Szefowie polskich firm spożywczych liczą na to, że obniżenie stawek celnych rozrusza nasz handel z Ukrainą i go ucywilizuje.
Wielu prezesów pytanych przez „PB” było zaskoczonych informacją o obniżce ceł. Nie ukrywają jednak, że to dobra wiadomość. Choć na cuda (czyli rekordy sprzedaży) nie liczą.
Edmund Borawski
prezes SM Mlekpol
W ostatnim czasie nie eksportowaliśmy naszych wyrobów na Ukrainę, bo się to nie opłacało. Jednak teraz, dzięki obniżeniu ceł, mamy już wstępne oferty współpracy nie tylko od ukraińskich firm handlowych, ale także zachodnioeuropejskich. Liczymy więc na poszerzenie rynku zbytu dla naszych serów, mleka i masła, tym bardziej że w ostatnim czasie produkcja mleka na Ukrainie nieco się załamała. Nieco czasu zajmie jednak dopełnienie formalności związanych z uruchomieniem eksportu.
Bogusław Miszczuk
prezes Sokołowa
Obniżka cła na mięso, przy obecnych cenach w Polsce, nie spowoduje rewolucji w handlu z Ukrainą. Co innego w przypadku żywych świń, których import szybko rośnie. W efekcie ich ceny na tzw. ścianie wschodniej znacznie przewyższają już średnią cenę w kraju.
Dyrektor handlowy jednej z dużych firm mleczarskich
To bardzo dobra wiadomość dla naszej firmy. Obniżka ceł powinna pomóc ucywilizować granicę i zlikwidować kontrabandę, która stanie się mniej opłacalna w stosunku do legalnego importu. Przemyt był do tej pory poważnym wyzwaniem dla uczciwych firm. Dzięki zmianom nasze wyroby staną się bardziej konkurencyjne na rynku ukraińskim. Państwu ukraińskiemu także się to opłaci.
Stanisław Cholewiak
prezes Hortino
Obniżka ceł powinna przysłużyć się polskim firmom, zwłaszcza działającym blisko wschodniej granicy. Trzeba jednak pamiętać, że rynek ukraiński jest jeszcze mało zamożny. Sprzedaż wyrobów, które nie należą do grupy produktów pierwszej potrzeby, ograniczona jest w praktyce tylko do dużych miast. Niezależnie od tego, jest to bardzo obiecujący rynek, na którym trzeba być obecnym. Mam nadzieję, że dzięki zmianom stawek celnych uda się zwiększyć eksport.