Biżuteria mieni się i zmienia

Dorota Maj
opublikowano: 2011-10-21 00:00

kilka pytań

Oglądam Twoją nową kolekcję: bransoletka z dziesięcioma obrączkami do złudzenia przypominającymi ślubne, naszyjnik z ciężkich łańcuchów i kolorowych kamieni. Na czym polega nowoczesne projektowanie biżuterii? Czy tylko na braku tabu?

W dużym stopniu rzeczywiście na braku tabu. Ale też na sięganiu do korzeni. Na uwspółcześnianiu dawnych wzorców przez użycie nowoczesnego tworzywa, co nadaje biżuterii nowy smak.

A co czyni ją szlachetną, czy nadal kruszce i kamienie?

Przede wszystkim projektant o szlachetnym sercu. Ale także oryginalność pomysłu, unikalność. W moim przypadku są to krótkie, limitowane serie. Wykorzystuję elementy mosiężne w pokrywie galwanicznej. Przeważnie w trzech kolorach: złoto 24-karatowe, srebro, ruten, pallad i platynę. Lubię kamienie, najczęściej korzystam z kryształów Swarovskiego.

Co sądzisz o noszeniu biżuterii przez facetów?

Sam nie noszę biżuterii, nawet zegarek rzadko. Ale np. Johnny Depp nosi dużo łańcuszków, breloków i nie przestaje być męski. Przygotowuję teraz małą kolekcję dla mężczyzn. Będą to niewielkie odlewy mosiężne, rzeźbione przeze mnie ręcznie.

Dlaczego zostałeś projektantem biżuterii?

W dużej mierze zdecydował o tym mój pierwszy staż w atelier Erika Halleya [znanego kreatora biżuterii współpracującego z paryskimi domami mody – red.], a potem praca, projektowanie na wielkie pokazy. Pomyślałem, że to dobry pomysł na życie. Ale zanim odważyłem się pracować na własne konto, upłynęło trochę czasu.

Kto jest Twoim mistrzem?

Bez wątpienia Alexander McQueen, wspaniały projektant, wizjoner. Jeśli zaś chodzi o twórców biżuterii, to lubię prace firmy Erickson Beamon, Toma Binnsa, Eddiego Borgo, no i oczywiście Erika Halleya. Ostatnio jestem zafascynowany pracami młodej projektantki holenderskiej Iris van Herpen.

Jesteś znany w Paryżu. W Polsce też, odkąd w butikach Kate & Kate dostępne są Twoje dzieła. Czego oczekują odbiorcy w różnych krajach?

W Polsce od trzech lat udanie współpracuję z butikiem Kate & Kate. Jego założycielka Kasia Rychlewska jako pierwsza nad Wisłą odważyła się na sprzedaż luksusowej biżuterii modowej i z powodzeniem zmienia wizerunek Polki noszącej dotąd bursztyn, złoto, srebro ze sztancy czy koraliki z Internetu. Moje projekty dostępne są w Paryżu, Cannes, Nowym Jorku, Tokio, Luksemburgu, we Włoszech i w Szwajcarii. Odbiorcy z Japonii wolą drobne ozdoby – kolczyki czy bransolety. I oczywiście trzeba pamiętać o nieco mniejszych rozmiarach niż w Europie. Uwielbiają kolor pomarańczowy i zwracają uwagę na najmniejsze detale. Gusta Włochów są nieco podobne do naszych – lubią biżuterię okazałą, z pięknymi kamieniami. Taką, którą można się pochwalić.

Czy nowoczesna biżuteria jest bardziej jak sezonowa torebka, czy jak pierścionek babci przekazywany następnym pokoleniom?

Myślę, że to, co robię, to coś więcej niż gadżety. Staram się tworzyć biżuterię ponadczasową. Sprawiłoby mi wielką przyjemność, gdyby stanowiła część rodzinnych pamiątek przekazywanych sobie przez kobiety.