Bogdan Góralczyk: sięganie po unijną pomoc jest trudne

Góralczyk Bogdan
opublikowano: 1999-02-25 00:00

Bogdan Góralczyk: sięganie po unijną pomoc jest trudne

JEST O CO WALCZYĆ: Środki pomocowe, które otrzymujemy jako państwo stowarzyszone, to tylko zapowiedź prawdziwych pieniędzy — twierdzi Bogdan Góralczyk. fot. Borys Skrzyński

Spór o dotacje do produktów rolnych w naszych obrotach z Unią Europejską zwraca uwagę na kilka istotnych kwestii, o jakich warto pamiętać w przyszłości. Do starcia i nieporozumień doszło bowiem w chwili, gdy nie rozpoczęliśmy jeszcze negocjacji w newralgicznym sektorze rolnictwa. A klimat już zawczasu jest zły. Może jeszcze bardziej utrudnić te — i tak zapowiadające się jako bodaj najtrudniejsze — rozmowy.

OBECNE nieporozumienia są konsekwencją Układu Stowarzyszeniowego z 1991 roku. Wspólnoty, podpisując go, nie zgodziły się na utworzenie z nami unii celnej. Wynegocjowaliśmy jedynie przepisy zgodne z regulacjami GATT, umożliwiające wprowadzenie takich przepisów, jakie obowiązują w strefie wolnego handlu. Zniesiono więc cła, ale zaznaczono, że w tzw. sektorach wrażliwych pełna liberalizacja handlu będzie wprowadzana stopniowo. Polsce, podobnie jak innym państwom stowarzyszonym, narzucono tzw. zasadę asymetrii, zmuszając ją do całkowitej restrukturyzacji swojej gospodarki przed całkowitym zniesieniem ceł (wyznaczono termin 10-letni), w zamian za co Wspólnoty zobowiązały się do szybszego znoszenia ceł u siebie niż u nas. Jako że umowa przejściowa obowiązuje od 1 marca 1992 roku, pełnego zniesienia ceł możemy się spodziewać dopiero w roku 2002.

W UKŁADZIE Stowarzyszeniowym zawarto jednak tzw. klauzule ochronne, które właśnie teraz są stosowane. Umożliwiają one obu stronom sięgnięcie po nie w przypadkach, gdy handel danym towarem może spowodować pogorszenie się sytuacji gospodarczej jakiegoś regionu po jednej ze stron lub wtedy, gdy wzmożony import grozi spowodowaniem poważnej szkody krajowym producentom.

To właśnie na ten ostatni argument powołuje się strona polska, podczas gdy unijna zdaje się wychodzić w tej kwestii z zupełnie innych założeń. Otóż, jak wykazał screening (przegląd prawa) w zakresie pomocy publicznej dla przedsiębiorstw, Unia w nieporównanie wyższym stopniu niż my stosuje pomoc publiczną, w tym szczególnie właśnie w sektorach wrażliwych. Wypracowano w niej specyficzne przepisy dotyczące przemysłów: węglowego, stoczniowego, stalowego, motoryzacyjnego, włókien syntetycznych, a także rolnictwa, rybołówstwa i transportu.

DOTYCHCZASOWA praktyka potwierdza, że pomoc publiczną wewnątrz Wspólnot traktuje się jako istotniejszą niż liberalizację handlu z państwami stowarzyszonymi. Innymi słowy, stosuje się tam zasadę „bliższa koszula ciału”. Formy pomocy są bardzo zróżnicowane i rozbudowane, od dotacji pieniężnych i rzeczowych, po preferencje podatkowe, poręczenia kredytów i zamówienia państwowe. Nie mniej rozbudowane są rodzaje tej pomocy, pozwalające m.in. na restrukturyzację danego sektora, przekwalifikowywanie pracowników, wsparcie mające na celu przestrzeganie norm z zakresu ochrony środowiska.

JESZCZE PRZED rozpoczęciem negocjacji w sprawie produktów rolnych jesteśmy więc świadkami zderzenia się dwóch nieco odmiennych filozofii. My domagamy się liberalizacji handlu, a równocześnie chcemy chronić interesy naszych rolników stosując narzędzia z zakresu polityki handlowej, podczas gdy strona unijna sięga w tym czasie nie tyle po takie narzędzia, co środki pomocowe.

Jaki stąd wniosek? Jak najszyb- ciej uzyskać status członkowski w UE, a wówczas i nas obejmą rozbudowane przepisy — nie mówiąc o środkach! — pomocowe. Niestety, zanim to nastąpi, czekają nas arcytrudne negocjacje w sektorach wrażliwych. Zanim sięgniemy po unijne środki pomocowe (te, które otrzymujemy jako państwo stowarzyszone to tylko zapowiedź prawdziwych pieniędzy!), wskazana byłaby po naszej stronie determinacja, cierpliwość i konsekwencja. Bez nich na (wewnątrz)unijną pomoc pocze- kamy dłużej.

Bogdan Góralczyk jest publicystą i wykładowcą, pracownikiem naukowym Centrum Europejskiego UW