Kraje Bliskiego Wschodu dysponują ponad 60 proc. światowych zapasów ropy naftowej. Nic więc dziwnego, że gdy ceny czarnego złota utrzymują się na wysokich poziomach, to zwyżkują też tamtejsze giełdy.

Od początku roku główny indeks w Arabii Saudyjskiej wzrósł o 17,5 proc. (licząc w dolarach), a w Zjednoczonych Emiratach Arabskich o 4,5 proc. Zyskują też fundusze inwestujące na tych rynkach.
Po przeliczeniu walut średnia stopa zwrotu w tej grupie produktów od początku roku wyniosła 5,7 proc., a najlepszy WIOF Middle East Performance Fund powiększył portfele klientów o 14,6 proc. Wyniki byłyby dużo lepsze, gdyby nie umocnienie się polskiej waluty względem euro i dolara.
Imponujący wzrost
Inwestycje w krajach Zatoki Perskiej to dobry pomysł na dywersyfikację portfela.
Akcje spółek związanych z tymi rynkami mają dobre perspektywy wzrostu, a stopy zwrotu są słabo skorelowane stopami zwrotu z akcji, notowanych na innych giełdach. Region dysponuje ogromnymi złożami ropy naftowej, która jest głównym motorem napędowym tamtejszych gospodarek.
Głównie dzięki temu kraje Bliskiego Wschodu mogą poszczycić się solidnymi wskaźnikami makroekonomicznymi: wysokim wzrostem gospodarczym i saldami na rachunkach bieżących, niskim bezrobociem, rosnącymi dochodami mieszkańców i coraz silniejszym popytemna towary konsumenckie.
W 2011 r. PKB Kataru, niewielkiego państwa położonego we wschodniej części Półwyspu Arabskiego, wzrósł o — bagatela — 18,8 proc. Dynamicznie rozwija się również Arabia Saudyjska, której PKB w 2011 r. zwiększył się o 6,8 proc., Kuwejt (8,2 proc.) czy Zjednoczone Emiraty Arabskie (4,9 proc.).
Petrodolary wciąż płyną
Zdaniem Marka Buczaka, dyrektora ds. rynków zagranicznych w Quercus TFI, dobra koniunktura na rynku ropy naftowej powinna pozwolić na utrzymanie wysokiego tempa rozwoju krajów Zatoki Perskiej. Zwłaszcza że petrodolary są inwestowane nie tylko w nowe pola naftowe, lecz również w infrastrukturę i budownictwo.
— Zwłaszcza w tym roku obserwujemy wysyp inwestycji infrastrukturalnych, na czym korzystają m.in. firmy z Turcji — mówi Marek Buczak. Silne uzależnienie koniunktury giełdowej i gospodarczej krajów arabskich od cen ropy ma dobre i złe strony.
— Dopóki ceny ropy utrzymają się na wysokim poziomie, rynki te zasługują na uwagę inwestorów. Szczególnie jeśli wziąć pod uwagę wysokie ryzyko w innych regionach inwestycyjnych, takich jak strefa euro, która boryka się z kryzysem zadłużenia, czy Chiny, których gospodarka zaczyna zwalniać — mówi Maarten-Jan Bakkum, strateg rynków wschodzących w ING IM.
Ile kosztuje spokój
Marek Buczak z Quercus TFI zwraca jednak uwagę, że w zeszłym roku negatywny wpływ na stopy zwrotu z akcji firm z Bliskiego Wschodu miały niepokoje społeczne, które wybuchły w kilku krajach arabskich.
Silne uzależnienie koniunktury giełdowej i gospodarczej krajów Bliskiego Wschodu od cen ropy naftowej ma dobre i złe strony.
— Istniały obawy, że rewolucja wybuchnie również w krajach Zatoki Perskiej. Tak sie jednak nie stało, gdyż władze zdołały „kupić” sobie spokój. W tym roku sytuacja znacząco sie poprawiła — mówi Marek Buczak.
Wiosna ludów w krajach arabskich odcisnęła szczególne piętno na największym kraju — Arabii Saudyjskiej. Zmuszona ona była do znaczącego zwiększenia wydatków socjalnych, aby uspokoić nastroje społeczne. Społeczeństwo tego kraju jest bardzo podzielone — z jednej strony bogacze czerpiący profity z eksploatacji złóż ropy naftowej oraz rozwoju kraju, z drugiej — biedna większość.
To bomba z opóźnionym zapłonem, zwłaszcza w sytuacji wciąż drożejącej żywności. Na razie jednak w większości krajów Bliskiego Wschodu jest na tyle spokojnie, że fundusze mogą bez większych obaw inwestować w tamtejsze aktywa.
I to nie tylko te bezpośrednio powiązane z ropą, lecz również z szybko rozwijającym się sektorem usług, w tym finansowych. Kraje arabskie stawiają bowiem na rozwój rynków kapitałowych i przyciągają w tym celu zagranicznych ekspertów — analityków i zarządzających.