Biuro Aladin zniknęło z rynku

Lesław Kretowicz
opublikowano: 2003-06-06 00:00

Biuro podróży Aladin zniknęło z polskiego rynku turystycznego. Prawdopodobnie tunezyjscy właściciele uciekli z Polski z pieniędzmi swoich klientów.

Po upadku kilku firm turystycznych w ubiegłym roku przyszedł czas na kolejne. Według naszych informacji, w środę z pieniędzmi klientów zniknęli właściciele jednego z największych warszawskich operatorów — firmy Aladin.

Właścicielami firmy z siedzibą w Warszawie przy ul. Tamka 49 są obywatele tunezyjscy, a szefem jest Noureddine Marhag. Z nieoficjalnych informacji wynika, że na początku tygodnia uciekł on z kraju z blisko 230 tys. zł swoich klientów. Dodatkowo na wycieczkach, zorganizowanych przez Aladina, za granicą przebywa około 200 osób, które nie mają zagwarantowanej możliwości powrotu do Polski. Organizacją ich przyjazdu zajmuje się Mazowiecki Urząd Wojewódzki, koszty poniesie ubezpieczyciel — olsztyński oddział Warty. Klienci biura mają zagwarantowany zwrot wpłaconych pieniędzy do wysokości 1000 EUR (około 4,46 tys. zł).

Tunezyjskie biuro przeżywało kłopoty już w ubiegłym roku. Wówczas firmie udało się wyjść na prostą.

Zdaniem ekspertów, upadek warszawskiego biura podróży może być preludium do kolejnych bankructw w branży. Przypadek Aladina pokazuje złą sytuację na rynku. Zdecydowała o tym stagnacja oraz zagrożenie SARS.

Jednak prawdziwą zmorą polskich biur podróży, zdaniem ekspertów, są częste zmiany w przepisach. Np. nowe zasady działalności funduszy świadczeń socjalnych, które znacznie ograniczyły możliwości przeznaczania tych środków na wypoczynek rodzin pracowników.

— Imprezy i oferty turystyczne przygotowuje się co najmniej z rocznym wyprzedzeniem. Firmy podpisują umowy z kontrahentami, inwestują w hotele, środki transportu. Zmiana przepisów kilka miesięcy przed sezonem turystycznym jest niedopuszczalna. Nie zdziwi mnie więc duża liczba bankructw lub zamykanych biur w tym roku — mówi Jan Korsak, prezes Polskiej Izby Turystyki.