Grupa handlowa z Gdyni rozwija skrzydła. Tak przynajmniej wynika z jej prognoz na 2009 r. Chce zarobić na czysto 44 mln zł.
Grupa Bomi, po wchłonięciu hurtowej firmy Rabat Pomorze oraz sieci supermarketów Rast, ujawniła strategię rozwoju na lata 2009-11. Nowy zarząd spółki mierzy wysoko. Deklaruje chęć zdobycia przez grupę kluczowej pozycji na rynku FMCG (dóbr szybko zbywalnych).
Detal to podstawa
— Motorem wzrostu i głównym źródłem zysków będzie handel detaliczny. Planujemy rozwijać sieci sklepów w trzech formatach, zarówno w sposób organiczny jak i przez przejęcia. Tylko w 2009 r. chcemy otworzyć 5 sklepów delikatesowych, 2 supermarkety i pozyskać do naszych sieci franczyzowych 150 mniejszych sklepów spożywczych — mówi Andrzej Wojciechowicz, prezes Bomi.
W ekspansji terytorialnej (zwłaszcza franczyzowej) firma chce skoncentrować się szczególnie na regionach, w których jest dziś słabo reprezentowana, a więc na Podkarpaciu, w Małopolsce i Ziemi Lubuskiej.
Zarząd spółki zapowiada przy tym wzrost wartości marży brutto w 2009 r. aż o 30 proc. Poprawa wyników ma być m.in. efektem wzrostu wolumenu sprzedaży i renegocjacji umów handlowych z dostawcami. Szefowie Bomi przekonują, że dzięki zdywersyfikowanemu modelowi sprzedaży detalicznej i własnej logistyce, a także korzyściom z dokonanej konsolidacji, w tym roku grupa wypracuje bardzo dobre wyniki. Bomi prognozuje na ten rok 1 mld 639 mln zł przychodów i 43,8 mln zł zysku netto. Firma nie podała jednak jeszcze wyników za 2008 r.
Ekspansja w hurcie
Jeśli plany rozwoju sieci detalicznych grupy Bomi pójdą zgodnie z planem, przewiduje ona także spore inwestycje w rozwój zaplecza logistycznego. Docelowo chce mieć w Polsce trzy duże centra logistyczne, na północy, w centrum i na południu kraju (każde o powierzchni 17-20 tys. m. kw.), a do tego 15-20 magazynów dystrybucyjnych. Taki potencjał pozwoliłby jej na obsługę sklepów o łącznej sprzedaży 8 mld zł. Obecnie Bomi ma cztery mniejsze centra logistyczne (łączna powierzchnia 25 tys. m.kw).
Andrzej Wojciechowicz uważa, że docelowo na polskim rynku handlowym zostanie tylko 5-6 liczących się grup handlowych. Analitycy na razie nie podejmują się jednak próby wytypowania tych kilku firm.
— Myślę, że jeszcze przez najbliższych pięć lat rozwój takich grup jak Bomi, Eurocash i Emperia, jest niezagrożony. Na rynku działa wciąż wiele mniejszych organizmów handlowych, które będą się z nimi konsolidować — mówi Andrzej Faliński, dyrektor Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.