Biznesowa Polska B dostanie pomoc

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2014-03-03 00:00

Rusza „Samorządowa Polska”, czyli pożyczki dla drobnych firm. A w tle prawdziwy gwiazdozbiór: Kwaśniewski, Buzek, Boni czy Niemczycki

Polska gospodarka to nie tylko wielkie fabryki i korporacje ze lśniących biurowców. W dużej części to drobni przedsiębiorcy, którzy ledwo wiążą koniec z końcem, a banki nawet nie chcą z nimi rozmawiać.

Pomysł Jerzego Bartnika, szefa ZRP, by stworzyć fundusz pożyczkowy
 dla mikrofirm, okazał się hitem. Podpisała się pod nim cała plejada
 znanych postaci z pogranicza polityki i biznesu [Fot. WM]
Pomysł Jerzego Bartnika, szefa ZRP, by stworzyć fundusz pożyczkowy dla mikrofirm, okazał się hitem. Podpisała się pod nim cała plejada znanych postaci z pogranicza polityki i biznesu [Fot. WM]
None
None

— Są zostawieni sami sobie, wykluczeni z rynku finansowego. Jeśli chcą się rozwijać, muszą ciułać pieniądze lub robić zrzutkę w rodzinie — mówi Jerzy Bartnik, prezes Związku Rzemiosła Polskiego (ZRP).

Właśnie z myślą o takich przedsiębiorcach powstaje projekt „Samorządowa Polska”, którego inicjatorem jest ZRP. Do inicjatywy przyłączyli się wpływowi politycy i inne organizacje pracodawców. Ma być ogólnopolskim systemem, który będzie udzielał drobnych, nisko oprocentowanych pożyczek dla mikro- i małych firm.

Drobne dla drobnych

„Samorządowa Polska” to złożona struktura, której nadrzędnym, koordynującym organem jest spółka Unia Gospodarcza (założona przez ZRP), a partnerami wykonawczymi mają być gminy. Mogą wchodzić do systemu, zakładając własne tzw. Lokalne Fundusze Pożyczkowe, czyli spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, będące współwłasnością gmin i Unii Gospodarczej. Na razie taki fundusz formalnie utworzyło 15 gmin (m.in. Przemyśl czy Dębica), a kolejne 80 nawiązało wstępne porozumienie.

— Żeby ten system wypalił, potrzebna jest ścisła współpraca z najniższymi strukturami administracji lokalnej, czyli gminami. Musimy być jak najbliżej przedsiębiorców, a żaden urząd nie ma do nich tak blisko jak gminy — tłumaczy Jerzy Bartnik.

Pożyczki udzielane przez „Samorządową Polskę” mają nie przekraczać 100 tys. zł, a w praktyce średnio nie powinny przekraczać 20 tys. Przy tak niewielkich kwotach szkodowość powinna być równie niewielka. System ma być non profit — odsetki od pożyczek mają iść wyłącznie na pokrycie kosztów administracyjnych i na nowe pożyczki. Jedynymi komercyjnymi podmiotami w tej machinie mają być jej operatorzy, głównie banki spółdzielcze.

— Operatorzy będą naszymi punktami kontaktowymi. To do nich będą przychodzili przedsiębiorcy i to tu będą składali wszelkie dokumenty — wyjaśnia Jerzy Bartnik.

Nadzieja w Brukseli

Pomysł utworzenia systemu pożyczek dla firm nie jest nowy. Zaświtał w głowie Jerzego Bartnika już sześć lat temu, jednak dopiero teraz nabiera realnych kształtów. Zaplecze ludzkie i biurowe jest gotowe, a spółki potrzebne do uruchomienia systemu są zarejestrowane (zarówno na szczeblu centralnym, jak i gminnym). W czwartek Unia Gospodarcza złożyła do Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju (MIR) wniosek o pierwszy grant, jeszcze z funduszy unijnych na lata 2007-13 (pieniądze muszą być wydane do 2015 r.).

— Chcemy wystartować z programem pilotażowym. Jeśli dostaniemy z MIR wsparcie — w formie dotacji lub pożyczki — będziemy mogli rozpocząć dystrybuowanie tego kapitału wśród przedsiębiorców. W pilotażu ma wziąć udział 20 gmin, w każdej do wzięcia będzie po kilka milionów złotych — tłumaczy Jarosław Grajkowski, wiceprezes Krajowego Funduszu Poręczeniowego (KFP), czyli jednej ze spółek „Samorządowej Polski”. W drugim kroku, w tym lub przyszłym roku, organizacja zamierza ubiegać się o naprawdę duże pieniądze, liczone w miliardach złotych. Będzie starać się o dotację bezpośrednio z Komisji Europejskiej.

— Zamierzamy przygotować wniosek w ciągu kilku miesięcy. Chcemy poczekać z tym do czasu, aż na dobre rozkręci się pilotaż, by zdobyte doświadczenia uwzględnić we wniosku o grant z Brukseli — tłumaczy Jarosław Grajkowski.

Pożyczki z gwiazdami

Choć pomysł „Samorządowej Polski” zrodził się w ZRP, to dziś ma poparcie dużej części środowiska biznesowego — w projekcie uczestniczą Krajowa Izba Gospodarcza (KIG), Business Centre Club i Pracodawcy RP. Ponadto twórcom inicjatywy udało się zgromadzić imponujące zaplecze eksperckie. Wśród doradców i w nadzorze aż roi się od znanych nazwisk. Współprzewodniczącymi tzw. Krajowej Rady Programowej są Jerzy Buzek i Aleksander Kwaśniewski. Zasiadają w niej też. m.in. Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki, Mirosław Gronicki, były minister finansów, Zbigniew Niemczycki, przedsiębiorca, jeden z najbogatszych Polaków, Andrzej Arendarski, prezes KIG, Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich, czy Elżbieta Suchocka-Roguska, doradca prezesa NBP i była wiceminister finansów. Szefem rady nadzorczej KFP jest Michał Boni, niedawny minister administracji i cyfryzacji, a różne stanowiska zajmują dawni prominentni politycy, m.in. Krzysztof Janik czy Jacek Piechota. Wniosek o dotację w imieniu Unii Gospodarczej przygotował natomiast Mirosław Marek, były prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

— Cieszę się, że udało nam się zbudować tak szeroką koalicję kompetentnych i poważanych osób w polskiej gospodarce — mówi Jerzy Bartnik.

Pod strzechy

Według Jerzego Kwiecińskiego, członka krajowej rady programowej „Samorządowej Polski”, byłego wiceministra rozwoju regionalnego, projekt ma rzeczywiście znacząco ułatwić małym firmom dostęp do finansowania.

— To jest bardzo ciekawa inicjatywa, trzymam za nią kciuki. Jeśli pomysł wypali, powstanie model, który będzie mógł być kopiowany w innych państwach. Mamy już, co prawda, w Polsce fundusze poręczeniowe dla drobnych przedsiębiorstw, ale skala ich działalności jest niewielka. „Samorządowa Polska” ma nad nimi również tę przewagę, że włącza do systemu samorządy — przekonuje Jerzy Kwieciński. Teraz wszystko zależy od tego, czy MIR zaufa temu systemowi i przyzna dotację, a w dalszej kolejności — czy samorządy będą masowo włączać się do systemu.

— Założenie jest takie, aby program był realizowany w połowie polskich gmin. Chodzi o to, żeby nasze pożyczki były powszechne na terenie właściwie całego kraju — mówi Jerzy Bartnik.

OKIEM EKSPERTA
Procedury to podstawa
KATARZYNA SIWEK
ekspert Idea Banku
Pożyczki udzielane przez „Samorządową Polskę” mogą być częściowo konkurencją dla Idea Banku, bo też mamy ofertę skierowaną do firm, które mają zepsuty wizerunek w Biurze Informacji Kredytowej. Tacy przedsiębiorcy przechodzą u nas kilkumiesięczny program, w czasie którego udowadniają, że mają już zdrowe finanse. Wtedy przymykamy oko na złe zdarzenia z przeszłości. Sądzę, że w praktyce obie oferty będą się uzupełniać. Czy „Samorządowa Polska” wypali? Będzie to zależało głównie od procedur. Nasze doświadczenia pokazują, że dla drobnych przedsiębiorców najważniejsze są nie koszty pożyczki, ale szybkość jej udzielenia i skala biurokracji. Połowę kredytów, jakich udzielamy drobnym przedsiębiorcom, jest przyznawana przez internet, choć udostępniliśmy tę ofertę dopiero kilka miesięcy temu. Kredytobiorca otrzymuje decyzję niemal natychmiast i nie musi składać żadnych dokumentów.

 

OKIEM EKSPERTA
Szansa na czysty zysk
ROBERT PERKOWSKI
burmistrz Ząbek
Samorządowa Polska” to bardzo ciekawa inicjatywa, dlatego chętnie się do niej przyłączyliśmy. Jesteśmy właśnie w trakcie zakładania własnego Lokalnego Funduszu Pożyczkowego. Teoretycznie moglibyśmy własnymi siłami stworzyć podobny instrument wsparcia przedsiębiorców, ale wówczas jego skala byłaby nieporównywalnie mniejsza. Jako pojedyncza gmina nie bylibyśmy w stanie zdobyć tak dużego dofinansowania jak cała koalicja kilkudziesięciu lub kilkuset podmiotów. Ponadto, wchodząc do „Samorządowej Polski”, właściwie niczym nie ryzykujemy. Wkład własny w tworzone spółki kosztuje nas jedynie 54 tys. zł. Tymczasem potencjalnie — jeśli projekt zdobędzie dotację z Komisji Europejskiej — mamy szansę nawet na kilkadziesiąt milionów złotych kapitału na pożyczki. Wszyscy mogą więc na tym zyskać — i gmina, i nasi przedsiębiorcy, i pracownicy zatrudnieni w „Samorządowej Polsce”.