Blackout. Czarny scenariusz jest realny

Utylizacja surowców i gotowej żywności, brak produktów na półkach. To czarny scenariusz. Ale realny

Duża część branży załamuje ręce. Wielu przedsiębiorców nie jest w stanie ograniczyć zużycia energii. Bo skutki byłyby tragiczne.

Zobacz więcej

iStock/fotolia

— Ograniczenia w dostawach prądu to olbrzymi problem. Mroźnia w wielu zakładach odpowiada za połowę poboru energii. Jej nie wyłączymy, bo musielibyśmy utylizować wyroby. Podobnie nie możemy pozwolić ptactwu pozostawać w 35-stopniowym upale. Zrobiliśmy to, co było możliwe, czyli przenieśliśmy część produkcji na noc. Niestety, nektóre zewnętrzne chłodnie, którym zlecaliśmy mrożenie produktów, nie chcą już dzisiaj przyjmować towaru — mówi Jacek Lewicki, prezes Drosedu.

Edward Bajko, prezes Spomleku, wylicza, że na razie musi ograniczyć zużycie energii o około 30 proc. od godziny dziesiątej do siedemnastej.

— Sytuacja daje mleczarzom mocno w kość. Przecież, choć prądu mamy mniej, cały czas płynie do nas surowiec, który musimy przerobić, bo nie można go odstawić na kilka tygodni i poczekać na zmianę pogody. Dodatkowo wysokie temperatury sprawiają, że rośnie nasze zapotrzebowanie na prąd. Mleko wymaga bowiem chłodzenia. Mając do wyboru karę za przekroczenie poziomu zużycia i zmarnowanie mleka, zawsze wybiorę to pierwsze — tłumaczy Edward Bajko. Zakup surowców ograniczył Hortex.

— Moce przerobowe spadły de facto o 30-40 proc. i zmuszeni jesteśmy proporcjonalnie zmniejszyć skup warzyw i owoców, co oznaczać będzie realne straty dla producentów rolnych — dodaje Beata Łosiak, rzecznik Horteksu. Tymczasem w Polmleku panuje spokój.

— Musimy trochę przeorganizować produkcję, pracujemy w innych godzinach i krócej, ale na więcej mocy. Było to możliwe, bo mieliśmy rezerwy produkcyjne — mówi Andrzej Grabowski, współwłaściciel Polmleku. Spokojni są też browarnicy, bo do szczytu piwnego sezonu już dawno się przygotowali.

— Sytuacja dotknęła nie tylko nas, ale również naszych dostawców i klientów. Elastycznie dostosowujemy prace browarów, aby zminimalizować negatywne skutki ograniczeń w dostawie energii, a co za tym idzie, nie ograniczać dostępności naszych piw. Konsekwentnie budowaliśmy zapasy, dzięki czemu nie ma ryzyka, że w sklepach zabraknie naszych produktów — mówi Joanna Kwiatkowska z Kompanii Piwowarskiej.

Nie możemy być tu traktowani na równi z innymi sektorami, dla których ograniczenie zużycia prądu nie oznacza konieczności wyrzucenia surowców, półproduktów i wyrobów gotowych.

Marek Sypek, prezes Agros-Novy, przyznaje natomiast, że może mieć problemy z zapełnieniem półek swoimi wyrobami.

— W ciągu dnia zakłady nie są w stanie pracować. Nocne zmiany to dla nas większe koszty, do tego konieczność nadrobienia produkcji również w dni wolne. Do tego dochodzą problemy związane z całym łańcuchem dostaw. Nie trzymamy zapasów opakowań na więcej niż dwa dni. Właśnie sprawdzamy, jak długo są nam je w stanie dostarczać huty szkła. Brak produktów spożywczych na półce, będący efektem ograniczeń zużycia energii, jest całkiem realny — przestrzega Marek Sypek.

Jeden z branżowych menedżerów, chcący zachować anonimowość, przekonuje, że ograniczenia zużycia do 20 proc. w ciągu dnia, które zaproponowano zarządzanej przez niego firmie, są nierealne.

— Rozumiemy, że każdy musi ograniczyć zużycie, ale nie możemy być tu traktowani na równi z innymi sektorami, dla których nie oznacza to konieczności wyrzucenia surowców, półproduktów i wyrobów gotowych. Przekraczamy więc narzucony nam poziom zużycia energii. Na razie energia do nas dociera, ryzykujemy kary finansowe za przekroczenia. Ale wiemy, że któregoś dnia możemy zostać odłączeni od zasilania. Wówczas zostanie nam tylko utylizacja i gigantyczne straty — twierdzi nasz rozmówca.

Chaos, katastrofa, puste sklepy i miliardy strat

TRZY PYTANIA DO... ANDRZEJA GANTNERA, DYREKTORA GENERALNEGO POLSKIEJ FEDERACJI PRODUCENTÓW ŻYWNOŚCI

Na ile branża spożywcza odczuwa ograniczenia dostępu do energii elektrycznej?

Wiemy, że zakłady przetwórstwa żywności otrzymały od lokalnych dostawców energii informacje o konieczności ponad 80-procentowej redukcji poboru prądu. To katastrofa. W przemyśle od dwóch dni panuje chaos. Zakłady te muszą być zakwalifikowane jako tzw. odbiorcy wrażliwi, a więc nieobjęci ograniczeniami nie tylko teraz, ale już na zawsze, bo takie sytuacje mogą się powtarzać. Tego żądamy od polskiego rządu i oczekujemy na szybką reakcję.

Ilu zakładów dotyczy problem?

Praktycznie wszystkich dużych i średnich zakładów produkcji i przetwórstwa żywności. W podobnej sytuacji są też centra logistyczne, które magazynują, a więc również chłodzą żywność.

Jakie mogą być skutki tych ograniczeń?

Niszczenie żywności na niespotykaną skalę, ze względu na przerwanie ciągów chłodniczych, co automatycznie powoduje, że żywność zostaje uznana za niebezpieczną i nie może trafić do obrotu. Przy tak olbrzymiej skali ograniczeń produkcji i niszczenia żywności pojawią się poważne problemy z zaopatrzeniem sklepów, a co za tym idzie możliwy bardzo duży wzrost cen żywności. Kolejny skutek to straty firm przetwórczych, które mogą być liczone w miliardach złotych. Ich przyczyną będzie zarówno wstrzymanie produkcji i niewywiązanie się z obowiązujących umów z odbiorcami w Polsce i za granicą, jak i konieczność poniesienia kosztów utylizacji produktów. Kolejną konsekwencją będzie trwała utrata zagranicznych rynków zbytu, gdyż niewywiązanie się z umów spowoduje zastąpienie polskich produktów wyrobami z innych krajów. Dodatkowo konieczność wyłączenia ciągów produkcyjnych w trybie wymaganym obecnie przez dostawców energii może spowodować uszkodzenia wielu urządzeń, a nawet całych linii. Straty te mogą być na tyle duże, że części firm może grozić bankructwo. Przez konieczność utylizacji milionów ton surowców ucierpi też środowisko naturalne. Poważne skutki dla niego mogą też mieć awarie urządzeń chłodniczych, z powodu których do atmosfery uwolnione zostaną groźne dla zdrowia gazy chłodnicze.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy