Blogerzy kontra Veno

Magdalena Graniszewska, MGOR
opublikowano: 2010-06-21 14:10

Czarny PR czy walka o słuszną sprawę? Blogerzy z venowatch wypowiedzieli wojnę grupie Veno z NewConnect.

Z jednej strony emitent, który kilka lat temu sprzedał inwestorom akcje i obiecał stworzenie superauta. Nadzieje były ogromne, naszkicowany projekt rozpalił wyobraźnię inwestorów. Wypowiedzi zarządu podgrzewały atmosferę. Minęło kilka lat, samochodu nie ma. To znaczy jest, ale cały czas w budowie. Spółka nie chce go pokazać. Tłumaczy, że boi się konkurencji. To nie pomaga jej wiarygodności, a akcje są coraz tańsze.

Z drugiej strony mamy grupę inwestorów, którzy w internecie oskarżają zarząd o najgorsze. Nie chcą się przedstawić. Tłumaczą, że się boją. Niestety, wysuwając oskarżenia anonimowo zmniejszają swoją wiarygodność. Napięcie rośnie, a sprawą zajęła się policja. Opisaliśmy ostatnie wydarzenia. Ocenę zostawiamy czytelnikom.

Początki

W maju tego roku ruszył blog venowatch, który wziął na celownik Veno z NewConnect, a także spółki z nim powiązane — kapitałowo i osobowo. Krytykował. Obnażał. Zadawał ciosy. Tytuły artykułów: "Nepotyzm" a’la Veno SA", "Gnijąca Corvetta". Zadawał też pytania w ramach naszej "Akcji Inwestor". Co na to władze Veno?

— Nie odnosimy się do anonimowej krytyki — mówi krótko Arkadiusz Kuich, prezes Veno.

Ale działa.

— Powiadomiłem Komisję Nadzoru Finansowego i policję. Złożyłem już zeznania. Blog manipuluje faktami oraz rozpowszechnia nieprawdziwe informacje szkodzące spółce i jej akcjonariuszom. A to należy ukarać — kończy Arkadiusz Kuich.

Anonimowi rozmówcy

Kim są tajemniczy blogerzy? Zgodzili się wyłącznie na kontakt e-mailowy.

— Rozpoczynaliśmy jako dwoje byłych współpracowników Veno. Chcemy nie tylko ostrzec przed taki spółkami jak Veno. Chcemy ostrzec przed wieloma spółkami z NewConnect. Wydaje się, że na "małej giełdzie" nie sprzedaje się biznesplanów i fundamentów, tylko marzenia nie mające pokrycia w możliwościach spółek. I prezesi, często tylko marionetki, dobrze o tym wiedzą. Udało nam się zgromadzić szereg dowodów, że ludzie z kręgów Veno są pozbawieni kompetencji w zarządzaniu przedsiębiorstwami. Chcieliśmy ich zdemaskować — odpowiedzieli nam blogerzy.

Ale nie chcą ujawnić tożsamości.


— Zależy nam na anonimowości. Cały czas działamy w biznesie i nie chcemy mieć nieprzyjemności z tytułu walki z patologiami — twierdzą blogerzy.

Czy ich motywacje mają charakter finansowy? Przedstawiciele Veno twierdzą, że nikt nie żądał od nich pieniędzy "za milczenie". Może chodzi o zemstę byłych pracowników? Konflikt personalny?

Auto w powijakach

Co konkretnie zarzucają Veno? Po pierwsze — że flagowy projekt supersamochodu, produkowanego na indywidualne zamówienia, spółka wykorzystała do naciągnięcia inwestorów na kupno akcji, natomiast do pracy przy projekcie zatrudniła niekompetentnych inżynierów.

— Ludzie z tygodnia na tydzień karmieni są wizją niebotycznych zysków i ogromnych przedsięwzięć, jak na przykład budowa supersamochodu — podkreślają blogerzy.

Przedsięwzięcie Veno Automotive (100 proc. akcji ma Veno) mogło się podobać.

— Robimy ekskluzywny samochód sportowy, piekielnie szybki, piękny i podrasowany w wersji roadster oraz coupé. Opływający w bajery — opowiadał w 2008 r., na łamach "PB" Arkadiusz Kuich.

— Wielkie firmy pytały nas o ten samochód. Mamy e-maile z krajów arabskich, z Polski zgłosiło się kilka dużych nazwisk. Pierwsze umowy zostaną podpisane lada dzień — podkreślał wtedy prezes.

Projekt ma poważne opóźnienia. Pierwotnie samochód miał wyjechać na ulice pod koniec 2008 r. Dziś harmonogram wskazuje, że prototyp będzie gotowy do końca roku.

— Byliśmy przesadnymi optymistami i myśleliśmy, że prace pójdą szybciej. Tymczasem po przejęciu przez AutoGroup [Veno ma akcje tej firmy — red.] brytyjskiego producenta samochodów wyścigowych Stealth Cars, zdecydowaliśmy się zaangażować do produkcji inżynierów brytyjskich. Za ich sugestią zmienione zostały niektóre rozwiązania techniczne i parametry powstającego prototypu, dzięki czemu produkt końcowy będzie jeszcze wyższej jakości — wyjaśnia Arkadiusz Kuich.

Trzeba cierpliwości

Chcieliśmy obejrzeć to, co Veno udało się już skonstruować. Nie dostaliśmy zgody.

— Wszystkie redakcje nas o to proszą. Na razie nie możemy nic pokazać, choć zrobiłoby to wrażenie — mówi Łukasz Tomkiewicz, prezes Veno Automotive.

A gdzie jest samochód? Podobno po prawej stronie Wisły. Potrzebuje jeszcze czasu i pieniędzy.

— Do tej pory zainwestowaliśmy w projekt 1,3 mln zł, a na jego dokończenie wyłożymy jeszcze 300-400 tys. zł. Na przełomie 2010 i 2011 r. planujemy wprowadzić firmę na NewConnect i pozyskać w ofercie kilka milionów złotych. To pozwoli nam uruchomić produkcję seryjną — zapowiada Łukasz Tomkiewicz.

Ale nie natychmiast. Przejście od prototypu do pierwszego gotowego samochodu ma zająć 6-8 miesięcy. Chętni nadal są.

— Mam w skrzynce 91 mejli od osób zainteresowanych naszym projektem. Z Polski i zagranicy — twierdzi Łukasz Tomkiewicz.

W zamian — B7

Tymczasem AutoGroup zaprezentowało kilka dni temu swój najnowszy projekt — samochód Stealth B7. Jak wygląda?
 

Zdaniem bloggerów — to część planu.

— Gdy drobni akcjonariusze zobaczą Stealth B7, to zapomną o superaucie Veno, bo całkiem się w tym pogubią. To ma posłużyć jako odwrócenie uwagi od katastrofy, w którą przez ostatnie dwa lata spółki GK Veno ładowały pieniądze inwestorów — piszą blogerzy.

Arkadiusz Kuich się broni.

— Faktycznie. Ostatnio przesunęliśmy część sił w kierunku ukończenia nadwozia dla Stealth B7. Nie odbyło się to jednak kosztem samochodu Veno Automotive, gdyż są to dwa zupełnie różne projekty. Stealth B7 miał za to szanse szybciej zaistnieć na rynku, na czym nam bardzo zależało. Jesteśmy przecież akcjonariuszem AutoGroup, więc również my zyskamy na ich sukcesie — uspokaja prezes Veno.

Venowatch wzięło pod lupę również spółki powiązane z Veno. Czytaj w poniedziałkowym „Pulsie Biznesu” - KUP ONLINE>>