Błękitne paliwo bardziej rynkowe

Barbara Warpechowska
opublikowano: 2015-05-27 00:00

Gaz staje się towarem, chociaż polski rynek jeszcze bardzo odstaje od zachodnich odpowiedników.

W Polsce błękitne paliwo sprzedawała tylko jedna firma. Nawet w czasach transformacji Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) zachowało dominującą pozycję.

PLANY:
PLANY:
Liczymy, że nasz program rabatowy zakończy się sukcesem i zachęci klientów do dalszego korzystania z oferty PGNiG — mówi Mariusz Zawisza, prezes spółki.
Grzegorz Kawecki

Jego udział sięgał 96-98 proc. rynku. Teraz pomału się to zmienia. Przez lata największym problemem był brak gazu z innego niż PGNiG źródła. Budowa interkonektorów, rewers na rurociągu jamalskim zmieniły jednak sytuację. Rozwojowi sprzyja też uruchomienie giełdy gazu w ramach Towarowej Giełdy Energii oraz zobowiązanie PGNiG do sprzedaży części surowca poprzez giełdę.

Rośnie konkurencja

Pojawili się nowi niezależni dostawcy. PGNiG traci pozycję, widać coraz większą konkurencję. Jak będzie się rozwijał polski rynek gazu? Duzi odbiorcy dywersyfikują źródła dostaw. Najwięcej gazu zużywają Azoty — rocznie 2,2-2,3 mld m sześc.

— Długoterminowym celem spółki jest otrzymywanie połowy dostaw gazu z innych źródeł. W ostatnim kwartale 2014 r. grupa poza systemem kupiła 46 proc. potrzebnego gazu. Dywersyfikacja nie byłaby możliwa bez rozwoju rynku gazu — podkreśla Witold Szczypiński, wiceprezes Grupy Azoty w Katowicach.

Rabaty dla klientów

W maju PGNiG rozpoczęło program rabatowy „Uwolnienie cen” adresowany do klientów strategicznych, czyli odbierających ponad 25 mln m sześc. gazu rocznie. Na największe korzyści mogą liczyć odbiorcy odbierający równomiernie dużo gazu. Jego ceny na Towarowej Giełdzie Energii są bardzo skorelowane z cenami na rynkach Europy Zachodniej. Program rabatowy wprowadza analogiczną formułę. Kilka dni temu spółka pochwaliła się, że do programu rabatowego zgłosiło się 30 klientów, których zamówienia stanowią 85 proc. łącznej ilości gazu sprzedawanego dużym odbiorcom.

— Spółka walczy o klientów i reaguje na warunki wynikające z liberalizacji rynku. Cieszymy się, że nasza oferta spotkała się z tak dużym zainteresowaniem. To oznacza, że podjęliśmy słuszną decyzję dotyczącą polityki rabatowej, która jest atrakcyjna dla klientów. Udany początek realizacji programu pozwala mieć nadzieję, że zakończy się on sukcesem i zachęci klientów do dalszego korzystania z oferty PGNiG — mówi Mariusz Zawisza, prezes PGNiG.

Nie dziwi, że spółka chce zjednać sobie klientów. Jak pokazują doświadczenia innych krajów, wraz z postępującą liberalizacją rynku gazu będzie się zmniejszać liczba klientów. Na powodzenie programu miała też zapewne wpływ pewność dostaw.

— Co z niskiej ceny, jeśli nie otrzymam gazu? Pewność dostaw dla takich firm jak Grupa Azoty jest kluczowa. To dla nas podstawowy surowiec, bez którego nie moglibyśmy normalnie działać — akcentuje Witold Szczypiński.

Obowiązkowe rezerwy

Niezależni sprzedawcy wskazują kilka przeszkód, które utrudniają rozwój rynku. Narzekają m.in. na długie oczekiwanie (kilka miesięcy) na zatwierdzenie taryfy.

— Problemem są też tzw. rezerwy obowiązkowe. Nasze przepisy nakładają na importerów gazu (spółki obrotu) konieczność tworzenia obowiązkowych rezerw, jeśli import przekracza 100 mln m sześc. rocznie — przypomina Mariusz Caliński, prezes Grupy Duon. Zgadza się z nim Ireneusz Sawicki, członek zarządu spółki Handen.

— Obowiązki wynikające z tytułu magazynowania zapasów źle wpłynęłyby na ofertę dla klientów. Koszt utrzymywania zapasów firmy musiałyby przenieść na klientów, a to mogłoby oznaczać, że ci zrezygnują z ich usług. Ustawa o zapasach jest reliktem przeszłości i szkodzi bezpieczeństwu, bo w przypadku nagłej potrzeby dużych zakupów gazu większość importerów zatrzyma się na 99,9 mln m sześc. — mówi Ireneusz Sawicki.

— Ktokolwiek przejmie obowiązek tworzenia zapasów i tak koszty zostaną przeniesione na przedsiębiorców. Tak jak jest z naftą — dodaje Małgorzata Szymańska, dyrektor Departamentu Ropy i Gazu w Ministerstwie Gospodarki.

Bezpieczeństwo

Polskie inwestycje w infrastrukturę gazową sprawiły, że nasz kraj jest zabezpieczony przed ewentualnymi zakłóceniami, jakie mogłyby wystąpić na Ukrainie. Większy problem mielibyśmy, gdyby na wstrzymanie dostaw gazu zdecydowała się Rosja.

— Braliśmy pod uwagę warunki ekstremalne. Zupełny brak gazu przez miesiąc oraz przez pół roku w warunkach ostrej zimy. Uwzględniliśmy wyłącznie infrastrukturę istniejącą w momencie prowadzenia testów — akcentuje Małgorzata Szymańska.

Nasza sytuacja pod względem bezpieczeństwa dostaw poprawi się po uruchomieniu gazoportu w Świnoujściu. Polska potrzebuje rocznie około 15 mld m sześc. gazu. Jedną trzecią pokrywa krajowe wydobycie, reszta pochodzi z importu. Po uruchomieniu gazoportu drogą morską będziemy mogli sprowadzić kolejne 5 mld m sześc. Rewersem na rurociągu jamalskim i interkonektorami bylibyśmy w stanie pokryć praktycznie resztę zapotrzebowania.

Niższe ceny?

Czy błękitne paliwo będzie tańsze? Zdania ekspertów są podzielone. Z jednej strony — spadają ceny kontraktów terminowych, zarówno na naszej, jak i niemieckiej giełdzie. Z drugiej strony natomiast, poważnym ryzykiem jest wysoki kurs dolara. Importując gaz, spółki obrotu rozliczają się w dolarach za kontrakt gazowy z Rosją i Katarem, a w euro za import z Zachodu. © Ⓟ