Boom… a po nim pogrom

Monika Niewinowska
opublikowano: 2005-03-07 00:00

Zaledwie nieco ponad 10 proc. wniosków o dotacje inwestycyjne przeszło pozytywnie oba etapy oceny — formalny i merytoryczny.

Na uruchomienie programów finansowanych z funduszy strukturalnych czekano z niecierpliwością. Kiedy 20 września 2004 r. rozpoczął się nabór wniosków do działania 2.3 „Wzrost konkurencyjności przedsiębiorstw poprzez inwestycje”, liczba chętnych pobiła wszelkie rekordy. 6,5 tys. wniosków — taka lawina zasypała 16 Regionalnych Instytucji Finansujących. Jednak już ocena formalna pokazała, że poziom wniosków jest niski. Do oceny merytorycznej zakwalifikowano 3,8 tys. projektów. 721 z nich zdobyło wymagane 51 punktów. I tak wielkie nadzieje przeszły w wielkie rozczarowanie… Jak tego uniknąć w przyszłości?

Wzrost konkurencyjności

Dużo wniosków nie spełniło podstawowego kryterium, którym jest podniesienie konkurencyjności firmy poprzez istotną zmianę w produkcie, procesie lub usłudze.

— Wymiana starych maszyn na nowsze bądź remont budynku nie wpływają bezpośrednio na zwiększenie konkurencyjności na poziomie regionalnym, krajowym czy międzynarodowym — mówi Monika Karwat-Bury z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Tego typu błędy wynikają z braku zrozumienia założeń programu. W pewnym stopniu obwiniać za nie można charakter akcji promujących fundusze strukturalne — koncentrowano się na wielkości środków, a nie na tym, na co można je przeznaczyć. W „Pulsie Biznesu” od początku staraliśmy się przedstawiać praktyczne aspekty wykorzystania funduszy — mamy więc nadzieję, że wśród wnioskodawców czytających naszą gazetę większość znalazła się w ścisłym finale wyścigu po pieniądze z Unii.

Inną kwestią są kryteria — które nawet w opinii członków grup roboczych oceniających wnioski były nieco zbyt surowe.

— Szanse na dotację mają tylko najlepsze firmy, działające co najmniej na rynku regionalnym — twierdzą członkowie grup roboczych.

Spójny budżet

Bardzo częstym błędem merytorycznym był brak spójności.

— Liczne wnioski składały się z listy zakupów, które nie miały ze sobą żadnego związku — np. samochód, komputer, koparka. Oceniający wnioski odnieśli wrażenie, że przedsiębiorcy wpisywali wszystko, co potencjalnie może być dofinansowane, bez rozsądnego uzasadnienia, dlaczego te właśnie zakupy są potrzebne do realizacji celu — twierdzi Monika Karwat-Bury.

Zawinili konsultanci

Wraz z funduszami strukturalnymi pojawił się nowy zawód — konsultant ds. funduszy unijnych. Profesjonaliści stanowią może 10 proc. Pozostali konsultanci doświadczenia zdobywali — jak pokazują wyniki oceny — kosztem klientów.

— Tak zwani doradcy ds. pozyskiwania funduszy unijnych wręcz wyłączyli przedsiębiorców z procesu przygotowania projektów. Część z nich stosowała „seryjne” uzasadnienia projektu oraz rezultaty, nie odzwierciedlające w żadnym stopniu indywidualnej sytuacji firmy. Zdarzały się wnioski, które różniły się tylko i wyłącznie nazwą wnioskodawcy — nawet tytuły miały identyczne — wymienia Monika Karwat-Bury.