W czasie pandemicznej hossy na warszawskiej giełdzie mało było spółek tak gorących, jak Biomed Lublin. Kapitalizacja firmy farmaceutycznej, która jeszcze na początku 2020 r. wynosiła ok. 60 mln zł, w szczytowym momencie przekroczyła 1 mld zł, a wysokie obroty sprawiały, że w grę zaczęło nawet wchodzić jej wejście w skład indeksu WIG20 (skończyło się na mWIG40).
Inwestorów rozgrzewały przede wszystkim podsycane przez spółkę i osoby z jej otoczenia (na czele z senatorem PIS Grzegorzem Czelejem) nadzieje na opracowanie leku na covid przy wykorzystaniu osocza ozdrowieńców. Pod koniec ubiegłego roku resztki nadziei rozwiały się wraz z zakończeniem współfinansowanego z publicznych pieniędzy badania klinicznego, z którego wniosek brzmiał: „dodanie wytworzonej z osocza immunoglobuliny do standardowej terapii nie ma statystycznie istotnego wpływu" na wyniki leczenia.
Kurs Biomedu spadł, ale spółka nadal jest wyceniana na ok. 200 mln zł. Co poszło nie tak?
- „Lek na covid” to projekt, który przejąłem w spadku. Wszyscy powinniśmy rozumieć, że w początkowym okresie pandemii większość spółek biotechnologicznych chciała coś zrobić, ale oczywiście nie wszystko wyszło. Ampułki, których część mamy nadal „w magazynie”, potwierdzają nasze zdolności technologiczne do produkcji dobrych jakościowo immunoglobulin, więc z tej perspektywy się sprawdziliśmy i w 100 proc. wywiązaliśmy się z naszej roli jako konsorcjanta w projekcie finansowanym przez Agencję Badań Medycznych - mówi Maksymilian Świniarski, prezes Biomedu Lublin.
Spółka nadal prowadzi badania stabilności immunoglobulin, które „pokazują, że produkt zachowuje swoje parametry jakościowe".
- Wyniki badania klinicznego są jakie są i nie wypada mi tego komentować. Realizacja tego projektu nie pochłonęła dużych kwot z budżetu spółki, to była raczej inwestycja pod względem zasobów niż pieniędzy - mówi prezes Biomedu.

Nowe otwarcie
Maksymilian Świniarski do Biomedu przyszedł na początku tego roku. Ma dwie dekady doświadczenia w polskich oddziałach zagranicznych koncernów farmaceutycznych – zaczynał jako przedstawiciel handlowy, a potem stopniowo awansował. Był m.in. szefem polskiego oddziału Eli Lilly, a ostatnio szefem działu kardiologii i diabetologii w AstraZenece. Co przyciągnęło go do Biomedu?
- Przede wszystkim większa sprawczość niż w korporacji. Wierzę też, że spółka może się mocno rozwinąć – jej portfolio jest nowoczesne, wyjątkowe i perspektywiczne, a realizowane już projekty pozwolą na kilkakrotny wzrost przychodów w najbliższych latach. Biomed wymaga jednak optymalizacji i konsekwentnego realizowania strategii, bez porywania się na przekraczające jego możliwości projekty. Ja nie jestem kowbojem, nie sprzedaję kryptowalut, tylko leki, więc jednym z moich zadań jest też budowanie wizerunku Biomedu jako stabilnego, wiarygodnego partnera - mówi Maksymilian Świniarski.
W budowie wiarygodności pomaga wykonywanie zobowiązań układowych, bo Biomed, który w połowie poprzedniej dekady znalazł się na krawędzi upadłości, od 2016 r. spłaca wierzycielom długi, które na początku sięgały 93,5 mln zł.
- Spłata wszystkich zobowiązań idzie zgodnie z planem, w 2024 r. wypłacimy ostatnie raty – zapewnia prezes Biomedu.
Biomed Lublin jest postrzegany jako spółka spekulacyjna, a takiej łatki trudno się pozbyć. Ma w związku z tym swoją specyfikę czy nawet wyznawców i wielbicieli wśród drobnych inwestorów, choć ja wolałbym stabilny, konsekwentny przekaz. Na razie trudno powiedzieć, czy Biomed chce się pozycjonować jak dotychczas jako spółka mocno wzrostowa, czy jednak jako spółka „value", z silnymi fundamentami i zdolnością do wypłaty dywidendy w rozsądnym terminie. To są dwa różne światy. Na razie musi uporać się z nawisem obietnic, które nie znalazły pokrycia w wynikach, oraz zademonstrować, że jest zdolna do konsekwentnego realizowania określonych przychodów i marż w perspektywie co najmniej kilku kwartałów. Wszystko to trzeba zrobić w trudnym momencie dla całego rynku, gdy nawet wyraźnie poprawiające przychody spółki z GPW i innych giełd potrafią mocno spadać. W przypadku Biomedu kuracja będzie trochę trwała, nim inwestorzy uwierzą w fundamenty spółki i nie będą oczekiwali dyskonta przy zakupach.
Lekowy fundament
Tymczasem spółka w ubiegłym roku miała 41,15 mln zł przychodów (o 2,5 proc. więcej niż rok wcześniej) i 4,25 mln zł czystego zysku. Za 44 proc. jej sprzedaży odpowiada distreptaza, czyli lek wykorzystywany m.in. w leczeniu zapalenia przydatków i hemoroidów.
- Około 10 proc. sprzedaży distreptazy zapewniał rynek ukraiński, więc bierzemy pod uwagę spadek przychodów, ale z drugiej strony widzimy, że popyt w Polsce wzrósł proporcjonalnie do liczby uchodźców. Zwiększył się też popyt na inne leki, również za granicą – mówi Maksymilian Świniarski.
Drugą nogą biznesową jest opracowana ponad 100 lat temu szczepionka przeciwgruźlicza BCG i wytwarzany na jej bazie lek Onko BCG, wykorzystywany w leczeniu m.in. niezłośliwego nowotworu pęcherza. Ostatnio Biomed chwalił się nowym kontraktem na dostawy szczepionek do Rumunii.
- BCG to dla nas przyszłość – na całym świecie toczą się badania nad zastosowaniem wykorzystywanych w szczepionkach bakterii w leczeniu innych chorób, przede wszystkim cukrzycy typu I, ale też np. Alzheimera. Jesteśmy jedną z kilku firm w Europie z kompetencjami w tym zakresie, w najbliższych latach znacznie zwiększymy produkcję i liczymy, że przy pomocy dotacji i partnerstw z większymi firmami farmaceutycznymi będziemy mogli prowadzić prace nad nowymi zastosowaniami BCG - mówi prezes Biomedu.
Odrębną gałęzią biznesową są produkty wykorzystujące przetworzone osocze ludzkie, m.in. Gamma Anty-D, stosowana w profilaktyce konfliktu matczyno-płodowego. Poprzednie zarządy Biomedu wiązały duże nadzieje z rozwojem w tej kategorii. Teraz jest inaczej.
- W branży farmaceutycznej trudno myśleć o dużej sprzedaży leku, jeśli nie ma się pewności w sprawie dostaw substancji czynnej. My w tym przypadku nie mamy gwarancji zwiększenia dostaw osocza i badania prowadzone w trakcie pandemii wykazały, że nawet w wyjątkowej sytuacji trudno jest je zapewnić w odpowiedniej ilości. Dlatego teraz nie będziemy się koncentrować na tej kategorii, mamy inne priorytety – informuje Maksymilian Świniarski.

Inwestycyjne koszty
Przychody Biomedu mają rosnąć dzięki nowemu zakładowi w Lublinie, który znacznie zwiększy możliwości produkcji szczepionki i Onko BCG. Ma powstać za trzy lata.
- Obecne moce nie pozwalają na pełne zaspokojenie popytu w podstawowych zastosowaniach Onko BCG, nie mówiąc już o potencjalnych nowych, a także o nowych rynkach zagranicznych, na których prowadzimy procesy rejestracyjne. Dzięki inwestycji nasze moce wzrosną czterokrotnie, a przychody z tej linii biznesowej – pięciokrotnie. Wolumen to jedno, ale sposób podania pacjentowi to kolejna ważna zmiana, nad którą pracujemy. W związku z tym produkty z nowych zakładów będą jeszcze bardziej konkurencyjne -- tłumaczy Maksymilian Świniarski.
Spółka jeszcze w 2020 r. pozyskała 29 mln zł dotacji na budowę zakładu i przewidywała, że koszt projektu zamknie się w 60 mln zł. Na pewno jednak będzie drożej – ostatnio koszty szacowano na 72 mln zł.
- Na dniach otworzymy oferty w przetargu na budowę zakładu. Widzimy rosnące ceny materiałów budowlanych i oczywiście bierzemy pod uwagę, że oferenci mogą proponować wyższe kwoty, niż szacowaliśmy. Mamy jednak możliwość zwiększenia budżetu w rozsądnej skali – zapewnia prezes Biomedu.
