BIUROKRACJA WYDŁUŻA CZAS PRZEPROWADZEK

Zgutka Małgorzata
03-02-1999, 00:00

BIUROKRACJA WYDŁUŻA CZAS PRZEPROWADZEK

Obcokrajowcy przywożą nowoczesne meble, a wyjeżdżają ze starymi

WIATR W OCZY: Pracy nie ułatwiają nam przepisy ruchu drogowego. Niewiele jest miejsc, do których można bez problemu dojechać ciężarówkami. Nie da się legalnie wykonać przeprowadzki ze Starego Miasta w Warszawie — wyjaśnia Michał Łazorek, właściciel firmy Amtar.

fot. Grzegorz Kawecki

Rynek przeprowadzek jest pojemny. W Polsce obok firm ze stuletnią tradycją funkcjonują i te założone dopiero wczoraj. Taką działalność może otworzyć każdy, kto ma ciężarówkę i wynajmie kilku ludzi. Nie wszyscy jednak są w stanie sprostać wymaganiom coraz bardziej wybrednych klientów.

Dzisiaj aż trudno w to uwierzyć, ale w latach 70. i 80. do firm zajmujących się przeprowadzkami ustawiały się kolejki. W kraju było ich zaledwie kilka. Teraz w każdym mieście działa przynajmniej kilkadziesiąt takich podmiotów.

Prawdziwe eldorado

— Firmy zajmujące się przeprowadzkami zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu na początku lat 90. Pojawił się wówczas ich nowy klient — prywatne przedsiębiorstwa korzystające masowo z tych usług — mówi Maria Nowicka z firmy „Przeprowadzki Nowicki”.

Wraz z zachodnimi podmiotami do Polski przyjechały i zadomowiły się tutaj międzynarodowe firmy przeprowadzkowo-przesiedleńcze. Przed dziesięciu laty nasz rynek jawił im się jako istne eldorado.

— Ktoś musiał przeprowadzić do Polski zachodnich menegerów, którzy otwierali tu przedstawicielstwa swoich firm. Wiadomo było, że powstanie ich coraz więcej, a my będziemy mieli co robić, bo polskie firmy w przeprowadzkach międzynarodowych nie miały dużego doświadczenia — wyjaśnia Marek Cibor, dyrektor ds. rozwoju w Allied Pickfords Polska.

Według niego, do sześciu dużych zachodnich firm przeprowadzkowych działających nad Wisłą niedługo dołączą następne. Obliczył, że jeszcze przez co najmniej 5 lat będą one miały w Polsce sporo do zrobienia.

— Polska zajmuje w Europie Środkowo-Wschodniej drugie miejsce po Moskwie pod względem liczby organizowanych do niej przeprowadzek. Z ludzi przesiedlających się do naszego kraju 95 proc. przyjeżdża do Warszawy — wyjaśnia Marek Cibor.

Nie żałują pieniędzy

Większość obcokrajowców, przyjeżdżając nad Wisłę, ściąga tu cały swój dobytek.

— Firmy traktują poważnie przesiedlenia swoich pracowników. Wiedzą, że od tego często zależy ich komfort pracy. Pan John, nie przywożąc tu swojej piłki baseballowej, którą wygrał mistrzostwa Harvardu, nie pracowałby w pełni wydajnie — żartuje Marek Cibor.

Większość klientów korzysta z kompleksowej usługi „od drzwi do drzwi”.

— Klient wychodzi i zostawia nam dom w pełni urządzony. Wolimy, by sam niczego nie pakował. My robimy to za niego. Ubrania układamy do specjalnych szaf. Podczas przeprowadzki nie mogą sie pognieść. Szkło pakujemy do pudełek, które nawet przy upadku chronią je przed stłuczeniem. My również zajmujemy się rozpakowywaniem i układaniem rzeczy już na miejscu — wyjaśnia Marek Gonicki, dyrektor holenderskiego Corstjens Warsaw Movers.

Przyznaje, że są obcokrajowcy, którzy przywożą kilka metrów sześciennych dobytku, a wywożą kilkanaście. Są to z reguły stare (lub stylizowane na takie) meble i instrumenty.

Piasek z piaskownicy

Obcokrajowcy przyjeżdżający do Polski potrafią zaskoczyć i zadziwić pracowników firm przeprowadzkowych.

— Polska wciąż jawi się jako kraj nieznany. Wielu lubi zabezpieczyć się na każdą ewentualność i zwozi tu niemal wszystko — wyjaśnia Piotr Piekarowicz z AGS.

Koreańczycy ponoć przywożą tu ogromne ilości swojego jedzenia. Na porządku dziennym jest zabieranie ze sobą roślin w doniczkach. Niektórzy życzą sobie, by na nowe miejsce przetransportować również piasek z piaskownicy dziecka.

— Nie zapominają też o swoich zwierzętach. W kwestii kotów i psów doszliśmy do perfekcji. Od czasu do czasu zdarzają się oryginalniejsze okazy, np. pająki, żółwie — tłumaczy Marek Cibor.

Przyznaje, że dobrych kilka miesięcy trwało przygotowanie wykonywanej przez jego firmę przeprowadzki 30 ryb tropikalnych.

— Ryby nie mogły być w jednym akwarium, bo były dla siebie niebezpieczne. Oprócz tego musiały one mieć odpowiednią temperaturę wody i jej zasolenie — wyjaśnia Marek Cibor.

Twierdzi, że przeprowadzka jest tym droższa, im bardziej niezwykłe i trudne do przewiezienia rzeczy pracownik chce z sobą zabrać. W Polsce na porządku dziennym są rachunki wysokości 30-40 tys. dolarów.

Polskie nie sprostają

Przeprowadzkami międzynarodowymi próbują zajmować się również firmy polskie.

— One są najbardziej opłacalne. Powoli przymierzamy się do uruchomienia przesiedleń mienia między krajami. Na to jednak potrzebne są ogromne pieniądze — wyjaśnia Michał Łazorek, właściciel firmy Amtar.

Zdaniem Marka Gonickiego, polskim firmom trudno będzie wejść na rynek międzynarodowy. Pracowników dużych zagranicznych firm zwykle na całym świecie przeprowadzają te same podmioty.

— Jest to zamknięty rynek. By osiągnąć na nim sukces, trzeba działać na arenie międzynarodowej. Sam koszt członkostwa w światowych organizacjach przeprowadzkowych sięga kilkudziesięciu tysięcy dolarów — tłumaczy Marek Cibor.

Przyznaje, że polskie firmy są konkurencyjne na własnym, krajowym podwórku.

— Polskie firmy rosną w siłę. Przebijają nas cenowo, nie odbiegając jakością świadczonych usług w kraju — tłumaczy Marek Gonicki.

Wszyscy mogą

Na krajowym rynku jest w czym wybierać. Mnożą się małe kilkuosobowe podmioty. Tymczasem ludzie zmieniając miejsce zamieszkania szukają firm z tradycjami.

— Konkurencja jest ogromna. My jedziemy „na nazwisku”. Małe próbują walczyć obniżając ceny. Niektórzy psują rynek oszustwami. Obiecują, że przyjadą i nie pojawiają się. Czasami przy przeprowadzkach giną rzeczy — wyjaśnia Maria Nowicka.

Jej zdaniem, nie będzie na rynku porządku dopóki każdy będzie mógł otworzyć taką działalność.

— Kiedyś trzeba było mieć koncesję. A teraz nie wymagają nawet zaświadczenia o niekaralności — żali się Maria Nowicka.

TRWA TYGODNIAMI: W Polsce nadal panuje potworna biurokracja. Procedury i dokumenty potrzebne przy wywożeniu mienia za granicę załatwia się tygodniami. Pod tym względem naszej firmie w Holandii pracuje się o wiele łatwiej — narzeka Marek Gonicki z Corstjens Warsaw Movers.

fot. Małgorzata Pstrągowska

Małgorzata Zgutka

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Zgutka Małgorzata

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / BIUROKRACJA WYDŁUŻA CZAS PRZEPROWADZEK