Borges, Marquez i szkoła austriacka

Jan Fijor
opublikowano: 26-01-2007, 00:00

Nie można być dobrym menedżerem, znając się wyłącznie na zarządzaniu czy marketingu. Trzeba jeszcze coś wiedzieć o naturze ludzkiej, miłości, seksie, historii, kulturze, realiach geopolitycznych. A to znaczy, że trzeba jak najwięcej czytać, i to nie tylko z własnej dziedziny.

Moja praca polega między innymi na lekturze książek, które zamierzam wydać. To głównie pozycje autorów reprezentujących tak zwaną szkołę austriacką, a więc skrajny liberalizm ekonomiczny.

Ale nie samym biznesem żyje człowiek. Stąd często na moim biurku pojawia się beletrystyka, np. Singer albo literatura iberoamerykańska. Właśnie czytam „Pochwałę macochy” Maria Vargasa Llosy. Lubię też Borgesa i Marqueza, dopóki nie wypowiada się na tematy polityczne. Sam napisałem kryminał, a na warsztacie mam trzy inne rzeczy, w tym ostrą powieść sensacyjną. Wymyślanie historii to ekscytująca przygoda. Inną przyjemnością jest dla mnie film. Do kina chodzę średnio raz na miesiąc i — o dziwo — obrazy, które oglądam, często zdobywają Oscary. Nie czuję się znawcą kultury, ale bez niej człowiek ma klapki na oczach.

Jan

Fijor

prowadzi wydawnictwo Fijorr Publishing

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jan Fijor

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu