Blisko tysiąc pracowników Telekomunikacji Polskiej SA (TP) pikietowało w piątek pod ambasadą Francji wWarszawie. Główne powody demonstracji to zapowiedź zwolnienia 4 tys. pracowników TP i niedotrzymanie zobowiązań przez inwestora strategicznego spółki, czyli France Telecom (FT).
Pod francuską ambasadą zebrali się przedstawiciele niemal wszystkich związków zawodowych, które działają w Telekomunikacji Polskiej. Przyjechali m.in. z Przemyśla, Rzeszowa, Radomia, Pomorza, Wrocławia i Lublina. Pikietujący przywieźli ze sobą sztandary z hasłami: "Chcemy pracować nie głodować", "Z TP będą nici zanim Francuz się nasyci". Odśpiewano hymny Polski i Francji.
"Koncern francuski France Telecom (akcjonariusz TP) jest instytucją państwową i naszymi pieniędzmi próbuje spłacać swoje długi, a to powoduje zwolnienia w kręgach TP" - powiedziała PAP wieloletnia pracowniczka TP Mirosława Uliasz.
Dodała, że w ubiegłym roku prezes zarządu TP Marek Józefiak, po tym jak zwolniono 42 tys. osób, zapowiedział koniec restrukturyzacji, a mimo to 28 grudnia 2004 r. ogłoszono, że zwolnione zostanie kolejne 4 tys. osób. Według Uliasz, zwolnień będzie więcej, ponieważ na wolne miejsca przyjmowani są ludzie, którzy będą pracować za dużo mniejsze pieniądze.
"Zwalniani są pracownicy telekomunikacji, ale do zarządu trafiają nowi przedstawiciele francuscy, którzy niewiele wnoszą do firmy, zarabiają ogromne pensje, a te pieniądze można lokować inaczej" - powiedział w piątek PAP wiceprzewodniczący międzyzakładowej organizacji NSZZ "Solidarność" pracowników TP Waldemar Stawski.
Uważa on, że ambasada francuska jest jedynym miejscem, gdzie można było przywieźć petycję do premiera Francji Jean-Pierre Raffarina. Przedstawiciele ambasady nie wyszli do protestujących, jednak zaproszono do środka 4 przedstawicieli spółki z tekstem petycji.
W jej treści znalazły się m.in. żądania wywiązania się z umowy prywatyzacyjnej, traktowania pracowników telekomunikacji tak samo jak pracowników France Telecom, a także sprzeciw co do zwolnień pracowników TP. Podkreślono również rolę komunikacji między pracownikami a zarządem w planowaniu zmian.
France Telecom wspólnie z zależną od siebie firmą Cogecom kontroluje 47,5 proc. akcji polskiej spółki telekomunikacyjnej - według stanu na 20 stycznia 2005 r. 9,98 proc. należy do posiadaczy GDR-ów (globalnych kwitów depozytowych) Banku of New York. Do Skarbu Państwa należy 3,87 proc., ale jest to stan na 2004 rok, bo w przypadku posiadania udziałów poniżej 5 proc. udziałowiec nie ma obowiązku informacyjnego. Do pozostałychakcjonariuszy należy 38,65 proc.
Powody swojego protestu związkowcy wyjaśniali podczas piątkowej konferencji prasowej, zwołanej przed rozpoczęciem demonstracji.
Według Stawskiego, jeżeli nie dojdzie do negocjacji z pracownikami, to kolejnym etapem będzie rozpisanie referendum wśród załogi z pytaniem o zgodę na ogólnopolski strajk."Przewidujemy, że referendum może potrwać około miesiąca" - powiedział. Dodał, że związkowcy nie mają jeszcze konkretnych planów, na czym miałby polegać ewentualny ogólnopolski strajk. Pod koniec grudnia 2004 r. zarząd TP poinformował pracowników, że w 2005 roku będzie kontynuowany proces redukcji zatrudnienia w spółce. Z firmy ma odejść ok. 4 tys. pracowników, z czego ok. 500 to pracownicy przechodzący na emerytury i renty. W efekcie tegodziałania zatrudnienie w TP miałoby się zmniejszy do 26 tys. 420 pracowników.
W 2004 roku z TP zostało zwolnionych ok. 6 tys. osób. Zaś od czasu prywatyzacji spółki, czyli od 2000 roku, łącznie z firmy odeszło ok. 42 tys. osób.