Bogdanka powiedziała „tak” Enei

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2015-10-15 22:00

Prywatna kopalnia prawie na pewno zostanie przejęta przez państwową grupę energetyczną. Analitycy radzą odpowiedzieć na wezwanie

To już w zasadzie pewne — państwowa Enea kupi prywatną kopalnię Bogdanka. Wczoraj odbyło się kluczowe walne zgromadzenie akcjonariuszy tej drugiej. Dali transakcji zielone światło.

ARC

— Spodziewaliśmy się takiego wyniku głosowania. Teraz można już z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że przejęcie zakończy się sukcesem — uważa Łukasz Prokopiuk, analityk Domu Maklerskiego BOŚ.

Postawieni pod ścianą

Akcjonariusze Bogdanki zajmowali się wczoraj uchwałą, która miała ograniczać prawo głosu nowych udziałowców do maksymalnie 10 proc. Uchwała została zaproponowana przez radę nadzorczą kopalni, która chciała dać akcjonariuszom (głównie instytucjom finansowym) argument do negocjacji z Eneą. Zwłaszcza że fundusze domagały się objęcia wezwaniem 100 proc. akcji firmy, a nie 66 proc., jak chce Enea. Gdyby właściciele Bogdanki przyjęli uchwałę, byłby to cios dla oferty Enei, która w połowie września ogłosiła wezwanie na 66 proc. akcji Bogdanki. Energetyczna firma mogłaby liczyć jedynie na 10 proc. głosów.

Uchwała byłaby jednak również ciosem dla samej Bogdanki, co jest efektem drobiazgowo przygotowanego przez Eneę scenariusza transakcji. Przed wezwaniem Enea wypowiedziała Bogdance kontrakt na zakup węgla, stanowiący, bagatela, 40 proc. sprzedaży kopalni. Wzywający zostawił też sobie furtkę — jeśli nie osiągnie większości głosów, czyli 50 proc. plus jednego, może odostąpić od wezwania. Gdyby więc odstąpił i przeniósł się z kontraktem np. do którejś z kopalni śląskich (też państwowych), Bogdanka miałaby duży problem z odbudowaniem sprzedaży.

WĘGLA PO KOKARDKI: W tym roku Bogdanka wydobędzie około 8,5 mln ton węgla kamiennego. To więcej niż potrzeby Enei, która dla Elektrowni Kozienice spala około 5 mln ton rocznie, a dla budowanego tam właśnie bloku — ponad 2 mln ton. [FOT. ARC]

Nic więc dziwnego, że akcjonariusze Bogdanki, postawieni pod ścianą, postanowili nie blokować transakcji.

Warto odpowiedzieć

— Naszym zdaniem, akcjonariusze Bogdanki powinni odpowiedzieć na wezwanie Enei — mówi Łukasz Prokopiuk, a wtórują mu również pozostali analitycy.

Enea płaci 67,39 zł za akcję, przed wezwaniem kurs Bogdanki był niższy, a po zakończeniu wezwania znów zapewne spadnie. Dlaczego? Łukasz Prokopiuk wskazuje, że ci, którzy zostaną w akcjonariacie kopalni, nie powinni liczyć na dywidendę. Mogą też się spodziewać, że centrum zysków powiększonej grupy będzie spółka matka, czyli Enea. Jeśli jednak wszyscy akcjonariusze Bogdanki rzucą się do sprzedawania akcji, zostaną „zredukowani”, czyli Enea kupi maksymalnie 66 proc. ich akcji.

— Jest mało prawdopodobne, że Enea zmieni warunki wezwania i obejmie nim 100 proc. akcji — zauważa Łukasz Prokopiuk. Można raczej oczekiwać, że w pierwszym kroku Enea kupi 66 proc. Bogdanki, a z drugim krokiem poczeka. Może będzie taniej. Pierwotny plan zakładał, że zapisy zakończą się już dziś (16 października), ale Enea ogłosiła wczoraj, że przedłuży ten termin. Czeka na zgodę Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, bez której wezwanie nie dojdzie do skutku.

Prywatnych coraz mniej

Przejęcie Bogdanki może nie zaspokoić apetytu Enei na przejęcia w sektorze węglowym. Źródła w ministerstwie skarbu wskazują już od dawna, że kolejnym krokiem może być przejęcie lub chociaż wsparcie przez Eneę państwowego Katowickiego Holdingu Węglowego, który ma kłopoty finansowe. Enea nie komentuje tych spekulacji. Przejęcie Bogdanki uszczupli i tak wąskie grono prywatnych firm węglowych w Polsce. Wśród nich są działające kopalnie, np. polski Siltech i czeska PG Silesia, ale też firmy dopiero szykujące się do budowy kopalni, np. australijska PD CO (koło Bogdanki) i polski Kopex (Małopolska).