Za mieszkanie płaci się tam średnio już 590 tys. GBP, czyli 3 mln zł. Firma brokerska Savills obliczyła, że mieszkania w 10 najzamożniejszych dzielnicach Londynu są warte łącznie 609 mld GBP, czyli więcej niż wszystkie nieruchomości mieszkalne w Szkocji, Walii oraz Irlandii Północnej. Londyńczycy narzekają na niedostępność mieszkań, ekonomiści ostrzegają przed bańką, a Bank Anglii zastanawia się nad podniesieniem stóp, m.in. ze względu na sytuację w Londynie. Mimo to Boris Johnson, znany z kontrowersyjnych wypowiedzi burmistrz miasta, zagrożenia nie widzi.

— To jest problem, jaki każdy chciałby mieć — powiedział Boris Johnson, przyznając, że ceny mieszkań w mieście zawierają ogromną premię.
Na rekordowy poziom cen londyńskich mieszkań w ostatnich latach wypchnęły wyjątkowo łagodna polityka pieniężna Banku Anglii oraz zainteresowanie obcokrajowców, szukających dla swoich aktywów schronienia przed zawirowaniami geopolitycznymi, oraz napływ siły roboczej. Tylko w ubiegłym roku do Wielkiej Brytanii przybyło o 212 tys. osób więcej, niż z niej wyjechało, w porównaniu z saldem sięgającym 177 tys. w 2012 r. Społeczność imigrantów jest obecnie w Londynie większa niż w Nowym Jorku. Mimo coraz wyższych cen nieruchomości do Londynu ściągają też technologiczne start-upy.
— Londyn filozoficznie i kulturalnie staje się Ameryką Unii Europejskiej. To jest miejsce, gdzie ludzie chcą przybywać i gdzie chcą wspólnie spędzać czas. Mówi się tu większą liczbą języków niż w Nowym Jorku — powiedział Boris Johnson.
