Biznesmen z beczką

opublikowano: 26-04-2018, 22:00

Jerzy Dąbrowski, prezes Bibby Financial Services, poznał smak życia przedsiębiorcy, dopiero gdy zaczął warzyć piwo.

Talent pozwala tworzyć doskonałe linie, niezwykłe historie, niezapomniane smaki. Uskrzydla. Przyspiesza bicie serca. Daje poczucie spełnienia. Przyjemność nad przyjemnościami. Czy takie emocje mają kartkę z napisem: zarezerwowane wyłącznie dla twórców? A co z takim, dajmy na to, przeciętniakiem, zwykłym odbiorcą, żadnym kreatorem cudów ponadczasowych?

Wyświetl galerię [1/2]

Fot. Marek Wiśniewski

— Każdy ma prawo do satysfakcji. Nie potrzebuję supertalentów, by czerpać przyjemność z życia. Wystarczy, że jestem smakoszem. Jem coś smacznego w miłym miejscu. Piję dobre piwo albo sączę dobre wino. Idę na ciekawy koncert. W ten sposób kolekcjonuję przyjemności. Życie staje się wysmakowane, wytrawne — uśmiecha się Jerzy Dąbrowski, dyrektor generalny i prezes spółki faktoringowej Bibby Financial Services.

Od dwóch lat piwowar amator, który nie chce zarabiać. Bo liczy się tylko przyjemność. I zero kompromisów.

Cash flow zamiast radiostacji

Wiosenne słońce powoli znika za panoramą warszawskiego city. Zegar na wieży Pałacu Kultury i Nauki wskazuje dziewiętnastą. Ludzie wracają do domów, robią zakupy albo szykują się do kina. Może pójdą pobiegać, potańczą salsę albo posiedzą w knajpie z towarzystwem zza biurka, rzucając co chwila zaimkami rzeczownymi: kto, kogo, z kim, no i komu. Wśród przechodniów z rozmaitymi planami na resztę dnia pojawia się ktoś, kto pcha wózek z 30-litrowym kegiem. Mężczyzna około czterdziestki w nietanim garniturze. W beczce chlupocze pszeniczna India Pale Ale. Wersja limitowana. Zasili nalewaki w jednym z craftowych pubów, które w ostatnich latach wyrastają w Polsce jak grzyby po deszczu.

— Co trzy miesiące wypuszczamy wersję testową. Mieliśmy już piwa mocno słodowe, typowo belgijskie. Warzyliśmy też ciemnego Stouta, American Pale Ale i brytyjskiego Special Bittera. Nazwaliśmy go Brewxit w nawiązaniu do brexitu. Nasz najnowszy produkt, pszeniczna IPA, ma całkiem dobry odbiór. Ale na tym zapewne nie skończymy poszukiwań trzeciego smaku — zapowiada Jerzy Dąbrowski.

Bo dwa smaki już ma, weszły do jego piwowarskiej produkcji na stałe: popisowy American India Pale Ale (AIPA) i bardzo intensywny pils.

— AIPA to piwo chmielone na zimno amerykańskimi chmielami. Łagodne, aksamitne, aromatyczne, a zarazem mocno goryczkowe z fajnym owocowym finiszem. Pils jest bardziej ostry, rześki i treściwy, z intensywną chmielową goryczką. Gdy poczęstowałem nim rodziców, stwierdzili, że smakuje tak, jak kiedyś smakowały piwa, które — według nich — już tak nie smakują. Zresztą wydaje mi się, że dziś piwowarzy nie tylko eksperymentują z coraz bardziej egzotycznymi recepturami, lecz równie chętnie szukają starych smaków naszych dziadków — mówi prezes Bibby Financial Services.

Jest fanem amerykańskiej IPA. To ten trunek, a właściwie jego brak, popchnął go do własnej produkcji. Ale historię biznesmena z beczką warto zacząć 25 lat wcześniej, by lepiej wpisała się w kontekst. W szkole średniej (technikum elektroniczne) nie myślał ani o warzeniu piwa, ani o finansach. Marzyła mu się… własna radiostacja. Dobre, wytrawne radio, w którym również prowadziłby własną audycję. Niestety, koniec końców to marzenie trafiło na półkę, bo po skończeniu technikum wylądował w Instytucie Ekonomii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Tam odkrył jeszcze większą pasję: ekonomię. A zwłaszcza makroekonomię. Jeszcze na studiach zaczął flirt z faktoringiem, który z czasem przerodził się w silny związek. Dziś jest fachowcem w obsłudze należności i ich zabezpieczaniu. Słowem, dopina cashflow.

Browar na kontrakcie

A co z tym piwem?

— Lubię. Ale dla smaku, nie dla ilości. Pewnego dnia po prostu tego smaku zabrakło. Nie mogłem znaleźć żadnego piwa, które trafiłoby w mój gust, więc dałem sobie spokój — wzdycha.

Rok później, będąc w delegacji w Gdańsku, trafił do hotelu, który ma własny browar. Wyjątkowo skusił się na piwo. Było to American IPA, o którym wcześniej nawet nie słyszał. Pierwsze dwa łyki i już wiedział, że to jest to. Napój idealny. Kupił butelkę i wrócił do Warszawy. Kilka tygodni później znów pojawił się w tym samym gdańskim hotelu. Wrócił z zamiarem zakupu co najmniej 20 butelek, ale spotkało go niemiłe zaskoczenie. Okazało się, że była to limitowana wersja, która już zeszła z beczek. Zaczął jej gorączkowo szukać w całej Polsce. Szczęśliwie niezawodny wujek „Gógl” stwierdził, że nad Wisłą — a był to 2013 r. — działa co najmniej dwóch dystrybutorów tego trunku. Mógł więc znów spokojnie usiąść nad kuflem i delektować się smakiem AIPA. Ale po pewnym czasie to już nie wystarczało. Chciał czegoś więcej, inaczej, na swoich warunkach i smaku. W końcu, razem z kolegą po finansowym fachu, postanowił, że będą mieli własne piwo.

— Nie wiedzieliśmy jednak, jak je zrobić. Zaczęliśmy się spotykać z domowymi piwowarami, by zrozumieć, na czym cały proces polega. Ale nie chcieliśmy warzyć domowymi metodami, tylko od razu profesjonalnie. Oczywiście nie obyło się bez pomocy, dobrych rad i podpowiedzi tych, którzy na warzeniu piwa zjedli zęby. Ostatecznie skorzystaliśmy z browaru kontraktowego i ze wsparciem fachowego piwowara, który jest zresztą taki jak my — lubi smakować życie — powstało piwo, jakie chcieliśmy. Po wielu miesiącach poszukiwania właściwego smaku i załatwiania formalności w końcu ruszyliśmy z produkcją i sprzedażą — wspomina Jerzy Dąbrowski.

Wspólnicy zainwestowali w to przedsięwzięcie własne oszczędności.

Biznes bez wynagrodzenia

Za pierwszym razem uwarzyli niewiele — tysiąc litrów. Nie działali w ciemno, biznesowe zacięcie torowało drogę i zanim zaczęli produkcję, mieli już punkty zainteresowane piwem. Premiera odbyła się dwa lata temu w jednej z warszawskich knajp. Był stres?

— Przeraźliwy. Na takiej degustacji pojawiają się prawdziwi amatorzy piwa, którzy mieli okazję spróbować naprawdę wielu różnych piw. A złych opinii zawsze się człowiek boi. Nie mogłem spać ze stresu przed tą premierą. A potem się okazało, że w ciągu wieczora zeszło prawie trzy pełne kegi. To oczywiście w dużym stopniu magia premiery, ale i tak widziałem, że wielu osobom posmakowało — opowiada finansista piwowar.

Pierwsza sprzedaż poszła gładko. Potem wspólnicy zaczęli przygotowywać i dostarczać kolejne serie. A piwne konkursy, które pomagają rozpowszechniać niszowe produkty?

— Boimy się. To chyba jeszcze długo nie dla nas czas — wyznaje szczerze Jerzy Dąbrowski.

Ale nowych inspiracji szuka dalej w polskich i zagranicznych pubach i craftowych sklepach.

— Chodzi o to, by piwo smakowało i nam, i naszym klientom. Nie interesuje nas kompromis, w którym klienci nas chwalą, a my nie jesteśmy do końca zadowoleni z tego, co uwarzyliśmy — podkreśla.

Piwna spółka rozprowadza swoje trunki w pubach craftowych, gdzie piwo kosztuje 9-13 zł, restauracjach i na imprezach branżowych. Powstał nawet dość liczny już nieformalny klub for free, czyli „43”, w którym złocisty trunek krąży wśród znajomych i rekomendowanych przez nich osób. W ten sposób tworzy się grupa amatorów AIPA i pilsa na bazie pomysłów finansistów piwowarów.

— Warzenie piwa jest naszym hobby. Ma dawać przede wszystkim radość, a nie duże pieniądze — zaznacza Jerzy Dąbrowski.

Na razie ambicją spółki jest… nie dokładać do interesu, czyli wychodzić na zero w corocznym bilansie. Oczywiście mniej więcej. — W końcu każdy z nas na co dzień ma inne zajęcia i nie musimy płacić sobie pensji z naszej działalności piwnej — zauważa piwowar.

Doktor Finance i Pan Beer

Jako finansista zawsze ostrzegał klientów przed hurraoptymizmem w negocjacjach z odbiorcami. Przypominał o podstawowych, wręcz banalnych zasadach żywcem wziętych z podręczników. Wiele razy mówił o konieczności sprawdzania nowych kontrahentów, sprzedaży za gotówkę lub wystawiania faktur na krótkie terminy.

— Gdy przedsiębiorca dostaje duży kontrakt typu „Złapałem pana Boga za nogi”, jest w stanie zgodzić się na wszystko, zwłaszcza na długie okresy odroczenia płatności. To jego najgorszy błąd. I co? I jako początkująca spółka popełniliśmy wszystkie możliwe błędy. Gdy tylko znaleźliśmy „dobrego” klienta, sprzedawaliśmy piwo „na termin”, nie sprawdzając najpierw, jakim jest płatnikiem. Liczyły się marka i adres. Potem zaczynały się kłopoty z odzyskaniem należności. Na szczęście mamy większą praktykę w windykacji, więc dla nas to mniej niebezpieczne niż dla osób, które nigdy nie miały do czynienia z odzyskiwaniem długów. Z drugiej strony mogę dziś rozmawiać z klientami, którym doradzam finansowo z zupełnie innej pozycji, czyli takiego samego przedsiębiorcy jak oni — opowiada prezes Bibby Finance Services.

Natomiast doświadczenie sprzedażowe przydało mu się branży piwnej.

— Dobry handlowiec sprzeda wszystko, ale pod jednym warunkiem: ma w swojej ofercie naprawdę dobry wyrób. Nie mógłbym nikomu zaproponować złych produktów. W dodatku bez względu na to, czy działam w branży finansowej, czy sprzedaję piwo, wśród moich klientów są również moi bliscy znajomi, a nawet rodzina. Nigdy nie polecę im ani faktoringu, ani piwa z myślą, że chcę tylko zarobić i nic więcej — tłumaczy Jerzy Dąbrowski.

Choć na razie swoją karierę zawodową powierza światu finansów, chciałby, żeby Polacy, zwłaszcza mieszkający poza wielkimi miastami, odkryli, że mają wybór nawet tak prostej rzeczy jak butelka piwa. Nie są skazani jedynie na dwa, trzy gatunki zawsze od tych samych producentów, ale mogą szukać i odkrywać oryginalne smaki. Jednocześnie zarzeka się, że nigdy nie zostanie potentatem piwnym.

— Nie mam ambicji, żeby nasze produkty sprzedawała każda stacja benzynowa, bo przy dużej skali trzeba iść na duże kompromisy. A ja zwyczajnie się boję dużej skali — ujawnia piwowar.

Cieszy się z nadejścia wiosny, bo to początek nowego sezonu piwnego.

— Oznacza to, że nowe osoby będą próbowały naszych trunków. Może zasmakują, tak jak my, w AIPA? — rozmarza się Jerzy Dąbrowski. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Kaczyńska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Biznesmen z beczką