Big Blue zbuduje holding z myślą o debiucie na GPW

Małgorzata Birnbaum
opublikowano: 2003-08-07 00:00

Big Blue, jeleniogórskie biuro podróży wymieniane ostatnio jednym tchem z firmami mającymi kłopoty finansowe, broni się. Zmiana nazwy nie jest ucieczką od kłopotów, tylko częścią planu budowy holdingu, który ma wejść na giełdę.

Orbis, jedyna giełdowa spółka kojarzona także z usługami turystycznymi, może doczekać się konkurenta w walce o publiczne pieniądze. Chodzi o jeleniogórską spółkę Big Blue, lidera w grupie tour- operatorów korzystających z lotów czarterowych.

— Wraz z grupą profesjonalnych doradców przygotowujemy spółkę do upublicznienia. Wierzę, że za 2-3 lata wejdziemy na warszawską giełdę — zapowiada Marcin Kołodziejczyk, dyrektor zarządzający Big Blue.

Zdaniem analityków, pomysł upublicznienia touroperatora jest godny rozważenia.

— Ostatnio dużo słychać o plajtach biur podróży. Silnych, rozpoznawalnych marek wciąż jest w tym sektorze niewiele. Wejście na giełdę zapewniłoby firmie wiarygodność. Ważne jednak, by w tym roku firma zanotowała zysk, w przeciwnym razie inwestorom trudno będzie jej zaufać — uważa Katarzyna Perzak, analityk Millennium Bank.

— Przy obrotach rzędu 100 mln zł, które spółka osiągnęła w 2002 roku, wielkość emisji nie przekroczyłaby 60-80 mln zł. To nie jest zbyt wiele. Ponadto, struktury holdingowe nie sprawdzają się, bo inwestorzy mają problemy z identyfikacją spółek, które wypracowują zysk — ostrzega Krzysztof Kaczmarczyk z Deutsche Banku.

Tymczasem jednak spółka musi podreperować swój wizerunek. Pojawiły się bowiem zarzuty, że Big Blue budując holding próbuje rozmyć odpowiedzialność za kulejącą jakość usług.

— 17 stycznia 2003 r. decyzją wojewody górnośląskiego na wniosek działającej od 1999 r. Big Blue zezwolenie zostało wygaszone. Tego samego dnia zezwolenie otrzymała Big Blue Travel, która przejęła zobowiązania finansowe wobec klientów Big Blue — mówi Paweł Czuma z urzędu wojewody dolnośląskiego.

Marcin Kołodziejczyk tłumaczy, że wokół Big Blue Sp. z o.o. ma powstać holding. Pierwszą należącą do niego firmą jest właśnie Big Blue Travel, a w przyszłości mają dołączyć m.in. Big Blue Trans zajmująca się usługami transportowymi, czy Big Blue Shops, sieć salonów firmowych.

Taka argumentacja nie bardzo przekonuje Jana Korsaka, prezesa Polskiej Izby Turystyki.

— Rzadko się zdarza, żeby dobrze funkcjonująca firma przerywała działalność i natychmiast ją wznawiała pod inną nazwą — podkreślił.

— Przeciwko Big Blue toczyło się postępowanie kontrolne naszych urzędników, bo na firmę było ponad 40 skarg. Postępowanie prawdopodobnie zakończyłoby się cofnięciem zezwolenia dla firmy. Big Blue uprzedził nasze działania, występując o wygaszenie zezwolenia — tłumaczy Paweł Czuma.

Szef Big Blue uważa, że ta informacja wymaga uściślenia.

— Do urzędu wojewódzkiego trafiło 49 reklamacji. Załatwiliśmy je polubownie. W trzech wypadkach klienci nie przyjęli propozycji ugody, a sprawy trafiły do sądu, który jednak nakazał ugodę na zaproponowanych przez nas warunkach. Ogółem przyjęliśmy w ubiegłym roku ponad 100 reklamacji, które załatwiliśmy pozytywnie. Wyjechało z nami 75 tys. osób, a więc odsetek reklamacji liczymy w promilach — mówi Marcin Kołodziejczyk.

W tym roku na Big Blue Travel złożono do urzędu wojewódzkiego 9 skarg. To „norma”.