB Białystok. Są tacy, którzy rezygnują z produkcji wołowiny, jak zrobił to na początku roku Animex, i tacy, którzy inwestują w całkiem nową mięsną markę, do tego markę wołową, choć Polak spożywa średnio zaledwie 3 kg takiego mięsa (a wieprzowiny trzynaście razy więcej). To Zakład Przemysłu Mięsnego Biernacki (ZMB), który debiutuje właśnie na rynku detalicznym, m.in. z hamburgerami, carpaccio i mięsem mielonym pod szyldem Beefmaster. Spółka celuje w klienta nowoczesnego.

— Stojąc przed półką w sklepie, będzie mógł zeskanować kod z opakowania i przez swojego smartfona od razu połączyć się ze stroną, na której będą specjalnie opracowane przepisy dań z wołowiny, a więc także lista składników niezbędnych do przygotowania posiłku. Dzięki temu jeszcze będąc w sklepie, konsument będzie wiedział, co powinien dokupić — opowiada Tomasz Kubik, prezes ZMB. Drugą detaliczną nogą biznesu ZMB mają być wędliny wołowe— parówki, kabanosy, szynki, flaki.

Dlaczego firma wierzy w podniebienia Polaków?

— Liczymy na młodych, aktywnych ludzi również tych z rodzinami, którzy są świadomi wartości odżywczych mięsa wołowego i zależy im na zdrowym odżywaniu. Mamy świadomość, że jest to produkt z wyższej półki, więc jest droższy od wieprzowiny czy drobiu. Jednak chcemy zaproponować klientom jakość i wygodę, bo mięso będzie np. porcjowane — twierdzi Tomasz Kubik.

Zdaniem Agnieszki Wierzbickiej, prof. SGGW, Polacy przekonają się do wołowiny, jeśli będzie krucha, dobra i wysokiej, powtarzalnej jakości, a sprzyjać temu może też rosnąca świadomość dotycząca wartości odżywczych mięsa wołowego. Dzisiaj ZMB jest obecny w sieci Real, jesienią ma być w kolejnych.

— Trwają rozmowy z Carrefourem, Biedronką, Tesco i Makro na temat naszej obecności nie tylko na rynku polskim, ale w innych krajach, w których obecne są te sieci — mówi prezes ZMB. Firma ma również na oku segment HoReCa. Dotąd do głównych odbiorców należały zagraniczne firmy handlowe i przetwórcze (hiszpańskie, francuskie brytyjskie i włoskie), do których trafiało 85 proc. z 48 tys. ton wyprodukowanej w zakładzie wołowiny.

— Polska wołowina pochodząca od polskich dostawców jest nie gorsza od argentyńskiej czy irlandzkiej, a często bywa wręcz lepsza — twierdzi prezes ZMB. Z coraz lepszą opinią na temat polskiej wołowiny zagranicą zgadza się Agnieszka Wierzbicka.

— To hit eksportowy naszej branży mięsnej, którego wartość przekracza 1 mld zł. Wieprzowiny czy drobiu sprzedajemy dużo mniej — dodaje prof. SGGW. Zdaniem Tomasza Kubika, ogromny popyt na polską wołowinę zgłaszała m.in. Turcja.

— Drastycznie zmieniło się to po zmianie stawek celnych. Jednocześnie społeczność muzułmańska stanowi coraz liczniejszą grupę odbiorców w Europie Zachodniej, więc nasza wołowina z uboju rytualnego znajduje odbiorców nie tylko w Turcji — mówi prezes ZMB.