Bilfinger wyśle 80 Polaków do Norwegii

opublikowano: 26-02-2013, 00:00

Jadą, by realizować wygrany już kontrakt za 200 mln zł. Koncern szykuje się do walki o kolejne zlecenia.

Bilfinger nie chce startować w polskich przetargach drogowych. Nie zobaczymy go raczej wśród dzisiejszych oferentów na podwarszawski odcinek S8 Opacz — Paszków. Coraz silniej natomiast wychodzi za granicę. Już wygrał kontrakt w Norwegii, gdzie wykona roboty mostowe za 200 mln zł. — Nasi inżynierowie już są w Norwegii. Przygotowujemy także sprzęt. Z Polski pojedzie 80 pracowników — mówi Piotr Kledzik, prezes koncernu.

Skandynawia i Niemcy

Spółka chce zdobyć w Norwegii zlecenie na budowę tunelu wraz z infrastrukturą towarzyszącą oraz kolejnych mostów. — Dostaliśmy też zapytanie ze Szwecji, a w Niemczech szykujemy się do startu w przetargach — mówi Piotr Kledzik.

Nie podaje wartości kontraktów, ale są wśród nich zarówno zlecenia warte 1 mld zł, jak i mniejsze, za 150 mln zł. Wcześniej „PB” pisał, że Bilfinger zabiega o kontrakt w Wielkiej Brytanii wart 500 mln EUR. — Zakwalifikowaliśmy się na krótką listę, na której jest trzech oferentów. Prowadzimy dialog konkurencyjny. Brytyjski kontrakt ma być wykonany w formule publiczno-prywatnego partnerstwa.

W tego typu zleceniach nasz koncern oczekuje wysokiej stopy zwrotu — mówi Piotr Kledzik. Za granicę chcą wyjść także inne firmy budowlane, które sparzyły się na kontraktach drogowych. Budowę oddziału w Rosji ogłosił Strabag. MSF startuje w przetargach w Mołdawii, a PBG myśli o Ukrainie.

Polska kolej

W Polsce Bilfinger skupi się na realizacji zleceń kolejowych. PKP PLK ogłaszają właśnie przetargi na rewitalizację linii kolejowych (przywrócenie parametrów technicznych 120 km/h). Muszą także szykować się do nowej perspektywy unijnej, bo gros funduszy na lata 2014-20 zostanie przeznaczonych na inwestycje przyjazne środowisku, zwłaszcza kolejowe.

— Spotkaliśmy się z kierownictwem PKP PLK. Uważamy, że w najbliższych dwóch latach rynek infrastrukturalny mocno się skurczy, ale później znów przyjdzie odbicie i może się okazać, że na rynku nie będzie wystarczających mocy — mówi Piotr Kledzik.

Przekleństwem polskiego budownictwa jest kumulacja robót w krótkich okresach, których nie ma kto wykonać i zlecenia wygrywają firmy niemające ani profesjonalnych kadr, ani sprzętu.

— W PKP PLK powstały grupy złożone z pracowników spółki oraz firm budowlanych, które pracują nad określeniem standardów, dzięki którym firmy nie będą wybierane tylko na podstawie ofert z najniższą ceną, ale także kwalifikacji i potencjału — podkreśla Marek Michałowski, szef Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Zdaniem Jacka Sadowego, prezesa Urzędu Zamówień Publicznych, pomóc powinno także niedawne rozporządzenie zaostrzające kryteria żądanych przez zamawiających informacji i dokumentów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu