Blask żyrandola czy coś więcej

Jacek Zalewski
06-08-2010, 00:00

Jeśliby od roku 1989 zliczyć wszystkich, którym przysługuje/przysługiwał tytuł prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej o numerze III (Ryszard Kaczorowski, Wojciech Jaruzelski, Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski, Lech Kaczyński), to wychodzi, że dzisiaj przed Zgromadzeniem Narodowym składa przysięgę Bronisław VI Komorowski. Królowie numerowani są według imion, zatem taka propozycja jest republikańsko-monarchistyczną hybrydą. Jednak w czasach przemieszania wartości, którego dowiodło złożenie głowy państwa republikańskiego wśród głów koronowanych na Wawelu, staje się całkowicie zasadna.

Prezydent teoretycznie jest pierwszym spośród wszystkich Polaków, ale praktyka naszego życia publicznego po prostu wymusza wybieranie pomazańca partyjnego. Samodzielny niewątpliwie był jeszcze Lech Wałęsa, ale i jemu szybko zaczął doskwierać brak przybocznej partyjki. Obaj następni prezydenci odgrywali wręcz rolę królowej matki w partyjnym roju — Aleksander Kwaśniewski podźwignął pogrobowców Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, Lech Kaczyński zaś skupił sieroty po rozsypce Akcji Wyborczej Solidarność. W takim zestawieniu Bronisław Komorowski wypada jako partyjny lider zdecydowanie najsłabiej, ponieważ na szczyty państwa od kilku lat windował go aparat Platformy Obywatelskiej oraz splot dramatycznych okoliczności. Przecież dla marszałka Sejmu jeszcze choćby podczas składania życzeń w ostatniego sylwestra było wręcz niewyobrażalne, w jakim charakterze znajdzie się w izbie poselskiej 6 sierpnia!

Najważniejszym kryterium oceny prezydenta Bronisława Komorowskiego od pierwszego dnia sprawowania urzędu będzie jego chęć i zdolność do odpępienia się od generalnej linii partii. Nadzieje społeczeństwa na taki kierunek wyrażają się w sondażach, które cytujemy w wektorze dla prezydenta na stronie 3. Komorowski nie może dać sprowadzić się do roli automatu do podpisywania ustaw, jaką wyznaczyła mu znaczna część aktywu PO. Według tej czytelnej koncepcji, w nagrodę otrzymałby całkowicie wolną rekę w obszarze nadbudowy — czyli ciepłych przemówień, orderów, wizyt i innych reprezentacyjnych atrybutów przynależnych na całym świecie głowom państw. Donald Tusk naprawdę nie jest zazdrosny o blask prezydenckiego żyrandola wiszącego w Sali Kolumnowej — ale pod warunkiem, że jego jasność będzie ogrzewać rządowe dokonania.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Blask żyrandola czy coś więcej