Bitwa o zarząd P KO BP

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2011-04-01 00:00

To już nie jest przeciąganie liny, ale otwarta wojna. Dzisiaj kończy się zawieszenie broni. Kto wygra?

Prezes banku pozostaje w pozie Rejtana, choć skarb straszy zarządem komisarycznym

To już nie jest przeciąganie liny, ale otwarta wojna. Dzisiaj kończy się zawieszenie broni. Kto wygra?

Dzisiaj kończy się konkurs na obsadę stanowisk w zarządzie PKO BP. Nikt nie oczekiwał, że kwalifikacje odbędą się łatwo i bez zgrzytów. Ale mało kto spodziewał się, że sprawy przybiorą taki obrót. Dzisiaj rano rada nadzorcza spotka się z prezesem banku, żeby przedstawić mu kandydatów na sześć posad w kierownictwie. Spośród nich dobierze sobie współpracowników. Z naszych informacji wynika, że nie zgodzi się na dwie osoby.

Zbigniew Jagiełło, szef PKO BP, już od środy wie, co zaproponuje mu rada. Przesłuchania kandydatów zaczęły się w poniedziałek i były kontynuowane dwa dni później. Nie było większych problemów z obsadą czterech stanowisk: szefa pionu IT, finansów, inwestycji oraz korporacji. Problem od samego początku konkursu stanowiły nominacje do dwóch funkcji kluczowych w banku: wiceprezesa ds. detalicznych (przynosi 85 proc. przychodów banku) oraz ds. ryzyka (trzyma w ręce klucz do kurka z kredytami). Według nieoficjalnych informacji, w tych dwóch fotelach resort skarbu, większościowy akcjonariusz banku, chciał posadzić Jacka Obłękowskiego oraz Krzysztofa Dresslera. Podobno — to też niepotwierdzone informacje — kilka tygodni temu resort zawarł w tej sprawie rodzaj niepisanej umowy ze Zbigniewem Jagiełłą, że wskaże właśnie te dwie kandydatury. Osoby zbliżone do banku twierdzą, że tak nieformalne rozmowy rozumiał może resort. Szef PKO BP cały czas miał mówić, że nie może wskazać kandydatów przed rozstrzygnięciem konkursu i odwoływał się do zgodnej z ładem korporacyjnym procedury.

Czeski film

W ubiegłym tygodniu, kiedy oferty na konkurs już wpłynęły, prezes Jagiełło zakomunikował resortowi skarbu, że nie godzi się na te dwie kandydatury: Krzysztofa Dresslera dlatego, że stracił do niego zaufanie i Jacka Obłękowskiego, bo po prostu nie chce go w swoim zespole. Zbigniew Jagiełło był zdecydowany, by nie ulec presji ze strony resortu. Na stanowisko szefa detalu chciał wprowadzić Jakuba Papierskiego, obecnie wiceprezesa ds. inwestycji. Prezes mógł się czuć względnie bezpiecznie, ponieważ miał po swojej stronie większość rady nadzorczej, która na początku marca niemal jednogłośnie (przy jednym głosie wstrzymującym się) powierzyła mu stanowisko na kolejną kadencję. Tak jeszcze wydawało się w poniedziałek, kiedy zaczęły się przesłuchania kandydatów. Po pierwszym dniu wciąż był impas. Resort upierał się przy swoim, prezes przy swoim. Według naszych informacji, we wtorek szef banku zaproponował następujące nieformalne porozumienie: Jakub Papierski wycofuje kandydaturę na szefa detalu i to samo robi Jacek Obłękowski. Po zakończeniu konkursu strony mogłyby w spokoju ustalić kompromisową kandydaturę na wakujące stanowisko. Propozycja została zaakceptowana. Jakub Papierski wycofał aplikację. W środę, w południe, kiedy przesłuchania były kontynuowane, na rozmowę kwalifikacyjną stawił się jednak Jacek Obłękowski. Więcej, okazało się, że w radzie nadzorczej urosła grupa zwolenników resortu skarbu: z dwóch do czterech członków. W środowy wieczór głosami cztery do trzech przegłosowali kandydatury Krzysztofa Dresslera oraz Jacka Obłękowskiego. Zgodnie z regulaminem rada może zaproponować prezesowi kilka osób, jednak oty, razem drzuciła ona pozostałe aplikacje. Następnie rada przedstawiła wskazane kandydatury prezesowi wnioskując, aby wybór członków zarządu przełożyć na czwartek.

— Obrady były bardzo burzliwe. Padały sugestie, że jeśli prezes nie wybierze zarządu, ministerstwo wprowadzi zarząd komisaryczny w banku. Posiedzenie rady zostało przełożone na piątek, by zyskać czas na ochłonięcie i próbę osiągnięcia kompromisu — mówi jeden z naszych rozmówców.

Zespół z werwą

Prof. Jan Bossak, członek rady nadzorczej, mówi, że członkowie dokonali samodzielnego wyboru i nie zgadza się z sugestiami, że ktokolwiek naciskał w sprawie kandydatów.

— Rada postawiła na kontynuację pracy zarządu, którego kompetencje wysoko ocenia. Absolutnie nie potwierdzam insynuacji o rzekomych naciskach. Byłbym może nawet skłonny oczekiwać bardziej wyrazistego stanowiska ze strony właściciela — mówi prof. Bossak.

Przyznaje, że i kontrowersje i emocje w związku z wyborami były, co kładzie na karb temperamentów uczestników konkursu.

— Mamy kompetentny zespół, ale z charakterami. Mamy do czynienia z wysokiej klasy specjalistami oraz indywidualnościami, którym czasem może być trudno współpracować, ale to nie przeszkadza, by tworzyć sprawny zarząd. Być może potrzeba trochę czasu, by emocje opadły. Poczekałbym na dzisiejsze posiedzenie rady — mówi prof. Bossak.

Według naszych informacji, szanse na kompromis są niewielkie. Nasi rozmówcy twierdzą, że dzisiaj na porannym spotkaniu z radą prezes Jagiełło nie zgodzi się na kandydatury Jacka Obłękowskiego oraz Krzysztofa Dresslera.

— Jeśli prezes zakwestionuje wybór rady, będzie musiał poprzeć swoje stanowisko argumentami — mówi prof. Bossak.

Cezary Banasiński, szef rady nadzorczej PKO BP, tonuje emocje wokół konkursu i zaleca, by w całej sprawie nie dopatrywać się sensacji. Uważa, że nawet jeśli prezes Jagiełło nie wskaże następców, to nic strasznego się nie stanie.

— Zgodnie z regulaminem, w takiej sytuacji rozpisywany jest nowy konkurs na wakujące stanowisko — mówi Cezary Banasiński.

W przeszłości taka sytuacja wydarzyła się pod rządami Jerzego Pruskiego, który dwukrotnie nie chciał przystać na proponowanego przez radę szefa korporacji.

Jacek Obłękowski oraz Krzysztof Dressler odmówili komentarza w sprawie konkursu. Michał Wewiór, rzecznik resortu skarbu, mówi, że ministerstwo nie ma wpływu na obsadę stanowisk w zarządzie PKO BP. Kadencja nowego kierownictwa zaczyna się 19 maja.