Stara łacińska maksyma przypomina, że błądzenie jest rzeczą ludzką. Podatnicy już dawno wybaczyli resortowi finansów, że tworząc prawo dość często się myli. Z reguły na ich niekorzyść. Tym razem powinni jednak pokochać ministra Nenemana, który zaproponował takie zmiany w ustawie o VAT, że w praktyce każdy samochód osobowy z kratką mógłby korzystać z pełnych odpisów podatkowych. Niestety, minister jest twardy. Spostrzegł pomyłkę (brawa, że zachował się jak mężczyzna i do niej przyznał) i teraz — rękami senatorów — spróbuje ją naprawić. I nadal pewnie nie będzie kochany przez podatników, ale w końcu nie od tego jest.
Minister mógłby jednak w ramach zadośćuczynienia (zamiast na przykład wielkopostnego posypywania głowy popiołem) poprawić przepisy, które — jak twierdzi branża motoryzacyjna — są bardziej restrykcyjne niż słynny i niekochany wzór Lisaka. Niewielu jednak w to wierzy, bo na wszystkich spotkaniach z reprezentantami branży minister wyciąga żelazny argument resortu, kryjący się pod pojemnym hasłem „budżetu na to nie stać”.
Przypadek ostatniej nowelizacji ustawy o VAT świadczy o dwóch rzeczach: że prawo w Polsce jest robione niechlujnie oraz że jest nadmiernie skomplikowane. Ale zamiast biadolić, może wreszcie ktoś poszedłby po rozum do głowy. Bo z tego prawnego miszmaszu najlepiej żyją urzędnicy, prawnicy i doradcy podatkowi. A podatnicy? Ich musi być na to stać.