Składając podpis pod nowelizacją ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, prezydent zrobił podatnikom kłopotliwy podarunek pod choinkę. Kłopotliwy, bowiem nowelizacja wprowadza zmiany korzystne, jak i niekorzystne dla podatników.
Fiskus zaciera ręce, głównie z powodu 4 tys. osób, które w 2005 r. miałyby zapłacić podatek według 50-proc. stawki. Miałyby, bo nie jest to przesądzone. Prawdopodobnym efektem podpisania zmian będzie zaskarżenie niekorzystnych przepisów do Rzecznika Praw Obywatelskich lub też Trybunału Konstytucyjnego. Podstawą będzie niezachowanie terminu vacatio legis.
Zasada przyzwoitej legislacji nie po raz pierwszy zresztą została naruszona przy uchwalaniu zmian w podatku dochodowym od osób fizycznych. Mamy nadzieję, że po raz ostatni.
Dodatkowo, pewne zmiany wskazują na pozorność obietnic uproszczenia systemu, zakładającą przede wszystkim obniżenie efektywnej stopy opodatkowania, przy likwidacji ulg, zwolnień i odliczeń. System podatkowy powinien z jednej strony być wydajny, z drugiej zaś sprawiedliwy i zrozumiały dla podatnika. Patrząc na przykłady wschodnich i południowych sąsiadów (Ukraina z podatkiem 13 proc. oraz Słowacja z 19 proc.), widać, że takie systemy działają efektywnie.
W obecnym polskim systemie podatkowym mamy do czynienia zarówno z podatkiem zryczałtowanym od niektórych rodzajów dochodów, liniowym oraz progresywnym. Teoretycznie, podatnicy mają prawo sterować swoimi obciążeniami podatkowymi — mogą wybrać opodatkowanie dochodów podatkiem zryczałtowanym (najem) lub liniowym (działalność gospodarcza).
Pamiętać jednak należy, że — na co wskazuje praktyka — większa cześć podatników nie orientuje się w galimatiasie obecnych przepisów oraz dodatkowych warunków do spełnienia. Efektem jest nadmierne obciążenie fiskalne.
Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom, piszemy dziś o możliwościach zastosowania planowania podatkowego w obszarze przychodów osobistych.
Monika Mirtchanov, doradca podatkowy, dyrektor Zespołu Rozwiązań dla Pracodawców Deloitte