Polacy nie gęsi i swój język mają, ale angielskim potrafią posługiwać się w pracy całkiem nieźle — wynika z najnowszej, trzeciej, edycji raportu EF EPI-c przygotowanego przez firmę Education First, która organizuje kursy językowe. W badaniu wzięło udział ponad 510 tys. osób: pracowników 2078 firm i administracji rządowej z 40 krajów.

Autorzy raportu ocenili znajomość angielskiego wśród 16 branż. Najlepiej znają angielski pracownicy firm konsultingowych i inżynieryjnych, dość dobrze jest w branży żywności, napojów i tytoniowej, księgowej, bankowej i finansowej czy IT. Najsłabiej język angielski znają pracownicy branży logistycznej, co dziwi, bo przecież to sektor międzynarodowy. Drugą od końca niechlubną pozycję zajęli pracownicy sektora publicznego, a trzecią — edukacji.
Zaobserwowano też trendy regionalne. Europejczycy są dość biegli w języku Szekspira i siedem krajów z pierwszej dziesiątki należy do UE. Ranking zamykają kraje Ameryki Południowej. Kobiety są zwykle lepsze od mężczyzn, wyjątkiem są zarządy firm — tu mężczyźni nieznacznie wyprzedzają swoje koleżanki. Jednak członkowie zarządów zwykle mówią po angielsku gorzej niż podlegający im menedżerowie. To najpewniej efekt różnicy generacji — wnioskują autorzy raportu.
Znajomość angielskiego zależy też od wielkości firmy. Te z przychodami 10-60 mld USD mają najlepszych lingwistów, firmy z obrotami poniżej 10 mld USD mają największe braki, a największe koncerny, z przychodami przekraczającymi 60 mld USD, mają pracowników z biegłym angielskim — to osoby pracujące za granicą, oraz mówiących znacznie gorzej — lokalnie zatrudnionych. Z raportu wynika jednak, że nawet najlepsze nacje (Holendrzy) i najlepsze branże (konsulting) nie dostałyby w polskiej szkole nawet czwórki. Wniosek jest jeden: pracownicy — do nauki angielskiego!
