Już tylko dwa dni mają najlepiej zarabiający na złożenie deklaracji podatkowych i rozliczenie się z fiskusem za 2019 r. Chodzi o tzw. daninę solidarnościową, czyli 4-procentowy podatek PIT od nadwyżki nad 1 mln zł rocznych dochodów (ponad 87 tys. miesięcznie). Podatek będzie płacony po raz pierwszy.

Równi i równiejsi
Milionerzy nie są jednak potraktowani na równi z innymi podatnikami przez rządową tzw. tarczę antykryzysową. Pozwala ona wszystkim innym obywatelom — podatnikom PIT — na opóźnienie do końca maja złożenia deklaracji podatkowej i ostateczne rozliczenie się ze skarbówką. Nie zapłacą odsetek od zaległości podatkowych i nie będą im grozić konsekwencje karnoskarbowe.
— Ci, których obejmuje danina solidarnościowa, muszą deklaracje wypełnić, złożyć i zapłacić podatek do końca kwietnia. Spóźnienie grozi konsekwencjami. Czy to jest dyskryminacja? Widocznie rządzący uznali, że osoby najlepiej zarabiające mają pieniądze i stać ich na zapłacenie podatku do końca kwietnia, a pozostałym podatnikom PIT należą się preferencje — mówi Tomasz Gałka, doradca podatkowy, partner w firmie doradczej Olesiński i Wspólnicy.
Podobnie sprawę komentuje Jacek Matarewicz, ekspert Business Centre Club.
— Rząd najwidoczniej uznał, że tzw. bogacze sobie poradzą, więc nie ma potrzeby ich wspierania. Jest to jakaś forma dyskryminacji tej grupy podatników,ale niestety system podatkowy nie jest sprawiedliwy i nie traktuje wszystkich tak samo — mówi Jacek Matarewicz.
Wojciech Kostrzewa, prezes Polskiej Rady Biznesu, nie zakłada złej woli rządzących.
— Czy jest to celowa dyskryminacja pewnej grupy podatników? Sądzę, że to raczej niedopatrzenie i wynik braku konsultacji projektów tzw. tarczy antykryzysowej z partnerami społecznymi — uważa Wojciech Kostrzewa.
Prymat wykładni
Osoby kwalifikujące się do ponoszenia tzw. daniny solidarnościowej nie mogą też odliczyć strat z lat ubiegłych, poniesionych np. podczas inwestycji giełdowych, co uniemożliwia pomniejszenie podatku lub jego uniknięcie. O tej niemożności zapewnił „PB” resort finansów.
— Ministerstwo Finansów w sposób niekorzystny dla podatnikówrozstrzyga kwestię możliwości rozliczenia strat z lat ubiegłych przy wyliczeniu podstawy obliczenia daniny solidarnościowej. Takie stanowisko budzi uzasadnione kontrowersje. Wnikliwa analiza przepisów ustawy o PIT i pojęcia dochodu utwierdza mnie w przekonaniu, że się myli. Wydaje się pomijać cały porządek i ład definicyjny ustawy o PIT. W prawie podatkowym obowiązuje prymat wykładni językowej, co jest podkreślane przez sądy. Przemawia to w tym przypadku za szerszym rozumieniem pojęcia dochodu, czyli też dochodu pomniejszonego o wielkość strat z lat ubiegłych — twierdzi Tomasz Gałka.
Co więc powinni robić podatnicy? Odliczać te straty czy nie?
— Po odliczeniu straty ostatecznie sprawę będą rozstrzygać sądy administracyjne. Inną możliwością jest rozliczenie daniny w zgodzie ze stanowiskiem MF, a następnie wystąpienie do organów podatkowych o stwierdzenie nadpłaty. W tym przypadku sprawa prawdopodobnie również znajdzie finał w sądzie — mówi Tomasz Gałka.
Tzw. daninę solidarnościową zapowiedział premier Mateusz Morawiecki podczas protestów osób niepełnosprawnych w Sejmie w 2018 r. Wpływy z niej miały wesprzeć wzrost świadczeń dla dorosłych niepełnosprawnych. Rząd szacował wtedy, że danina obejmie około 25 tys. osób i rocznie przyniesie 1,15 mld zł.