Bitwa Warszawska 2006

Adam Sofuł
19-07-2006, 00:00

Premier Jarosław Kaczyński, wręczając Kazimierzowi Marcinkiewiczowi nominację na komisarza stolicy, obdarował go płytą Czesława Niemena i życzeniami, by „spełnił się sen o Warszawie”. Marcinkiewicz również odpowiedział cytatem z artysty, stwierdzając, że „Dziwny jest ten świat”. Rzeczywiście. Jeszcze kilka tygodni temu Marcinkiewicz stał na czele rządu jako najpopularniejszy polityk w kraju, brylował w mediach i jeździł po kraju z gospodarskimi wizytami. Dziś musi ruszać do walki o utrzymanie się w politycznej pierwszej lidze, a tylko posada prezydenta stolicy po jesiennych wyborach samorządowych gwarantuje mu taką pozycję.

Na pozór Marcinkiewicz nie ma powodów do niepokoju — w pierwszych sondażach wypadł imponująco, dystansując konkurentów, w tym najgroźniejszą rywalkę do prezydenckiego fotela Hanną Gronkiewicz-Waltz. Ponadto może liczyć na wsparcie w kampanii ze strony rządzącej partii, potężnym kapitałem jest też jego osobista popularność i swoboda, z jaką występuje w mediach. A tej brakuje jego konkurentce. Jednak musi się przygotować na morderczą rozgrywkę, której wynik jest mocno niepewny

Wybory samorządowe będą bowiem swoistą dogrywką, czy może raczej trzecią rundą politycznego pojedynku między Prawem i Sprawiedliwością i Platformą Obywatelską. Bój o fotel prezydenta stolicy jest dla obu partii kwestią prestiżu — obie zgodnie twierdzą, że zwycięstwo w wyborach na prezydenta stolicy będzie w istocie tryumfem w całych wyborach samorządowych. Polityczna stawka jest więc ogromna i Marcinkiewicz już nie może liczyć na taryfę ulgową ze strony Platformy Obywatelskiej, z jaką miał często do czynienia na posadzie premiera. Platforma zresztą już zrobiła byłemu premierowi psikusa, domagając się, by na czas kampanii wyborczej wziął urlop bezpłatny z posady komisarza stolicy. Marcinkiewicz oczywiście tego nie zrobi, bo pozbawiłby się ważnego atutu w wyborach i podczas kampanii wysłucha z tego powodu wielu gorzkich słów. Z kolei PiS zapewne nie zawaha się przed wezwaniem kandydatki PO przed bankową komisję śledczą, oczywiście w najgorętszym momencie kampanii.

Mieszkańcy stolicy będą więc świadkami fascynującej kampanii (oczywiście jeśli lubią polityczne thrillery), ale niewiele się z niej dowiedzą o pomysłach kandydatów na rządzenie miastem. Przy całym szacunku dla byłego premiera trudno jako podstawę programu dla stolicy traktować zapowiedź, że w całej Warszawie będzie darmowy dostęp do radiowego internetu. Można by złośliwe dodać, że chyba po to, by stojący w codziennych korkach kierowcy zabijali czas, surfując po sieci. Gwoli sprawiedliwości — zapowiedzi kontrkandydatów Marcinkiewicza nie są o wiele bardziej konkretne. Wszystko więc wskazuje na to, że swój sen o Warszawie spełni tylko zwycięzca tych wyborów. Warszawiacy na spełnienie swoich będą musieli nieco poczekać. Nie może być inaczej, gdy stolica jest traktowana jako polityczne trofeum, a nie jako pakiet problemów, które należy rozwiązać. Ale to specyfika wszystkich polskich wyborów, więc dlaczego w Warszawie miałoby być inaczej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Bitwa Warszawska 2006