Bomi chce układu

MZAT
opublikowano: 2012-07-11 00:00

Banki straciły cierpliwość do handlowej spółki. Zarząd złożył wniosek o upadłość.

Akcjonariusze Bomi powinni zainwestować w sprzęt do nurkowania — kurs prowadzącej sieć supermarketów spółki przebija ostatnio kolejne historyczne minima i wygląda na to, że do dna mu jeszcze daleko. Wczoraj spadał o ponad 25 proc. Rynkowa wartość spółki to teraz 26,5 mln zł, choć jeszcze niedawno analitycy wyceniali tylko Rabat Service, zyskowne ramię dystrybucyjne grupy, na 100 mln zł.

None
None

Pikujący kurs zanurkował w tym tygodniu jeszcze głębiej po serii komunikatów dotyczących negocjacji z bankiem Pekao. Bomi i zależny Rabat miały w nim kredyt w rachunku bieżącym na — łącznie — 68 mln zł. Termin jego dostępności udało się wydłużyć tylko do 9 lipca. Fiasko negocjacji z Pekao uruchomiło lawinę — kredyt na 15,5 mln zł przestał udostępniać BRE Bank, kurek z pieniędzmi zakręciło też PKO BP (60 mln zł w rachunku bieżącym). Okres wykorzystania kredytu w tym ostatnim banku upływa co prawda 18 listopada, ale w aneksie do umowy jest haczyk — PKO BP ma prawo zażądać spłaty w dniu, w którym handlowej spółce kredyty wypowiedzą pozostałe banki. Zgodnie z raportem rocznym spółki dostęp do kredytów — na łącznie 19 mln zł z PKO BP — mają jeszcze zależne od Bomi spółki Centrum Dystrybucji i Tolak. To zmusiło wczoraj zarząd do złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości z możliwością zawarcia układu. Proponuje spłatę 100 proc. zadłużenia drobnym wierzycielom (do 15 tys. zł), a reszcie częściowe umorzenie i spłatę rozłożoną w czasie. Również banki miałyby przystąpić do układu i zgodzić się na częściowe umorzenie kredytów. Drobni akcjonariusze wymieniają się informacjami o pustkach na półkach w kolejnych sklepach sieci i problemach z przyjmowaniem płatności kartą.

— Spółka potrzebuje ponad 30 mln zł na bieżącą działalność, w tym na zaopatrzenie w towary pustoszejących sklepów. Uzyskanie kredytów w innych bankach jest, moim zdaniem, mało prawdopodobne. Grupie pozostaje sprzedaż aktywów spoza głównego biznesu, ale to, po pierwsze — proces, który może się przedłużyć, po drugie — część z nich może być zabezpieczeniem kredytów. Szansą mógłby być inwestor, ale o kogoś dostatecznie odważnego, żeby zainwestował w spółkę zadłużoną na 250 mln zł, będzie trudno — oceniał Maciej Kabat, analityk DM AmerBrokers jeszcze przed pojawieniem się komunikatu o złożeniu wniosku o upadłość. Bomi raczej nie ma co liczyć na inwestora branżowego. Konkurenci łakomie patrzą tylko na lokalizacje sklepów. W opuszczone przez Bomi miejsca wprowadzały się już m.in. Intermarche czy Biedronka.

— Nie jesteśmy zainteresowani przejmowaniem Bomi — spółka ma zbyt wysokie długi i zbyt niskie aktywa. Pojawiają się natomiast godne rozważenia propozycje przejęcia niektórych miejsc. Ale nie dzielmy skóry na niedźwiedziu — mówi Jerzy Mazgaj, prezes Almy.

Bomi — mimo że wiosną przeprowadziło już emisję akcji i pozyskało 10 mln zł — cierpi na głód gotówki. Do wczoraj miało dwa pomysły na pozyskanie kapitału — emisję z zachowaniem prawa poboru 30,87 mln akcji serii T lub maksymalnie 46,3 mln warrantów subskrypcyjnych. Cel — zdobyć zastrzyk 30 mln zł kapitału i zamknąć wreszcie restrukturyzację ciągnącą się od połowy 2010 r. Kontrowersje wzbudzał plan przeprowadzenia (w ramach programu motywacyjnego) emisji do 1,5 mln akcji serii S (po cenie emisyjnej 0,10 zł), skierowanej do menedżerów. Przeciw było Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych (SII), które krytykowało pomysł zarządu, nazywając go „demotywującym” i proponowało własny, uzależniający emisję od zysków spółki. Nadzwyczajne walne Bomi odbędzie się w piątek.