Biznes otwiera podwoje dla sztuki

Renata Zawadzka
opublikowano: 1999-05-20 00:00

Biznes otwiera podwoje dla sztuki

Mimo ulewnego deszczu i konkurencyjnego występu Marthy Argerich w Teatrze Wielkim, na wernisaż wystawy plakatu Nieślubne Dzieci Toulouse-Lautreca przybyła więcej niż setka mieszkańców stolicy.

To wydarzenie nie miałoby miejsca bez dobrej woli Michała Poniża, prywatnego kolekcjonera, i wsparcia innych donatorów. O pieniądzach dżentelmeni nie mówią. Toteż nie sposób było dowiedzieć się, ile kto wyłożył. Faktem jest natomiast, że Muzeum Plakatu nie byłoby w stanie zorganizować tej wystawy bez pomocy finansowej Banku Handlowego w Warszawie, Statoil i marki Taste of Life Johnnie Walker.

— Mamy dobrą rękę do dotowania imprez pozostawiających trwały ślad w kulturze. W ubiegłym roku sponsorowaliśmy bardzo dużą wystawę Skarby Kremla, dofinansowujemy Rok Chopinowski w filharmonii, mamy swój udział w odtworzeniu partytury Pasji Józefa Elsnera. W ubiegłym tygodniu zawiozłem ją do papieża. Na własną rękę już czynię starania, by usłyszał ją we Włoszech w wykonaniu Warszawskiej Opery Kameralnej — mówi Tadeusz Milewski, dyrektor sekretariatu generalnego Banku Handlowego w Warszawie.

Donatorzy nie ukrywają, że zależy im na pozytywnych skojarzeniach, jakie niesie łączenie ich własnych produktów ze sztuką. Tego typu działań nie da się jednak bezpośrednio przełożyć na korzyści, bo, jak twierdzi Tadeusz Milewski, nie sposób przewidzieć, ilu potencjalnych klientów banku dostrzeże ten związek. W tym przypadku może niewielu, bowiem plakaty są ulotne. Pojawiają się, informują o czymś iÉ znikają jak motyle. Zebrane w muzeum fascynują swą urodą — mają swój wiek i odmienną siłę oddziaływania od tych najnowszych, spod komputerowej sztancy.

Trudno nie zatrzymać się przed afiszem Toulouse-Lautreca zachęcającym do wizyty w Moulin Rouge, również dziewiętnastowiecznymi plakatami Julesa Chereta i Jeana de Paleologue a czy współczesnymi dziełami rodzimych artystów: Jana Młodożeńca, Franciszka Starowieyskiego czy Waldemara Świerzego.

Michał Poniż, prywatny kolekcjoner, jest właścicielem prawie wszystkich, z wyjątkiem trzech, wystawionych tu dzieł sztuki użytkowej. Z kilkoma ulubionymi wyjechał w latach siedemdziesiątych do Ameryki. Nowe zdobywał różnymi sposobami: wyszukiwał na pchlich targach, w antykwariatach, kupował niekiedy — jak sam mówi — za wielkie pieniądze i wymieniał z innymi pasjonatami.

NOWA WARTOŚĆ: Plakat jest dziełem sztuki, do którego każdy ma dostęp. Mijamy je na przystankach, murach, słupach ogłoszeniowych. Urodę dostrzegamy dopiero wtedy, gdy znajdą się na wystawie.

DOBRY PRODUKT: Teraz, kiedy mamy ofertę bankową także dla indywidualnego odbiorcy, tym bardziej zależy nam, by nasze produkty były identyfikowane z dobrą sztuką — od muzyki klasycznej aż po plakat — mówi Tadeusz Milewski, dyrektor sekretariatu generalnego Banku Handlowego w Warszawie.

UDAŁO SIĘ: Wielką pomocą służyła mi pani Magda Kurpik, kurator Muzeum Plakatu. To jej staraniom zawdzięczamy, że muzeum w Amsterdamie wypożyczyło nam plakat Toulouse-Lautreca do Moulin Rouge. To ewenement — mówi Michał Poniż (na fotografii z Magdaleną Kurpik).

SOLIDARNI: Michał Poniż jest gwiazdą polskiego golfa. Toteż na wernisaż przyszło całe nasze towarzystwo golfowe oddać cześć jego drugiej pasji — mówi Andrzej Jesionek, prezes zarządu PZL (na fotografii po lewej, w towarzystwie Andrzeja Wierzby, który swoją pracą też przyczynił się do powstania tej wystawy).

NIE TYLKO URODA: Nigdy nie kolekcjonowałam plakatów, choć robi to wielu moich znajomych. Jestem natomiast częstym gościem w Muzeum Plakatu. To bardzo miłe miejsce. Oglądam plakaty nie tylko jako dzieła sztuki, ale także jako jedno z narzędzi reklamy. Czasem zdarza się, że są źródłem inspiracji. W końcu agencje PR, choć działają odmiennie od reklamowych, należą do tej samej rodziny — zwierza się Joanna Szaban, współwłaścicielka Active Communications.