Bój o telewizję to będzie ostatni

Adam Sofuł
17-04-2008, 00:00

Dziś — jeśli wierzyć zapowiedziom polityków Platformy Obywatelskiej — do prokuratury trafi wniosek dotyczący niegospodarności w Telewizji Polskiej (z przyzwyczajenia nazywanej publiczną). Wygląda na to, że bój o władzę nad instytucją z Woronicza wchodzi w decydującą fazę. Co nie udało się posłom pracującym nad nowelizacją ustawy medialnej, być może uda się prokuratorom i fotel prezesa TVP zostanie zwolniony. Prokuratorzy mają spore szanse na duże, spektakularne i rozwojowe śledztwo, przy czym nie musi to bynajmniej oznaczać, że obecne władze TVP są bardziej niegospodarne niż kilka poprzednich ekip (chociaż finanse takiej „Nocy z gwiazdami” wyglądają obiecująco). Moloch na Woronicza zawsze rządził się swoimi prawami, które nawet dla prezesa tej firmy mogły stanowić tajemnice.

Prezes TVP Andrzej Urbański odgraża się, że jak politycy zabiorą mu abonament, to on zacznie przerywać programy reklamami. Politycy zapewne pobledli, słysząc te słowa, bo w ten sposób prezes jawnie złamałby ustawę o publicznych mediach, nie uciekając się do zapoczątkowanych jeszcze przed jego kadencją sztuczek — np. podziału wiadomości na trzy odrębne programy: wiadomości, sport i pogodę, właśnie po to, by wtrynić tam trochę reklam jogurtów i podpasek. Skądinąd zapowiedzi likwidacji abonamentu też należy raczej rozpatrywać w kategorii autopromocji rządzącej partii, a nie dążenia do upublicznienia mediów. Gdyby telewizja miała się zająć tzw. misją, trzeba by ją było odciąć od wpływów z reklam. Ale zapewne wówczas krzyk „obrońców publicznych mediów” byłby jeszcze większy.

W tych wszystkich awanturach nie chodzi o telewizję publiczną. Bo publicznej telewizji nie ma i nie widać na politycznym firmamencie nikogo, kto by chciał ten stan rzeczy zmienić. Grzechem pierworodnym jest konstrukcja prawna TVP jako specyficznej spółki skarbu państwa, co ustawia każdego prezesa jako chłopca do bicia — zawsze można go skrytykować za brak misji z jednej strony, i za zbyt małe zyski z drugiej. Piszący kolejne wersje ustaw medialnych politycy nie potrafią sformułować, czego od publicznych mediów oczekują, oczywiście poza pokazywaniem ich w korzystnym świetle w najlepszym czasie antenowym. I efekty tego widzimy od lat. Gmach na Woronicza pozostanie zapewne przez lata politycznym trofeum, swoistym pucharem przechodnim. Może prokuratorskie śledztwo w TVP okaże się ozdrowieńczym wstrząsem dla tej instytucji. Aby jednak spełniała swoją publiczną rolę, wstrząsu musieliby doznać również politycy.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Bój o telewizję to będzie ostatni