Szef SdPl Marek Borowski to trzeci - obok Lecha Kaczyńskiego i Andrzeja Leppera - oficjalny kandydat w wyborach prezydenckich. Chęć startu w wyborach Borowski ogłosił w sobotę podczas konwencji prezydenckiej SdPl. Deklarację Borowskiego z dezaprobatą przyjęli politycy SLD, którzy uważają, że jego decyzja skomplikuje wybór wspólnego kandydata na lewicy.
Borowski oświadczył w sobotę, że chce być głosem całej polskiej lewicy i wszystkich wyborców o umiarkowanych poglądach politycznych. "Kandyduję bo Polacy potrzebują umiaru, optymizmu i wiary w przyszłość. Kandyduję, by Polacy mieli wybór wobec radykalnej, agresywnej prawicy. Kandyduję, by edukacja stała się przepustką do +Polski równych szans+" - mówił.
Zaprezentował się jako kandydat tych, którzy "opowiadają się za Polską równych szans, za Europą, za dialogiem, tolerancją i umiarem, przeciw agresji, radykalnemu zacietrzewieniu i niszczeniu tego, co udało się nam wszystkim zbudować". "Jeśli zostanę prezydentem, będę gwarantem normalności, rozsądku, uczciwej Polski" - obiecywał.
Zdaniem sekretarza generalnego SLD Marka Dyducha, deklaracja Borowskiego w sposób zasadniczy utrudnia wyłonienie wspólnego kandydata na lewicy. "Marek Borowski ogłaszając swoją kandydaturę prawie zaprzepaścił możliwość porozumienia się w tej sprawie. Stawia wszystkich pod murem i mówi - jeden kandydat dobrze, ale to będę ja" - mówił Dyduch.
Według niego, jeśli Borowski poddałby się weryfikacji w formie referendum w SLD, UP i SdPl, z udziałem dwóch kandydatów - jego i Włodzimierza Cimoszewicza - porozumienie byłoby jeszcze możliwe. Choć - jak dodał - będzie trudne.
Na te same aspekty zwraca uwagę wiceprzewodniczący SLD Jerzy Szmajdziński. "To nie jest chęć działania w porozumieniu, tylko przez fakty dokonane" - powiedział. "To nie jest dobre, zwłaszcza, że Borowski ma gorsze notowania niż Cimoszewicz" - dodał.
W ostatnim sondażu prezydenckim CBOS Cimoszewicz miał 15 proc. poparcia, Borowski 13 proc.
Jeszcze w piątek liderzy SLD w liście wzywali Borowskiego do tego, by nie ogłaszał kandydowania. Sam Borowski uznał list za "trochę niepoważny".
Prezes PiS Jarosław Kaczyński, nawiązując do deklaracji Borowskiego ocenił, że należy on do grupy "krętaczy". Dodał, że jeszcze do niedawna działali oni w SLD, przyjmowali najwyższe stanowiska, "a dziś, jak pan Borowski, próbują się przedstawiać jako odnowiciele".
Andrzej Lepper uważa, że ewentualne pojawienie się na lewicy dwóch kandydatów zwiększa jego szanse w wyborach. Dodał, że Borowski groźnym rywalem raczej dla niego nie będzie. "Nie lekceważę nikogo, ale Borowski już swoje pokazał, dla ludzi nic nie zrobił" - podkreślił.