Bo do kina się chodzi

aktualizacja: 24-05-2018, 23:09

Wojciech Wojtysiak i jego przyjaciele, pasjonaci kinematografii, stworzyli w Łodzi kameralne miejsce, które stało się prężnie działającą instytucją kulturalną. Kino Bodo świętuje właśnie czwarte urodziny.

Z łódzkiej mapy zniknęło, z przyczyn ekonomicznych, wiele kin, działających nawet od czasów przedwojennych — m.in. Polonia i Przedwiośnie, które przed wojną zakładał Juliusz Saar, pradziadek Wojciecha Wojtysiaka. Zamknięto też kino studyjne Cytryna, w którym Wojciech Wojtysiak przez lata odpowiadał za repertuar i zajmował się PR-em. Po upadku Cytryny w 2012 r. powstał pomysł stworzenia miejsca będącego reinkarnacją kultowych łódzkich kin: Cytryny, Polonii, Przedwiośnia.

Wyświetl galerię [1/7]

Wojciech Wojtysiak i jego przyjaciele, pasjonaci kinematografi i, stworzyli w Łodzi kameralne miejsce, które stało sie preznie działajaca instytucja kulturalna. Kino Bodo swietuje własnie czwarte urodziny. FOT. KRZYSZTOF JARCZEWSKI

Kino spółdzielnia

Wojciech Wojtysiak i jego rozmiłowani w dobrym kinie przyjaciele założyli spółdzielnię socjalną, czyli przedsiębiorstwo społeczne łączące funkcje spółki cywilnej i stowarzyszenia. Takie instytucje działają na postawie Ustawy o spółdzielniach socjalnych, a zysk jest dla nich środkiem do realizacji celów statutowych. Niebagatelne znaczenie ma to, że mogą prowadzić działalność gospodarczą i jednocześnie korzystać z grantów publicznych. Dlatego w 2013 r. łódzcy pasjonaci kina zdecydowali się na taką formę działalności. W tym celu musiało się skrzyknąć pięć osób. Obecnie, po kilku zmianach personalnych, spółdzielnię socjalną Odblask tworzą: Wojciech Wojtysiak, prezes spółdzielni i kina odpowiedzialny za repertuar, PR, kontakty z mediami i sprawy administracyjne, Mariusz Szulc, wiceprezes odpowiedzialny za social media i sprawy audio-wideo, Kacper Olejnik, który zajmuje się sprawami IT (stroną internetową itp.), Adam Grodnicki, odpowiedzialny za korektę tekstów i zarządzanie barem oraz Milena Wojtysiak, żona Wojciecha, która pomaga przy cateringu i sprawuje kontrolę księgową.

— Instytut Europejski w Łodzi organizował w 2013 r. szkolenia dotyczące zakładania tego typu działalności. Okazało się, że nikt inny nie wpadł na pomysł, żeby założyć taką instytucję kultury. Działają grupy teatralne, klub, ale nikt w Europie nie prowadzi w ten sposób kina. Dostaliśmy 100 tys. zł dotacji unijnej, dzięki której byliśmy w stanie wystartować, oraz 5 tys. zł wsparcia pomostowego co miesiąc na koszta, kopie filmowe, obsługę księgową, czynsze — wspomina Wojciech Wojtysiak.

Lokal znaleźli w XIX-wiecznej fabryce przy ulicy Rewolucji 1905 r. To budynek z niezwykłą historią. Po wojnie mieściła się w nim fabryka żabek do zasłon — kino znalazło się w jej dawnych pomieszczeniach biurowych. To budynek z duszą — kilka lat temu, podczas remontu, znaleziono skrzynkę z przedmiotami należącymi do przedwojennych właścicieli fabryki: zdjęcia, listy, guziki i Talmud.

— W piwnicy działa sklep muzyczny Ale Jazz!, na pierwszym piętrze — klub INTV, organizujący koncerty i spektakle, a na poddaszu ulokowaliśmy się my. Przestrzeń wymagała adaptacji, która trwała prawie rok. Dotacja wystarczyła na materiały i wyposażenie, w tym 50 krzeseł, resztę robiliśmy własnym sumptem i z pomocą bliskich. Mój ojczym Jerzy Staniaszczyk, prezes stowarzyszenia INTV, zaprojektował rozwiązania akustyczne, postawił na nagłośnienie określonej firmy, bo wiedział, że się sprawdzi. Może gdybyśmy mieli większe fundusze, poszłoby szybciej? Od początku nie dokładaliśmy do projektu prywatnych pieniędzy. No i początkowo wypłacaliśmy sobie dość żałosne pensje… Założenie było jasne — tworzymy kino studyjne w klimacie Cytryny, ale bez jej wad, do których należał brak pewnych wygód, np. czasem bywało zimno, a repertuar był ukła dany na ostatnią chwilę, choć publiczność głodna ambitniejszych produkcji była w stanie to przełknąć. Warunki zewnętrzne też się zmieniły, bo za czasów Cytryny filmy były odtwarzane z taśmy filmowej, a gdy zakładaliśmy Bodo, taśma odeszła już do lamusa. Teraz dystrybucja filmów jest dużo prostsza, nie trzeba, na przykład, chodzić na dworzec, by odbierać dwudziestokilogramowe paczki z taśmami z Białegostoku, a tak bywało… — opowiada Wojciech Wojtysiak.

Nazwę kina założyciele spółdzielni wybrali po burzy mózgów. Dlaczego Bodo?

— Bo do kina się chodzi, to po pierwsze, a poza tym chcemy, by towarzyszył nam duch Eugeniusza Bodo. Nazwa jest też ukłonem w stronę współczesnego offowego reżysera Bodo Koksa — odpowiada Wojciech Wojtysiak.

Wabiki dla widzów

Myśląc o repertuarze, stawiają na przeglądy kina, którego widz nie zobaczy nigdzie indziej, na ambitne produkcje z całego świata. Jeszcze przed oficjalnym otwarciem (odbyło się 26 kwietnia 2014 r.) zorganizowali premierę bułgarskiego filmu „Niepogoda” i spotkanie z reżyserem Andrejem Chertovem. Wyświetlali ten film na karton-gipsie, bo jeszcze nie było ekranu. Czasami korzystają z tzw. domeny publicznej, czyli filmów, które zostały upublicznione przez autorów, czasami wpadają na nietypowe pomysły, np. premierę dokumentu o Marii Callas zrobili w Teatrze Wielkim w Łodzi.

— Zwykle rozliczamy się tak, że oddajemy dystrybutorowi połowę wpływów z biletów. Im więcej zarobimy, tym więcej zarabiają oni. Wydaje się, że znamy już naszą publiczność, ale nie zawsze jesteśmy w stanie przewidzieć, co będzie świetnym strzałem, a co klapą. Na przykład „Photon” z Andrzejem Chyrą — nikt się nie spodziewał, że film o fizyce kwantowej może się sprzedać, a przybyły tłumy — mówi Wojciech Wojtysiak.

Filmy antydepresyjne

Wabikiem dla widzów jest Festiwal w Cannes. Publiczność chętnie przychodzi na filmy, które tam zdobywają nagrody.

— Ale rumuński film „Sieranevada”, który dostał nagrodę, sprzedał się słabo. Może dlatego, że trwał trzy godziny? — zastanawia się współzałożyciel kina Bodo.

Dobrym wyborem była natomiast „Ida”, którą grali przez rok — od premiery do Oscarów — i mieli w repertuarze, gdy Oscara zdobyła. Dużym zainteresowaniem publiczności cieszy się festiwal filmów LGBT, podobał się też pierwszy Festiwal AfryKamera 2017, promujący kino afrykańskie. W 2017 r. zorganizowano też pierwszy w Polsce festiwal kina przedwojennego — Urania.

Co miesiąc publiczność spotyka się na seansach Festiwalu Filmów Prawniczych „Masz prawo do adwokata”. Po filmach („Sprawa Gorgonowej”, „Krótki film o zabijaniu”, „Bez końca”) następuje dyskusja z udziałem środowiska prawniczego. Strzałem w dziesiątkę jest jednak, wymyślony jeszcze w Cytrynie, Festiwal Filmów Antydepresyjnych „Relanium”.

— Byliśmy kiedyś na festiwalu, gdzie w konkursie brały udział tylko smutne filmy. To było kino tak ambitne i tak zaangażowane, że po obejrzeniu tych filmów miałem atak depresji, którą musiałem leczyć w pobliskim pubie — żartuje Wojciech Wojtysiak.

Zapytał wtedy sam siebie, dlaczego nie ma festiwalu filmów antydepresyjnych?

— Wymyśliliśmy coś, co pierwotnie było żartem, a przerodziło się w dość poważną imprezę filmową. Mimo to, gdy parę razy składałem wnioski do Urzędu Miasta o dofinansowanie festiwalu, były odrzucane, bo uznawano je za niepoważne… — twierdzi współzałożyciel kina Bodo.

Ciekawym doświadczeniem była też projekcja dokumentu „Popek za życia”, o raperze, muzyku i zawodniku MMA, znanym teraz z „Tańca z gwiazdami”.

— Film zrobił Mateusz Winkel z Koluszek, producent teledysków, który założył wytwórnię w garażu. Na premierze były czternastoletnie dziewczynki, których rodzice siedzieli w holu, a po drugiej stronie widowni — studenci socjologii. Taka publiczność rzadko się spotyka na jednym seansie. Zorganizowaliśmy spotkanie z Mateuszem Winklem o filmie, a finał był taki, że… Popek w naszym kinie nagrał teledysk — wspomina Wojciech Wojtysiak.

Alternatywne podejście

Przez cztery lata działalności Bodo odwiedziło 16 tysięcy widzów. Bilety kosztują 16-18 zł, a sala kinowa liczy 49 miejsc. Publiczność jest przyzwyczajona, że można się wygodnie rozsiąść, a nawet położyć na skórzanych kanapach. W jedną z nich wszyto kurtkę nieżyjącego łódzkiego reżysera filmów przyrodniczych Andrzeja Waltera. W kinie urządzono też „kącik wujka Józika” — fotelami, ławą i kanapą po krewnym Wojciecha Wojtysiaka.

— Kiedy przychodzą do nas klienci multipleksowi, są zszokowani, że nie ma popcornu, choć od początku zapowiadałem, że go nie będzie, bo śmierdzi, a poza tym nie znoszę go sprzątać. Może to lenistwo, ale jest przecież wiele przekąsek mniej bałganotwórczych — wyznaje Wojciech Wojtysiak.

Zależy im, żeby kino wychodziło do ludzi, starają się więc pokazywać filmy także w innych, zaprzyjaźnionych lokalach. Zorganizowali np. pokazy starych reklam — piwa w Piwotece i samochodowych w pubie Krańcoofka. Ale Bodo to coś więcej niż projekcje filmowe. Uznaniem publiczności cieszą się na przykład seanse psychologiczne, przygotowywane przez psychologów Agatę Wilską i Roberta Milczarka. Kino okazało się też atrakcyjne dla korporacji, które organizują w Bodo imprezy firmowe z projekcjami filmowymi i cateringiem. Odbył się tu także wieczór kawalerski — panowie grali w karty i na Playstation. Nie ma też problemu, jeśli ktoś chce obejrzeć w kinie Bodo swoje prywatne filmy z wesela czy wakacji.

— Najmilej jednak wspominam panią, która wyprawiła u nas 70. urodziny. Najpierw podaliśmy obiad na sali kinowej, potem goście obejrzeli film. Stawiamy na alternatywne podejście do kina jako miejsca spędzania wolnego czasu. Film można przecież obejrzeć w domu na VOD, więc wyjście z niego musi się wiązać z jakąś dodatkową atrakcją, możliwością zobaczenia trudno dostępnej ekranizacji czy odwiedzeniem miejsca z wyjątkową atmosferą — uważa Wojciech Wojtysiak.

Ważne są dla nich nie tylko obrazy ruchome, lecz także muzyka i sztuka, dlatego na scenie Bodo odbywają się też koncerty i przedstawienia teatralne.

— Chcemy dalej rozwijać naszą firmę, którą jest Bodo. Wymaga to ciężkiej pracy, którą musimy codziennie wykonywać. Ale to czysta przyjemność. Musimy też pamiętać, że założyliśmy firmę z publicznych pieniędzy, dlatego teraz musimy dawać od siebie społeczeństwu jak najwięcej dobrych bodźców, bo w końcu spółdzielnia socjalna to inaczej przedsiębiorstwo społeczne — konkluduje Wojciech Wojtysiak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ewa Tyszko

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Bo do kina się chodzi