Bilionowe deficyty Ameryki

Krzysztof Kolany
opublikowano: 01-09-2019, 22:00

Według ostatnich szacunków manko w kasie Stanów Zjednoczonych przez najbliższe lata sięgnie 1 bln USD. Co roku.

Jeśli te prognozy się sprawdzą, to za niespełna dekadę dług publiczny Ameryki przekroczy 30 bln USD

Obliczenia dotyczące długu są tak zatrważające, że powinny wstrząsnąć każdym mieszkańcem USA i każdym posiadaczem amerykańskich obligacji. Ale od dawna już nie wstrząsają. Kongresowe Biuro Budżetowe (CBO) od lat alarmuje, że finanse publiczne supermocarstwa są na trajektorii niemalże argentyńskiej. Co więcej, faktyczne wykonanie kolejnych budżetów jest jeszcze gorsze, niż zakładały prognozy CBO.

Rosną niespłacalne długi

Pod koniec sierpnia 2019 r. dług publiczny Stanów Zjednoczonych opiewał na astronomiczną kwotę 22,5 bln USD. W wartościach nominalnych dług USA rozpoczął ekspansję już w latach 70., gdy Richard Nixon zerwał wymienialność dolara na złoto. I od tego czas każdy kolejny kryzys gospodarczy tylko zwiększa tempo narastania zadłużenia.

Ostatnia redukcja długu publicznego (w ujęciu nominalnym) zdarzyła się pod koniec XX w., gdy rząd Stanów Zjednoczonych był winny około 5,7 bln USD. Po kilku latach „wojny z terroryzmem” oraz pobudzania koniunktury za pożyczone pieniądze dług sięgnął 9,5 bln USD. Bezprecedensowa stymulacja fiskalna za rządów Baracka Obamy podwoiła tę wartość. Donald Trump rozpoczął urzędowanie przy długu zbliżającym się do 20 bln USD. W 2,5 roku powiększył zobowiązania Ameryki o prawie 2,5 bln USD.

Jeden rok, jeden bilion

Mamy więc prosty rachunek: każdy rok urzędowania prezydenta Stanów Zjednoczonych (i to niezależnie od barw partyjnych) powiększa dług najpotężniejszego kraju świata o mniej więcej bilion dolarów. Kongresowe Biuro Budżetowe prognozuje tegoroczny deficyt budżetowy (w USA rok budżetowy rozpoczyna się 1 października) na 960 mld USD, a przyszłoroczny na 1 bln USD.

Dlaczego projekcje CBO są tak przerażające? Ano dlatego, że rząd Stanów Zjednoczonych zadłuża kraj w takim tempie przy wciąż solidnym wzroście gospodarczym i najniższej od 50 lat stopie bezrobocia. Tymczasem wydatki Białego Domu zwykle szybko rosną w czasie recesji (regularnie „zwalczanej” kredytowanymi wydatkami państwa), czemu towarzyszy spadek wpływów podatkowych (bo bezrobotni są kiepskimi podatnikami). Rezultatem są ogromne, ale jednak cykliczne deficyty. Problem z deficytami Donalda Trumpa jest taki, że rosną one w okresie relatywnie dobrej koniunktury.

Ameryka jak po wojnie

Sytuacja robi się nieciekawa nie tylko w ujęciu nominalnym. Wraz z długiem rośnie też gospodarka, postrzegana przez rządzących jako „baza podatkowa”. Problem w tym, że w ostatnich latach długi Ameryki rosną szybciej niż produkt krajowy brutto. W rezultacie relacja długu do PKB podskoczyła z i tak już wysokiego poziomu 63 proc. w roku 2007 do 105 proc. dekadę później. A przecież w warunkach całkiem przyzwoitego wzrostu gospodarczego (2-3 proc. rocznie) i umiarkowanie wysokiej inflacji (ok. 2 proc. rocznie) relacja długu do PKB powinna się stopniowo obniżać.

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Ale tak się nie dzieje. I to jest pierwszy problem. Drugi jest taki, że gdy do Ameryki w końcu zapuka recesja, to relacja długu do PKB wystrzeli na wyższą orbitę. Według projekcji CBO deficyt fiskalny USA w następnej dekadzie wyniesie średnio 4,5 proc. PKB. Skumulowane deficyty doprowadzą do zwiększenia długu publicznego o 12,2 bln USD do roku 2029. A to wszystko przy założeniu obecnych, bardzo niskich kosztów obsługi amerykańskiego zadłużenia oraz utrzymania 2-procentowego wzrostu PKB. CBO estymuje, że dług publiczny znajdujący się w rękach krajowych i zagranicznych inwestorów (około 35 proc. długu USA jest w posiadaniu różnych agend rządowych) w relacji do PKB urośnie z obecnych 79 do 95 proc. Jeśli ta projekcja się zmaterializuje, to Stany Zjednoczone będą zadłużone niemal tak mocno jak po zakończeniu II wojny światowej.

Problem świata

„Gdy jesteś winny bankowi 100 USD, to twój problem. Gdy jesteś winny bankowi 100 mln USD, jest to problem banku”. To stare powiedzenie pasuje także do długów Ameryki. Stany Zjednoczone wciąż są największą gospodarką świata i absolutnym militarnym hegemonem. Posiadają jeszcze jeden kluczowy przywilej — są jedynym emitentem światowej waluty rezerwowej. Cały świat musi używać USD w międzynarodowych rozliczeniach handlowych. Próby zdetronizowania dolara na razie nie przynoszą istotnych rezultatów. Zatem rząd USA zadłuża się w walucie, którą kontroluje i którą może wyemitować w dowolnych ilościach po koszcie zbliżonym do zera. Zresztą w latach 2009-13 Rezerwa Federalna w praktyce pokrywała sporą część deficytów rządu federalnego, prowadząc politykę „ilościowego luzowania” (QE). W razie jakichś problemów Fed po prostu wykreuje tyle dolarów, ile będzie potrzebował Biały Dom. Formalnie więc wypłacalność rządu Stanów Zjednoczonych nie jest zagrożona.

Ale nie oznacza to, że Dondal Trump i jego następca mogą zadłużać kraj bez żadnych negatywnych konsekwencji. Po pierwsze, doświadczenie uczy, że nierozważna polityka fiskalna zwykle jest źródłem wysokiej inflacji. Po drugie, nawet popyt na amerykańskie obligacje nie jest nieograniczony. W historii mieliśmy już sytuacje, gdy inwestorzy nie kwapili się do zakupów amerykańskich obligacji, podnosząc ich rentowności do trudno wyobrażalnych dziś poziomów 7-9 proc. Obecnie nawet 30-letnie papiery dłużne rządu USA płacą zaledwie 2 proc. Nie oznacza to jednak, że tak będzie zawsze.

Głównym ryzykiem utrzymywania tak wysokich deficytów przez tak dług czas jest postawienie na szali statusu dolara jako globalnej waluty rezerwowej. Jeszcze żadne mocarstwo w dziejach nie osiągnęło takiej pozycji, aby zadłużać się bez końca. Nawet potęga Stanów Zjednoczonych kiedyś natrafi na swoje granice. I zapewne będą to limity liczone w dolarze.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Kolany

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu